startBlogTo nie żart – Piast strzela cztery bramki i gromi Motor [RELACJA]

To nie żart – Piast strzela cztery bramki i gromi Motor [RELACJA]

32. kolejkę PKO BP Ekstraklasy rozpoczęliśmy w Lublinie, gdzie miejscowy Motor zmierzył się z Piastem Gliwice, prowadzonym przez Aleksandara Vukovicia. 

Wysłane przez Igor Grzesiak | maj 9, 2025 | Piłka nożna | 3 min czytania

Gospodarze — wymieniani w gronie największych pozytywnych zaskoczeń obecnego sezonu — wydawali się mieć zadanie ułatwione, bo nie dość, że wyprzedzają przyjezdnych w tabeli, to drużyna z Gliwic od tygodni zmaga się z ogromnymi problemami w regularnym zdobywaniu punktów. Ba — w ostatnich ośmiu meczach odniosła zaledwie jedno zwycięstwo, a widowiskowość ich gry pozostawia wiele do życzenia. Ekstraklasa, jak to kobieta – zmienną bywa. I znów wykręciła psikusa bukmacherom. Ale nie zrzucajmy tego wyniku na kaprysy losu – Piast nie tylko wygrał zasłużenie, ale w porównaniu do ostatnich spotkań można wręcz powiedzieć, że… zachwycił.

Piast skarcony na początku.

Na początku wydawało nam się, że to podopieczni trenera Stolarczyka zamierzają dyktować warunki na boisku. Wysoki i zintensyfikowany pressing Motoru doprowadził defensywę Piasta do błędu, a szybko skonstruowaną akcję już w 3. minucie na bramkę zamienił Jean-Kévin Augustin — były zawodnik takich europejskich marek jak Paris Saint-Germain czy RB Lipsk, dla których zaliczał występy w Lidze Mistrzów. Był to dla niego pierwszy mecz w Ekstraklasie wyjściowym składzie. Debiut marzenie, a przynajmniej tak wtedy mogło się wydawać… Piast od początku musiał gonić wynik.

Tomasz Huk huknął dwukrotnie.

Biorąc pod uwagę formę Piasta, mało kto mógł przypuszczać, że to przegrywający przyjezdni przejmą inicjatywę — i to w niecałe pół godziny, w dodatku za sprawą dubletu Tomasza Huka, bocznego obrońcy. Polska piłka nauczyła nas jednak, że najlepiej spodziewać się niespodziewanego, i tak też było tym razem. Co ciekawe, rzut karny, który dał Piastowi prowadzenie, sprokurował zagraniem ręką… Jean-Kévin Augustin — ten sam, który kilkanaście minut wcześniej wszedł w ten mecz w wymarzony sposób. Trzy bramki w pół godziny i emocje w meczu Piasta? To nie sen, to rzeczywistość.

Dwie kropki nad „i” w drugiej połowie.

Drużyna trenera Vuko w drugiej połowie nie tylko nie spuściła z tonu, ale wręcz przeciwnie – trzymała lejce pewnie, z klasą i spokojem. Wymieniali podania bez pośpiechu, usypiając czujność goniącego wyniku Motoru. I choć duże wrażenie robiła ich zorganizowana gra w defensywie, ciężko zignorować fakt, że po przerwie dorzucili jeszcze dwie bramki, idealnie wykorzystując błędy gospodarzy. Serio – aż trudno uwierzyć, że to ta sama drużyna, o której w ostatnich tygodniach w mediach mogliśmy przeczytać tyle niepochlebnych komentarzy.

Narzekano, że grają bez ducha, bez charakteru, że granie o pietruszkę im nie służy. A tu proszę – da się? Da się. Wystarczyło zagrać na luzie, bez presji, dorzucić motywację, odrobinę polotu i finezji (z grzeczności nie dopowiemy gdzie) i – o zgrozo – trochę radości z gry. No więc brawo, Piast. W końcu.

Banałem byłoby stwierdzenie, że Motor Lublin tego spotkania do udanych nie zaliczy. Mimo to, wciąż istnieje szansa na utrzymanie wymarzonego, najlepszego w historii 8. miejsca w tabeli. Problem w tym, że po stracie punktów na trzy kolejki przed końcem, droga do tego celu staje się o wiele trudniejsza. Ścisk w środku tabeli niesamowity, a konkurencja ani myśli o odpuszczaniu.

Motor Lublin – Piast Gliwice 1:4 (1:2)

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo