Skuteczna ucieczka spod topora. Trwa dobra seria w barażach
Podopieczni Jana Urbana ratują wynik i pokonują w regulaminowym czasie gry zawsze niewygodnego rywala.
Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | mar 27, 2026 | Piłka nożna | 4 min czytania

Spis treści:
Biało-czerwoni na jesień weszli na naprawdę wielki poziom i grali na poziomie czołowych europejskich nacji. Remisy z Holandią oraz trzy zwycięstwa z Finlandią, Litwą i Maltą mogły nastrajać naprawdę optymistycznie przed barażami. Do tego doszło coś, co w polskiej piłce przynajmniej od 2019 roku było rzeczą obcą, mianowicie liderzy reprezentacji Polski znowu zaczęli wiele znaczyć w europejskich topowych markach, a obrazki reprezentantów grających więcej minut w narodowych barwach niż w swoim klubie na szczęście znowu stały się nie do pomyślenia.
Wygraną z Albanią trzeba po prostu docenić
Czy zatem po wczorajszym meczu możemy mówić o kuble zimnej wody? Pierwsze 45 minut na pewno takim były. Finalnie jednak podopieczni Jana Urbana krótko mówiąc wybronili się. Zanim przejdzie się do omawiania stylu, trzeba powiedzieć jasno, że kiedy w grę wchodzi jeden mecz, a rywalem są zawsze groźni Albańczycy, wygrana takiego meczu w regulaminowym czasie gry to jedyny cel jaki powinien przyświecać zawodnikom, a ten został zrealizowany.
Nie była to jak przed dwoma laty Estonia, nie była to nawet Walia – byli to Albańczycy, którzy na ostatnie Euro uzyskali promocję z pierwszego miejsca w grupie odprawiając nas i Czechów, a na samym turnieju remis z Chorwatami (2:2) oraz przegrane jednym golem z Włochami (1:2) i Hiszpanią (0:1) złożyły się na nic innego jak dobrze zagrany turniej. Albania nie była w tych barażach z przypadku, Albania była gotowa jechać na mundial, jednak ich droga do Ameryki zakończyła się w Warszawie.
Więcej szczęścia niż rozumu
Natomiast odstawiając analizę samego rywala i wyniku na papierze, trzeba przyznać, że równie dobrze to myśmy mogli pożegnać się na tym etapie z marzeniami o finałach Mistrzostw Świata. Na początku drugiej połowy mogło być już 0:2, a przy wyniku 1:1 uratował nas Kamil Grabara. Gole biało-czerwonych nie padły po stuprocentowych sytuacjach. Takowych w tym meczu nie mieliśmy. Docenić trzeba umiejętność zdobycia dwóch bramek w trudnych warunkach tworzonych przez dobrze zorganizowaną Albańską obronę oraz nasze skuteczne rozbijanie ataków Albanii już z korzystnym wynikiem, która do wyrównania już się nie zbliżyła. Natomiast w meczach jak finał – a ten był pierwszym z dwóch – często o rozstrzygnięciu wyniku decyduje przysłowiowy łut szczęścia, które dzisiaj uśmiechnęło się do biało-czerwonych. Mecz można podsumować jako kontrolowany przez Polaków, jednak bez okresów przytłaczającej dominacji oraz naznaczony dobrymi kontrami Albańczyków.
Stara gwardia dowiozła
Mimo wszystko na boisku nie oglądaliśmy tego zespołu Jana Urbana, jaki widzieliśmy na jesień. Wczoraj większość naszych zawodników zagrała po prostu bezbarwnie, a obrona nie wystrzegła się błędów. Wyróżnić należy oczywiście zdecydowanego MVP spotkania, czyli Piotra Zielińskiego. Do tego dającego najlepszą zmianę debiutanta Oskara Pietuszewskiego oraz przytomnego w kluczowym momencie bramkarza Kamila Grabarę. Kluczowy był także oczywiście gol naszego kapitana Roberta Lewandowskiego, co w takich momentach zawsze daje pozytywny bodziec dla nastroju wokół całej reprezentacji.
Dla Polski ten mecz wygrały strzały Piotra Zielińskiego oraz instynkt wyborowego snajpera Roberta Lewandowskiego. Mogła natomiast nam go całkowicie zawalić nieuwaga naszej defensywy, z będącego cieniem siebie samego z FC Porto Jana Bednarka na czele.
Ze Szwedami o wszystko
Po czterech latach los ponownie zestawił nas w finale baraży ze Szwedami, którzy pewnie odprawili Ukraińców w drugim półfinale. 4 lata temu również nie byliśmy faworytami tego starcia. Podopieczni Czesława Michniewicza zagrali jednak jeden z lepszych meczów reprezentacji Polski w 21 wieku i pewnie awansowali na finały MŚ w Katarze. Teraz Szwedzi będą mieli szansę do rewanżu na własnym terenie. Będzie to bez wątpienia trudny mecz, natomiast nie owijając w bawełnę trzeba rzec, że ciężko było już wczoraj i będzie również we wtorek, ale niezależnie od przebiegu meczu ze Szwecją, wynik dla nas korzystny będzie świadczył o tym, że na Mundial nie jedziemy z przypadku i sama obecność tam już będzie czymś zdecydowanie wartościowym.




