Michał Świerczewski ma dość mydlenia oczu przez polityków. „Chciałbym wierzyć”
Właściciel Rakowa Michał Świerczewski w czasie poniedziałkowej konferencji prasowej, przedstawiającej Łukasz Tomczyka jako nowego trenera drużyny, odniósł się także do tematu budowy nowego stadionu Rakowa i jego doświadczeń z lokalnymi politykami, które ocenił bardzo surowo.
Wysłane przez Dariusz Mrowiec | gru 23, 2025 | Piłka nożna | 10 min czytania

Spis treści:
„U siebie” czyli w Sosnowcu
W ostatnich dniach wśród kibiców piłkarskich w Częstochowie zapanował optymizm w związku z wykupem przez miasto terenów Elanexu, gdzie w przyszłości miałby powstać nowy stadionu dla Rakowa. Wsłuchując się dziś w słowa wypowiedziane na konferencji przez Michała Świerczewskiego tak wielu powodów do radości jednak nie ma.
Od kilkunastu już lat mówi się o nowym stadionie dla Rakowa, który jest na ten moment najważniejszym, kluczowym klockiem w dopełnieniu układanki o silnym, nie tylko sportowo klubie z Częstochowy. Można na wstępie przewrotnie jednak spytać, czy my mamy w ogóle obecnie jakikolwiek stadion? Sympatycy Rakowa odpowiedzą, że oczywiście jest Estadio de Aluminium na Limanowskiego, w miesiącach jesiennych i zimowych przemianowywany na stadion im. dziadka Mroza, dla zmyłki oficjalnie nazywany zondacrypto Areną. Jeśli mamy w Częstochowie obiekt piłkarski to zapytajmy kibiców, po co wsiadali do pociągów, busów i prywatnych samochodów w czwartki wieczorem i wyjeżdżali z miasta w kierunku Katowic akurat w dniu meczów Rakowa jako gospodarza w europejskich pucharach!? Odpowiedź jest oczywista – zmierzali do Sosnowca, gdyż obecny obiekt nie spełnia norm w tych rozgrywkach. No to jak to w końcu jest, my mamy w ogóle ten stadion? Mamy znoszone buty, z dziurami na palcach, po których hula wiatr, ze zdartymi podeszwami, a na stopach przetarte skarpetki. Buty, które nadają się jedynie by wyrzucić w nich śmieci i ukradkiem o szóstej rano skoczyć po coś do Żabki. Jednak, gdy chcemy się spotkać z dziewczyną, albo pójść do pracy, to musimy je pożyczać od sąsiada. Sąsiada oddalonego o 80 km.
Świerczewski nie gryzie się w język
Michał Świerczewski jak do tej pory dość ostrożnie wypowiadał się na temat relacji klubu z miastem. Dzisiaj jednak przestał pudrować rzeczywistość: „Nauczyłem się bardzo dużo od polityków, a zwłaszcza od tych lokalnych, bo wydaje mi się, że pod kątem rozgrywania, może nie przeciwnika, nie chciałbym tego tak nazwać, są wybitni w przeciąganiu pewnych tematów, mydleniu oczu […]. Dużo czasu tutaj poświęciłem na różne rozmowy, a na końcu sprowadziło się to do przeciągania tematów”. Widać więc, że cierpliwość właściciela Rakowa do się kończy. Zdaje on sobie sprawę, że dłuższą metę nie da się prowadzić sprawnego klubu piłkarskiego bez profesjonalnego zaplecza i stadionu, który przyciągnie kibiców, sponsorów, przynoszącego klubowi zysk z dnia meczowego. Nie mówiąc już o klasowych piłkarzach, którzy przyjeżdżając na pętlę tramwajową, myślą że są to obiekty treningowe. Z tego też powodu negocjacje chociażby z Ivim Lopezem były prowadzone w Warszawie i dopiero po podpisaniu kontraktu został przywieziony do Częstochowy. Takich sytuacji było znacznie więcej. Po prostu Raków wstydzi się własnego „domu” i niestety wstydzi się słusznie.
Utracone zyski z dnia meczowego
Przyjrzyjmy się zyskom z dnia meczowego i tego, jak ogromne kwoty Raków traci z tego powodu. Według raportu Grant Thornton dla Ekstraklasy za sezon 2024/25 zysk Rakowa z tego tytułu wyniósł… 100 tys. złotych. Całościowo najbliższych rywali Rakowa: Legia: 36,7 mln zł, Lech: 20,6 mln zł, Pogoń: 9,4 mln. zł, Jagiellonia: 3,3 mln zł. Przy realnej 10-15 tysięcznej frekwencji i grze w europejskich pucharach Raków mógłby realnie liczyć na zysk ponad 10 mln zł. rocznie. Cieszmy się, że biznes właściciela klubu Michała Świerczewskiego jak na razie dobrze prosperuje. Pamiętajmy jednak przy tym, że koniunktura w biznesie potrafi się bardzo szybko zmienić. Raków przez brak stadionu spełniającego jakiekolwiek normy przyzwoitości nie ma filaru, na którym stabilnie przeczeka ewentualnie słabsze czasy finansowe X-komu.
Ciekawie wygląda również porównanie liczby nowych kibiców na stadionie z zespołami o podobnej frekwencji w sezonie 2024/25. Raków, Piast, Zagłębie średnio przyciągają na stadion około 5,5 tys. kibiców. Nowych kibiców na stadion w Lubinie przyszło ponad 20 tys., w Gliwicach prawie 19 tys., a w Częstochowie niecałe 8 tysięcy. Z czego to wynika? Z braku miejsc na stadionie, często z niemożliwości kupienia biletu tuż przed meczem. Stała baza kibiców jest wierna klubowi, jednak rozwój klubu bez napływu nowych kibiców na dłuższą metę jest niemożliwy. Wydaje się, że procentowo w Częstochowie przychodzi bardzo mało kobiet na stadion, bo naprawdę trzeba być wytrwałym, wiernym fanatykiem, żeby na otwartej trybunie, przy gwiżdżącym z każdej strony wietrze i strugach deszczu padającego na głowę, spędzić dwie godziny i uważać to za przyjemność. Po zaproszeniu nowo poznanej koleżanki na mecz Rakowa możemy się spodziewać bardzo rychłego zakończenia znajomości. Jeśli więc chcecie zerwać ze swoją dziewczyną, macie już dość swojej żony, a nie wiecie jak jej to powiedzieć, to zaproście ją w listopadzie na Limanowskiego… W ujęciach telewizyjnych z innych meczów Ekstraklasy widać często całe rodziny i grupy kobiet zasiadające na trybunach. Mam wrażenie, że w Częstochowie jest z tym znacznie gorzej, między innymi z powodu braku komfortu oglądania spotkań z trybun na Limanowskiego.
Pieniądze – skąd je wziąć?
Wróćmy jednak do nadziei, która wlała się ostatnio w serca kibiców Rakowa. Wykup terenu Elanexu za 22,4 mln zł to krok w dobrym kierunku, lecz to dopiero początek. Teraz przychodzi czas na planowanie, wybór koncepcji samego stadionu i terenu wokół. Pozostaje też wciąż nierozwiązana kwestia z konserwatorem zabytków i mnóstwo innej „papierkowej roboty”. W optymistycznym wariancie rozpoczęcie budowy stadionu to 2027 / 2028 rok. Nie zapominajmy o najważniejszym czyli, że w międzyczasie trzeba znaleźć minimum kilkaset milionów złotych na samą inwestycję. Biorąc pod uwagę: wstępne zakładane koszty, okres jaki upłynie od tego czasu, doliczając inflację, „nieprzewidziane” sytuacje opóźniające budowę typu śnieg, czy mróz w zimie, spokojnie możemy tę kwotę pomnożyć razy dwa. Skąd wziąć te pieniądze? Wiadomo, że sama Częstochowa i klub nie udźwigną takiego zobowiązania. Potrzebne jest wsparcie rządowe i z Urzędu Marszałkowskiego województwa Śląskiego. Wszyscy wiemy, jak Częstochowa jest traktowana po podziale administracyjnym w 1999 roku. Dla władz województwa miasto Rakowa jest piątym kołem u wozu. Historycznie Częstochowa nigdy nie miała nic wspólnego ze Śląskiem. My to wiemy i oni to wiedzą. Czy silny Raków, z nowym obiektem piłkarskim, jest na rękę śląskim włodarzom? Czy Wielki Raków jest mile widziany w Zabrzu, Gliwicach, Katowicach, Bytomiu czy Chorzowie? Można uważać wręcz przeciwnie. Jesteśmy dla nich groźnym konkurentem sportowym, a liczba miejsc w lidze i pucharach jest ograniczona. Nawet jeśli kluby te, jak Ruch grają w pierwszej lidze, to ich ambicje sięgają znacznie wyżej. Czy możemy liczyć, że włodarze województwa hojnie dofinansują stadion Rakowa, kosztem „swoich” klubów? Śmiem wątpić.
