startAktualnościRozpędzony Raków zdemolował Koronę! Pogrom w Kielcach

Rozpędzony Raków zdemolował Koronę! Pogrom w Kielcach

Raków Częstochowa nie zwalnia tempa. Wicemistrzowie Polski w niedzielne popołudnie rozbili w Kielcach miejscową Koronę 4:1, odnosząc trzecie ligowe zwycięstwo z rzędu. Świetny mecz rozegrał Adriano Amorim, który zanotował gola i asystę, a w końcówce dzieło zniszczenia dopełnili Patryk Makuch oraz Lamine Diaby-Fadiga.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lis 9, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Mocny start i chwila niepewności

Raków zaczął ten mecz w swoim stylu — z kontrolą, koncentracją i agresją w pressingu. Już w 5. minucie częstochowianie wyszli na prowadzenie. Po zagraniu Oskara Repki w pole karne piłkę przejął Adriano Amorim, które wpadł między obrońców i mocnym, płaskim strzałem przy krótkim słupku pokonał Xaviera Dziekońskiego. Brazylijczyk, który przez wiele miesięcy nie mógł trafić do siatki, tym razem zachował zimną krew i otworzył wynik.

Korona próbowała odpowiedzieć, ale Raków wyglądał pewnie, zorganizowanie i – co najważniejsze – skutecznie wykorzystywał błędy gospodarzy. W 20. minucie długi wykop Oliwiera Zycha przyniósł drugiego gola. Po kilku wygranych pojedynkach Amorim zagrał prostopadle do Jonatana Brauta Brunesa, a Norweg bez problemu skierował piłkę do pustej bramki. 0:2 i absolutna kontrola.

Korona wróciła do gry szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. W 25. minucie po dobrej akcji Władimira Nikołowa piłkę w polu karnym przyjął Dawid Błanik i kapitalnym uderzeniem pokonał Zycha. Gol kontaktowy nieco ożywił kielecką publiczność, a sam zespół Jacka Zielińskiego złapał oddech. Raków przez kilka minut wyglądał na lekko rozkojarzony, jednak gospodarze nie potrafili przekuć tego w konkret. Świetną okazje miał Pau Resta, ale jego uderzenie było zbyt lekkie. Na więcej Koronę po prostu nie było stać.

Amorim w roli lidera

To był wieczór Adriano Amorima. Brazylijczyk od pierwszych minut wyglądał, jakby chciał udowodnić wszystkim – kibicom, trenerowi i samemu sobie – że potrafi być kimś więcej niż tylko „tym od zmarnowanych sytuacji”. Po bramce i asyście w pierwszej połowie grał z ogromnym luzem, ale też z dyscypliną, której zazwyczaj mu brakowało. Wychodził po piłkę, dyktował tempo, a jego ruchy między liniami sprawiały, że obrońcy Korony momentami kompletnie nie wiedzieli, jak go pokryć.

W 52. minucie mógł zamknąć mecz i przypieczętować swój najlepszy występ w barwach Rakowa. Po idealnym dograniu Tomasza Pieńki znalazł się kilka metrów przed bramką, lecz… przestrzelił. To był klasyczny Amorim – najpierw błysk geniuszu, potem chwila frustracji. Złapał się za głowę, a Marek Papszun tylko bezradnie rozłożył ręce przy linii bocznej Chwilę później Brazylijczyk usiadł na murawie i poprosił o zmianę. Obandażowane udo i grymas bólu na twarzy nie wróżyły nic dobrego. Dla sztabu Medalików to niepokojący sygnał, bo w ostatnich tygodniach kontuzje wahadłowych stają się coraz poważniejszym problemem. Amorim w formie byłby ogromnym wzmocnieniem przed kolejnymi meczami, ale teraz nad Rakowem znów zawisł cień niepewności.

Makuch wreszcie z golem

Raków w drugiej połowie konsekwentnie kontrolował grę, choć skuteczność momentami pozostawiała wiele do życzenia. W 85. minucie Patryk Makuch stanął oko w oko z Xavierem Dziekońskim i wydawało się, że to idealna okazja, by powiększyć prowadzenie. Napastnik Rakowa trafił jednak prosto w bramkarza Korony i na moment kibice mogli zacząć się niepokoić – znów mecz bez gola dla byłego zawodnika Cracovii wydawał się możliwy, mimo że wciąż był aktywny, szukał piłki i współpracował z partnerami w ofensywie.

Na szczęście dla Rakowa i jego fanów, Makuch szybko pokazał charakter. W 92. minucie otrzymał idealne prostopadłe podanie od Ibrahimy Secka, ruszył za linię obrony, znalazł się sam na sam z Dziekońskim i delikatną, precyzyjną podcinką przerzucił piłkę nad bramkarzem. Spokój, pewność i opanowanie w jednym – tego brakowało mu wcześniej. Gol na 3:1 praktycznie definitywnie zamknął sprawę zwycięstwa, podcinając skrzydła Koronie i pozwalając Rakowowi w komfortowych warunkach dobić przeciwnika. To trafienie nie tylko przełamało Makucha, ale też dopełniło dominację wicemistrzów Polski, pokazując, że nawet przy chwilowych niepowodzeniach ofensywa Rakowa potrafi zamienić każdą nadarzającą się okazję w gola.

Kilka minut później kropkę nad „i” postawił Lamine Diaby-Fadiga, który wykorzystał rzut karny i ustalił wynik na 4:1.

Statystyki, które nie kłamią

Raków był drużyną dojrzalszą, skuteczniejszą i lepiej zorganizowaną. Medaliki oddały łącznie 7 strzałów (z czego 5 celnych), a Dziekoński przez większość meczu miał pełne ręce roboty. Korona natomiast ograniczyła się do pojedynczych zrywów – prócz gola Błanika nie stworzyła realnego zagrożenia. Papszun mógł być zadowolony z intensywności gry i charakteru zespołu. Wicemistrzowie Polski nie zadowolili się dwubramkowym prowadzeniem – do końca naciskali, szukali gry kombinacyjnej i dominowali fizycznie. To był Raków, którego kibice chcą oglądać – cierpliwy, konsekwentny, bez chaosu.

Raków rośnie, Korona w dołku

Po zwycięstwie w Kielcach Raków wskoczył na czwarte miejsce w tabeli, tracąc zaledwie punkt do podium. Zespół Marka Papszuna złapał rytm, a po ostatnich wygranych zarówno w lidze, jak i w Pucharze Polski potwierdził, że wchodzi na właściwe tory. Korona natomiast pogrąża się w coraz większym kryzysie. Od pięciu spotkań bez zwycięstwa, z coraz bardziej szwankującą defensywą i coraz mniejszą wiarą w to, że można przełamać serię. Raków w niedzielę po prostu zrobił swoje. Zagrał dojrzale, z chłodną głową i cierpliwością. Była energia, była jakość i była skuteczność. A jeśli Adriano Amorim utrzyma formę z Kielc, to częstochowianie mogą wkrótce znów myśleć o powrocie na szczyt tabeli PKO Ekstraklasy.

Zapraszamy do obejrzenia naszego studia po meczu Korona – Raków, które znajduje się poniżej.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo