startBlogSportowa złość – na taki mecz czekali wszyscy! Raków awansował do play-off eliminacji do Ligi Konferencji

Sportowa złość – na taki mecz czekali wszyscy! Raków awansował do play-off eliminacji do Ligi Konferencji

Raków Częstochowa po bardzo dobrym meczu pokonał Maccabi Haifa 2:0, tym samym odrabiając straty z pierwszego spotkania z nawiązką.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | sie 15, 2025 | Piłka nożna | 8 min czytania

Taki mecz chcieliśmy oglądać – Raków, który pokaże pazur, drużynę, która awans będzie chciała wyrwać przeciwnikowi z gardła. Szczególnie po tym wszystkim, co działo się przed tym spotkaniem. To był trudny tydzień dla Rakowa, ale najważniejsze, że zwycięski.

Polskie drużyny meldują się w play-offach 

Wtorkowy wieczór w Belgradzie – tam Lech Poznań, który z nadzieją przyjechał na serbską Maracanę po porażce na własnym stadionie 1:3. Kibice z Wielkopolski wierzyli, że stanie się cud, że uda się odrobić straty i zrobić kolejny krok do upragnionej przez wszystkich Ligi Mistrzów. Niestety po raz kolejny bramy piłkarskiego nieba zostały zamknięte. Mistrzowie Polski, po całkiem niezłym meczu, zremisowali 1:1 i pożegnali się z eliminacjami Ligi Mistrzów. W ostatniej rundzie przed fazą grupową Ligi Europy zmierzą się z belgijskim Genkiem. 

Czwartkowy wieczór zapowiadał się jeszcze bardziej emocjonująco – szczególnie dla kibiców z Częstochowy, ale nie tylko. Swoje mecze rozgrywała także Jagiellonia Białystok, która po zwycięstwie w Danii z miejscowym Silkeborgiem w rewanżu przy Słonecznej zremisowała 2:2 i zapewniła sobie udział w IV rundzie eliminacji Ligi Konferencji, gdzie zagra z albańskim Dinamem Tirana. 

Natomiast Legia miała bardzo trudne zadanie. Po porażce na Cyprze z AEK Larnaką 1:4, podopieczni Edwarda Iordănescu chcieli dokonać niemożliwego na Łazienkowskiej 3. Zaczęło się fantastycznie – już po 16 minutach Legioniści prowadzili 2:0. Jednak w końcowym rozrachunku zabrakło jakości i mecz zakończył się wynikiem 2:1. Zespół ze stolicy musi zadowolić się ostatnią rundą eliminacji Ligi Konferencji Europy, w której zmierzy się ze szkockim Hibernianem. 

Raków natomiast, po całkiem niezłym meczu w Częstochowie – jak twierdzili niektórzy – uległ izraelskiej Maccabi Hajfa 0:1 w pierwszym meczu przy Limanowskiego 83 i na rewanż do Debreczyna pojechał z zamiarem odrobienia strat. Po drodze jednak łatwo nie było – działo się wiele. 

Emocje, obrażalski Brunes i bójka przed treningiem 

Po pierwszym meczu przegranym przez drużynę z Częstochowy oczekiwania na rewanż rosły z dnia na dzień. Przełożony mecz ligowy z Zagłębiem Lubin jeszcze bardziej podsycił apetyt kibiców na europejskie zmagania. Spotkanie zbliżało się wielkimi krokami, aż w końcu znaleźliśmy się w przeddzień wyjazdu na Węgry. Snajper Rakowa, Jonatan Brunes, zgłosił, że jego samopoczucie nie jest na tyle dobre, aby wystąpić w meczu rewanżowym. Klub od razu wysłał Norwega na badania, które nie wykazały żadnych nieprawidłowości. Tym samym kuzyn Erlinga Haalanda nie znalazł się w kadrze meczowej. Jak zaczęła podejrzewać większość ekspertów i kibiców, była to infantylna próba wymuszenia jak najszybszego transferu. Klub zareagował zdecydowanie, publikując wpis w mediach społecznościowych, a my poinformowaliśmy, że nie ma zamiaru go sprzedawać.

Jakby tego było mało, już w Debreczynie – podczas tradycyjnego obchodu po murawie przed własnym treningiem – piłkarze Marka Papszuna zostali zaczepieni przez zawodników Maccabi, którzy nie opuścili płyty boiska. Zaczęło się od utarczek słownych, a skończyło na przepychankach fizycznych. Czerwono-niebiescy zgłosili skargę do delegata UEFA w związku z zaistniałą sytuacją. Te dwa incydenty były mało optymistycznym sygnałem przed rewanżem, ale mogły też dodatkowo podsycić ambicję w szeregach Medalików. 

Spokojnie, ale stanowczo

Trener Marek Papszun tym razem nie zaskoczył zmianami w składzie. Do rewanżowego pojedynku desygnował dokładnie tę samą jedenastkę co w meczu na zondacrypto Arenie. Zaskoczenie? Może trochę – w końcu w każdym meczu tego sezonu szkoleniowiec Medalików dokonywał roszad, a kibice spodziewali się ich również tym razem. I bardzo dobrze, że tak się nie stało. 

Mecz rozpoczął się spokojnie – żadna ze stron nie zaznaczyła swojej przewagi od pierwszych minut. Gospodarze wręcz grali na czas, rozgrywając piłkę między sobą bez przesuwania się w stronę ataku. Ten stan utrzymywał się przez około kwadrans, po czym to Raków zaczął dyktować warunki gry. Było widać szybkość w konstruowaniu akcji i głód gry po wszystkich przedmeczowych ekscesach. Przeciwnicy mieli problem z neutralizowaniem kombinacyjnej gry Medalików. 

Tomasz Pieńko Show

Powiedzmy to uczciwie – to był najlepszy mecz Tomasza Pieńki w Rakowie. Przegląd pola, świetne podania – w tym kapitalne dogranie piłki do Michaela Ameyawa, które o mało nie zakończyło się golem – decyzyjność, podejmowanie ryzyka, strzały, branie gry na swoje barki. Ofensywny pomocnik oddał aż pięć strzałów, w tym dwa celne, a jeden z niecelnych – po rykoszecie od obrońcy Maccabi – trafił w słupek. Doskonałym zwieńczeniem jego występu było wywalczenie rzutu karnego w drugiej części spotkania. Moja ocena? Solidne 7,5 – chapeau bas!

Nowy, stary transfer zrobił robotę

Po takim meczu chwalić trzeba. Szczególnie piłkarza, który wrócił po chwilowym rozstaniu z Częstochową, a powrócił w wielkim stylu. Péter Baráth, który po raz kolejny miał okazję grać na obiekcie w Debreczynie, w głowach wielu mógł być tajną bronią Marka Papszuna – w końcu Węgier rozegrał około 40 spotkań na tym stadionie i znał każdą kępkę murawy. Baráth był najlepszy w środku pola ze wszystkich zawodników – zarówno gospodarzy, jak i gości. Bez kompleksów, bez złych decyzji, z ciągiem na bramkę i ogromną determinacją. Najważniejsze jednak miało miejsce w 46. minucie. Michael Ameyaw wrzucił piłkę z narożnika boiska, a najwyżej w powietrze wyskoczył Baráth i wyrównał stan dwumeczu tuż przed końcem pierwszej części spotkania. Na stadionie Nagyerdei w Debreczynie wszystko zaczęło się od nowa.

Pełna kontrola i czerwona kartka

Raków na drugą połowę wyszedł jeszcze bardziej spragniony zwycięstwa. W dwumeczu mieliśmy remis, ale nikt nie chciał dogrywki. Sprawę trzeba było załatwić w 90 minut. Obraz gry nie zmienił się względem tego, co oglądaliśmy od około 15. minuty meczu – przewaga w posiadaniu, więcej konkretów, a przede wszystkim bardzo dobre odbiory piłki w środku pola i tworzenie przewagi liczebnej. Taki przebieg meczu ewidentnie powodował niepokój w szeregach drużyny z Izraela, a w ich grze zaczęła pojawiać się nerwowość. 

W 55. minucie, po faulu w okolicach koła środkowego, Liasse Eissat zobaczył drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę i Medaliki grały w przewadze jednego zawodnika. Chwilę po tym Marek Papszun zdecydował się zmienić Patryka Makucha i w jego miejsce wpuścił niezwykle skutecznego Lamine’a Diabiego-Fadigę. Francuz odpłacił się najlepiej, jak tylko potrafił. Jak już wcześniej wspomniałem, Tomek Pieńko wywalczył rzut karny, a w 76. minucie to właśnie Diaby-Fadiga zamienił jedenastkę na gola. To czerwono-niebiescy na 14 minut przed końcem regulaminowego czasu gry byli jedną nogą w rundzie play-off! 

Nerwowa końcówka

Ale czym byłby mecz Rakowa, gdyby nie emocje do samego końca? Mimo gry w przewadze, w ostatnich pięciu minutach regulaminowego czasu i aż jedenastu doliczonych, w szeregi Medalików wkradła się niepotrzebna nerwowość. Gospodarze postawili wszystko na jedną kartę i zaczęli groźnie atakować. Do przodu przesunął się środkowy obrońca Maccabi Abdoulaye Seck, który sprawiał spore problemy zawodnikom z Częstochowy w czwartkowy wieczór. Był bardzo mocno angażowany w walkę o górne piłki dośrodkowywane w pole karne częstochowian. Jednak to 96. minuta była tą, która początkowo zmroziła krew w żyłach piłkarzom, sztabowi, trenerowi, a także kibicom. Po rzucie rożnym wykonywanym przez gospodarzy do główki wyskoczył właśnie Seck, oddając groźny strzał. Kacper Trelowski obronił raz, a potem drugi – dobitkę z dwóch metrów – ratując cały zespół przed dogrywką. Tym samym Raków już do końca nie wypuścił wyniku i pokonał Maccabi 2:0, meldując się w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Konferencji UEFA, gdzie zagra z bułgarskim PFK Ardą. 

Pomeczowy skandal

Jakby tego wszystkiego było mało – po sytuacji z Brunesem i incydencie przed treningiem – kibice z Izraela „popisali się” okropnym transparentem na trybunach: „Murderers since 1939” („Mordercy od 1939 roku”). To oczywiście odniesienie do II wojny światowej, które niesprawiedliwie i bezczelnie oskarża polski naród. Takie zachowanie nie może ujść płazem – ani kibicom, ani klubowi. Oprócz samego transparentu kibice z Izraela zachowywali się skandalicznie, co uwiecznił na nagraniu nasz reporter Jarosław Kłak.

Na skandaliczne zachowanie Izraelczyków momentalnie zareagowali polscy politycy na czele z prezydentem Karolem Nawrockim.

Do przyjrzenia się tej sprawie dołączył również prezes PZPN, Cezary Kulesza, który ma dobre relacje z przewodniczącym UEFA, Aleksandrem Čeferinem. 

Raków Częstochowa pierwszy mecz ostatniej rundy eliminacji rozegra 21 sierpnia na stadionie przy Limanowskiego, a rewanż tydzień później w Bułgarii. 

STUDIO PO MECZU MACCABI – RAKÓW:

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo