Słonie stłamszone! Medaliki przełamują złą ligową passę
W 5. kolejce PKO BP Ekstraklasy Raków Częstochowa pokonał Termalicę Bruk-Bet Niecieczę 3:2 po emocjonującym spotkaniu.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | sie 18, 2025 | Piłka nożna | 6 min czytania

Spis treści:
Czerwono-niebiescy nie mieli zbyt wiele czasu na odpoczynek po czwartkowym spotkaniu w Debreczynie, gdzie pokonali Maccabi Haifa 2:0 i awansowali do IV rundy eliminacji Ligi Konferencji UEFA. Po kilku dniach Medaliki musiały powrócić do ligowego grania, a dokładnie do Niecieczy.
Powrót na krajowe podwórko
Minęło trochę czasu od ostatniego ligowego spotkania Rakowa – dwa tygodnie temu podopieczni Marka Papszuna przegrali w Radomiu z miejscowym Radomiakiem 1:3. Była to druga porażka w Ekstraklasie i w trzech dotychczasowych meczach ekipa spod Jasnej Góry zdobyła zaledwie trzy punkty. W tym spotkaniu wcale nie musiało być łatwiej – trudny mecz na Węgrzech w eliminacjach europejskich pucharów, brak czasu na odpowiednią regenerację i wyjazd na trudny teren, do beniaminka z Niecieczy. Częstochowscy kibice liczyli zatem na przełamanie swoich ulubieńców, na powrót na zwycięską ścieżkę i – co zaskakujące – ucieczkę ze strefy spadkowej.
Drzemka w szatni
Zdarza się, że drużyna źle wejdzie w mecz. Nerwowość, niedokładność w zagraniach, czy nieporozumienia między zawodnikami, ale w przypadku Rakowa zawodnicy chyba byli jeszcze zaspani po wysiadce z samolotu po czwartkowym meczu. Kibice zgromadzeni na stadionie w Niecieczy długo nie musieli czekać na pierwszego gola. Już w 3. minucie Jesús Jiménez wykorzystał niefrasobliwość obrońców Rakowa i po niezłym dograniu z prawej strony oraz błędzie Apostolosa Konstantopoulosa Hiszpan pokonał Kacpra Trelowskiego. Byliśmy świadkami małej niespodzianki. Jedno było pewne – Medaliki musiały wziąć się ostro do roboty i odrabiać straty już od samego początku. Całe szczęście dla sympatyków drużyny z Częstochowy na odpowiedź Rakowa nie musieliśmy długo czekać. Leonardo Rocha przejął piłkę na połowie przeciwnika, dograł do Tomka Pieńki, a ten płaskim dośrodkowaniem odnalazł Michaela Ameyawa, który na wślizgu dosłownie wepchnął piłkę do siatki i wszystko zaczęło się od początku.
Stary Franio, Leo z golem i ułożony Amorim
Trener Marek Papszun postawił na wahadłach na swoich dwóch żołnierzy – z prawej strony Frana Tudora, a z lewej Adriano Amorima i… to przyniosło całkiem niezłe efekty. Amorim posyłał dobre dośrodkowania do Leonardo Rochy. Niektóre z tych piłek były na tyle wymuskane, że Portugalczyk miał niezłe sytuacje do zdobycia gola. Kapitalną okazję do zamienienia wrzutki Amorima na bramkę miał w 5. minucie, ale uderzył prosto w Miłosza Mleczkę. Adriano był aktywny, sprawiał problemy obrońcom Termalici, ale niestety nadal brakowało tej kropki nad „i” w jego występie, czyli liczb.
Czy to był najlepszy mecz Frana Tudora w obecnym sezonie? Zdecydowanie tak. Chorwat, tak samo jak jego vis-à-vis, nie odpuszczał przeciwnikom na swojej stronie. Był agresywny, szybki i potrafił ciekawie kończyć swoje akcje – czy to wrzutką, czy strzałem. W końcu mogliśmy oglądać starego Frania, który w niejednym meczu w poprzednich sezonach w Rakowie był jednym z kluczowych zawodników i oby już tak zostało!
Najwięcej strzałów w meczu oddał nie kto inny jak Leonardo Rocha. Pod nieobecność dąsającego się Jonatana Brunesa i kontuzjowanego Patryka Makucha to właśnie Portugalczyk był pierwszym i w zasadzie jedynym wyborem na pozycji numer 9. Rocha oddał w sumie sześć strzałów przeciwko Termalice – trzy celne i trzy niecelne. Jest to dość spora liczba, ale najważniejsze, że jeden z nich został zamieniony na gola, którego niewątpliwie Leo bardzo potrzebował. Konieczne będzie jednak poprawienie tej statystyki, ponieważ Rocha spokojnie mógł zakończyć spotkanie z hat-trickiem.
Marko Bulat – MVP
Chorwat zadebiutował w Niecieczy w wyjściowym składzie. Mimo że początek spotkania w jego wykonaniu nie był najlepszy, bo już w 8. minucie zobaczył żółty kartonik za przerwanie dobrze zapowiadającej się kontry gospodarzy, to z minuty na minutę ten gracz rósł w oczach. Mocny, choć w środek bramki, strzał z rzutu wolnego mógł być sygnałem, że facet wie, co robi. Im dłużej znajdował się na boisku, tym jego zagrania były lepsze. Dzisiaj to zawodnik wykupiony z Dinama Zagrzeb był dyrygentem środka pola. Charakter, serce do walki i przede wszystkim nieszablonowe umiejętności tego piłkarza są zwiastunem perspektywy na solidne papiery w Ekstraklasie. Świetna postawa Bulata została nagrodzona w drugiej części spotkania, kiedy to po błędzie Bartosza Kopacza wykorzystał zamieszanie i strzelił gola dającego prowadzenie.
Powrót Króli
Na ten dzień czekało wielu i to nie tylko sympatyków Rakowa, ale i tych, którzy chcą oglądać świetnych zawodników w naszej lidze. Po kontuzjach mieliśmy przyjemność ponownie zobaczyć dwie bardzo ważne karty z talii Marka Papszuna – Jeana Carlosa Silvę oraz Iviego Lópeza. Ten pierwszy zameldował się już po przerwie na boisku, zmieniając dobrze grającego w tym meczu Frana Tudora, co mogło być podyktowane zmęczeniem w ostatnich dniach. Po kontuzji Brazylijczyka nie było widać śladu, za to sporą chęć do gry i boiskowe zawzięcie. 66 minuta była dla kibiców Rakowa o wiele bardziej istotna – wtedy to na murawie zameldował się Ivi López, na którego powrót w Częstochowie wszyscy tak bardzo czekali. I co to był za występ! Najpierw kapitalne, przeszywające zagranie na milimetry do wchodzącego w pole karne Lamine’a Diabiego-Fadigi, ale niestety Francuz nie opanował dobrze futbolówki. Już kilka chwil później Hiszpan popisał się zagraniem w punkt na głowę Leo Rochy i tablica wyników pokazywała już 3:1 dla Medalików. Takie powroty to my lubimy!
Obrona Częstochowy
Te końcówki w wykonaniu czerwono-niebieskich potrafią spędzać sen z powiek. Kiedy mecz jest już pod kontrolą, ostatnie minuty potrafią być kapryśne dla częstochowian. Choć trzeba powiedzieć jasno, że poniekąd na własne życzenie. Dziewięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Adriano Amorim niepotrzebnie sfaulował Jesúsa Jiméneza, a po rzucie wolnym żaden z zawodników Rakowa nie był na tyle opanowany, żeby pozbyć się piłki z własnego pola karnego. Skończyło się bardzo dobrym uderzeniem Igora Strzałka i z pewnego 3:1 zrobiło się mniej pewne 3:2. Na całe szczęście dla częstochowskich kibiców zgromadzonych przed telewizorami jak i na stadionie w Niecieczy już nic więcej się nie wydarzyło.
Tym samym Raków zwyciężył z niewygodnym przeciwnikiem i wszyscy z nadzieją spoglądają w przyszłość – wróciła wiara w futbol ofensywny i w to, że Medaliki będą budować swoją serię zwycięstw. Po zakończeniu meczu na naszym kanale NA WYLOT przeprowadziliśmy studio pomeczowe, w którym szerzej omówiliśmy wydarzenia boiskowe. Zachęcamy do obejrzenia.




