Groźny precedens po meczu Jagiellonii – dlaczego sędzia Frankowski nie jest największym problemem polskiej piłki
Niedzielna kolejka ligowa w Ekstraklasie przyniosła wiele kontrowersji sędziowskich. Najmocniej oberwało się sędziemu meczu Górnik Zabrze – Jagiellonia Białystok, Bartoszowi Frankowskiemu. Nie mniejsze błędy arbitrów miały miejsce w meczu Rakowa Częstochowa z Lechią Gdańsk. Sytuacje z tego meczu okazały się jednak dla mainstreamu i Kolegium Sędziów PZPN znacznie mniej istotne.
Wysłane przez Dariusz Mrowiec | paź 29, 2025 | Piłka nożna | 6 min czytania

Spis treści:
Skandal w meczu Górnik-Jagiellonia
W 70. minucie meczu 13. kolejki PKO BP Ekstraklasy w Zabrzu, zawodnik gości Dimitris Rallis wychodząc w sytuacji sam na sam z bramkarzem został sfaulowany przez goniącego go Josemę. Sędzia Bartosz Frankowski w pierwszym odruchu podniósł gwizdek do ust, jednak ostatecznie nie odgwizdał przewinienia. Jak sam to ujął przez „pewien rodzaj błędu komunikacyjnego”. Powiedział, że pierwotnie jego odczuciem w tej sytuacji był faul na zawodniku Jagiellonii. Najprawdopodobniej został wprowadzony w błąd przez sędziego liniowego Marcina Bońka lub przez sędziego technicznego Aleksandra Kozieła. Tutaj zaczyna się najciekawsze, bo faul był ewidentny, więc wszyscy spodziewali się reakcji arbitrów na wozie. Co zrobił w tej sytuacji sędzia VAR Piotr Urban i jego asystent Michał Obukowicz? Nic! Nie dopatrzyli się w tej oczywistej sytuacji faulu zawodnika z Zabrza.
Frankowski nie jest „60”
Zdecydowana większość mediów i kibiców zaczęła krytykować – i słusznie – sędziego Frankowskiego. Sędziowie VAR pozostali w cieniu tego wydarzenia. Bartosz Frankowski miał odwagę po meczu wyjść do mediów i przeprosić za swój błąd. Kibice Jagiellonii powiedzą, że zamiast przeprosin wolą punkty w tabeli i nie ma się co im dziwić. Jednak nie każdy, a właściwie prawie żaden sędzia do tej pory nie miał odwagi stanąć przed kamerą i przyznać się do pomyłki. Taką postawę należy szanować bez względu naszych sympatii, czy antypatii do samego arbitra. Dodatkowo Frankowski jak prawilny chłopak z osiedla nie „rozpruł się” na kolegów z zespołu sędziowskiego. Krył jednego z pozostałych arbitrów, nie chcąc ujawnić kto mu źle podpowiedział w tej sytuacji, przez co zmienił on swoją pierwotnie dobrą decyzję. Całą winę jako sędzia główny wziął na siebie i za to szacunek.
Największy błąd popełnili sędziowie VAR
Błędy sędziów pokroju tego zrobionego w meczu Górnik–Jagiellonia zdarzają się co kolejkę. W zdecydowanej większości przypadków ratują ich jednak sędziowie VAR. Kolejkę temu nasz najlepszy sędzia Szymon Marciniak dwukrotnie był wołany do monitora i dwukrotnie zmienił swoją błędną z boiska ocenę. W meczu ostatniej kolejki Bruk-Bet Termalica Nieciecza z Zagłębiem Lubin sędzia Marcin Kochanek podyktował rzut karny po kontrowersyjnym faulu, który miał miejsce metr przed linią pola karnego! VAR zawołał go do monitora i zmienił on swoją błędną decyzję. Podsumowując ten wątek zadajmy pytanie: kto ma lepszą ocenę sytuacji i kto popełnił większy błąd? Sędzia Bartosz Frankowski biegnący kilkanaście metrów za zawodnikami, kiedy ma 2-3 sekundy na podjęcie decyzji, czy sędzia Piotr Urban na VAR-ze, który z gorącą kawą w dłoni ma do dyspozycji kilka kamer i de facto kilka minut na podjęcie prawidłowej decyzji. Choć w tej sytuacji wystarczyłoby na to kilkadziesiąt sekund. Wszystkie gromy spadły na sędziego głównego, a najbardziej winni w tej sytuacji sędziowie VAR praktycznie zostali niezauważeni. Powtarzam żeby wybrzmiało: takie błędy sędziów głównych zdarzają się praktycznie w każdej kolejce. Jednak nie każda pokrzywdzona drużyna to oczko w głowie prezesa PZPN Cezarego Kuleszy. Z kolei niektórzy dziennikarze z Białegostoku totalnie odpłynęli w pomeczowej analizie. Paweł Wołosik wypuścił sondę, sugerując możliwość powtórzenia meczu argumentując, że już nieraz takie sytuacje miały miejsce. Miejmy nadzieję, że wpis swój opublikował będąc w objęciach ducha puszczy, bo mówimy tutaj o byłym redaktorze naczelnym „Przeglądu Sportowego”. Zatrważające. Brakowało tylko wniosku o powtórzenie przez Błaszczykowskiego karnego w meczu z Portugalią na Mistrzostwach Europy, bo to mniej więcej ten sam poziom „odklejenia”.