Co do wsparcia władz centralnych także trudno liczyć na jakąś wielką pomoc, abstrahując od tego, że każdy nowy rząd przekreśla zobowiązania poprzedniego. Scena polityczna obecnie w Polsce wygląda tak, że bardzo prawdopodobne, że bez polityków Konfederacji, niemożliwe będzie zawiązanie kolejnego rządu. Zdanie tej partii w sprawie finansowania z budżetu klubów sportowych jest dość jasne i są temu generalnie przeciwni.
Nie ma się jednak czym przejmować, jesteśmy w końcu bogatym krajem. Obecnie wyburzamy dobrze funkcjonujący dworzec kolejowy w Częstochowie i budujemy nowy za kwotę 119 mln zł. Jako jeden z argumentów podawana jest słaba wydajność energetyczna dotychczasowego budynku. Dzięki budowie nowego zaoszczędzimy rocznie na utrzymaniu obiektu 800 tys. zł. rocznie co sprawi, że za mniej więcej… 150 lat cała inwestycja się zwróci! Jeśli do tej pory w ogóle będą jeździć pociągi. Kto mieszka w Częstochowie ten się w cyrku nie śmieje.
Świerczewski nie wierzy w czyste intencje
Kolejna sprawa to, czy władzom miasta tak naprawdę w ogóle zależy na budowie nowego stadionu. Michał Świerczewski ma co do tego wątpliwości: „Wierzę w to, albo chciałbym wierzyć, bo wierzyć to nie wierzę… bardziej chciałbym wierzyć… że są tutaj czyste intencje i rzeczywiście miastu zależy na tym, aby ten stadion powstał i oby Częstochowa zniknęła z tej niechlubnej mapy Polski, gdzie nie ma normalnego obiektu. Jest to nadal dość duże miasto, co prawda ze swoimi problemami, które rozwija się znacznie wolniej w stosunku do innych polskich miast, albo zwija się znacznie szybciej w stosunku do innych polskich miast”. Właściciel klubu odniósł się też do planowanej lokalizacji: „Chciałbym żeby ten stadion powstał i uważam, że to może być impuls do tego, aby nastąpił ten odwrót od pewnego rodzaju degrengolady i ta lokalizacja jest świetna, aby pobudzić Częstochowę znowu do życia, do tego, aby w mieście się coś działo i aby tę dzielnicę, która jest w tej chwili w takim, a nie innym stanie, jest dość mocno zaniedbana, aby pobudzić do życia”.
Komu tak naprawdę zależy na nowym stadionie i przyszłości Częstochowy
Koszt budowy nowego stadionu i całego zaplecza jest bardzo wysoki, więc zawsze jakiś plik banknotów, może „przypadkiem” spaść ze stołu i warto byłoby się po niego schylić. Widać więc, że z tego punktu widzenia lokalnych polityków warto się starać. Na pewno będzie można powołać nowych urzędników, czy stworzyć nowy wydział w Urzędzie Miasta – więc kolejny plus. Z drugiej strony wszyscy będą patrzeć na ręce i wytykać błędy, więc to już nie jest zbyt przyjemne dla władzy. Prezydent Matyjaszczyk wygrywał kolejne wybory, obiecując budowę nowego stadionu i za każdym razem nie wywiązywał się z tego. Jednak przychodziły kolejne wybory, znowu te same obietnice i kolejne zwycięstwa. Po co ma więc zmieniać coś co doskonale do tej pory działa? Jeśli mieszkańcy Częstochowy mają syndrom sztokholmski, to trzeba z tego korzystać. Nie zapominajmy przy tym o słabościach jego kontrkandydatów, którzy niczym szczególnym się w kwestii nowego stadionu dla Rakowa nie wyróżnili. Punktują obecnego prezydenta miasta, jednak czy sami mieliby w sobie dość determinacji by coś zrobić z tym tematem? Dla władz miasta obecnych i przyszłych sukces sportowy Rakowa nie jest na rękę. Jakby Raków grał w trzeciej klasie rozgrywkowej, temat stadionu byłby nieistotny. Michał Świerczewski i Raków Częstochowa są więc od lat kamieniem w bucie dla lokalnych polityków. Właściciel klubu ma dość mydlenia oczu i stracił wiarę w dobre intencje lokalnych polityków. Nie zamierza jednak ustać w budowie wielkiego Rakowa, czego poniedziałkowa konferencja była potwierdzeniem. Nie zamierza przy tym również gryźć się w język. Wszyscy politycy w mieście mogliby odetchnąć z ulgą, gdyby odkochał się w Medalikach, na to się jednak nie zanosi. Wtedy kamień spadłby im z serca, jak kamienie spadające z murów byłych zakładów Elanexu. Należy jednak pamiętać, że są to kamienie wyjątkowe, bo objęte ochroną Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków…