Równi i równiejsi?
Zaraz po meczu zwołano w trybie pilnym zwołano posiedzenie Kolegium Sędziów PZPN. Sędziowie tego meczu zostali odsunięci od pracy przy kolejnych meczach. Szczerze to nie przypominam sobie, żeby podjęto taką decyzje kilkanaście minut po meczu. Czy ma to związek z tym, że Prezes PZPN Cezary Kulesza był przez 11 lat prezesem Jagielonii? Czemu inne pokrzywdzone drużyny do tej pory nie mogły liczyć na tak szybką reakcję KS PZPN? Czy można przekręcać mniej medialnie, czy mniej „lubiane” drużyny i zamiatać błędy sędziowskie pod dywan, a w przypadku Jagiellonii rwiemy szaty? Tworzy to bardzo niebezpieczny precedens. W meczu Rakowa z Lechią, gospodarze przez godzinę grali w osłabieniu, po dwóch żółtych kartkach pokazanych Karolowi Struskiemu przez Piotra Rzucidłę. Obie pokazane niesłuszne. W pierwszym przypadku nawet ciężko mówić o faulu, a co dopiero o kartce. Czy zawieszono za to sędziego? Oczywiście, że nie. Na całe szczęście sędzia nie zdołał wypaczyć wyniku meczu i częstochowianie zwyciężyli. Jednak czy to ma mieć wpływ na ocenę o zawieszeniu arbitra? Może Kolegium Sędziów powinno przedstawić jakąś rozpiskę, żeby było wiadomo, po błędach wobec jakich drużyn zawieszamy panów z gwizdkiem?
Zawieszenie sędziów jako pozorowane działanie
Rzucenie mediom na pożarcie Bartosza Frankowskiego było najprostszym sposobem, żeby udawać, że PZPN robi coś z coraz częstszymi błędami arbitrów. Sędzia ten jest nielubiany zarówno przez dziennikarzy, jak i przez samych zawodników. Najłatwiej uderzać w grupie, do tego jednak nie w tego, który był w tej sytuacji największym problemem. Warto pamiętać, że ktoś wyznacza Frankowskiego do prowadzenia zawodów, uznając że jest dobrym sędzią. Pamiętać należy, kto najbardziej zawinił w tej sytuacji – czyli Piotr Urban i Michał Obukowicz. Swoją drogą ten pierwszy kiedyś nie uznał tego gola:
Błąd Frankowskiego był ewidentny i był bardzo dużą pomyłką. Na decyzję miał kilka sekund. Nie skorygowanie tego przez VAR było olbrzymią pomyłką. Mieli oni kilka minut, by błąd głównego arbitra poprawić. Nie zrobili tego. Jednak to decyzja podjęta zaledwie kilkanaście minut po meczu o zawieszeniu obsady sędziowskiej tego meczu to jest prawdziwy problem, który przez główne media sportowe w Polsce został praktycznie zignorowany i przeszliśmy nad tym to porządku dziennego. O tym należy mówić, a nie kamieniować Bartosza Frankowskiego, przy okazji przymykając oczy na błędy pozostałych arbitrów.


