Remis rzutem na taśmę. Raków wywozi punkt z Lublina
W 28. kolejce PKO BP Ekstraklasy Raków Częstochowa zremisował w Lublinie z miejscowym Motorem 1:1 po golu wyrównującym w końcówce spotkania.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | kwi 12, 2026 | Piłka nożna | 5 min czytania

Spis treści:
Tribute to Jacek Magiera
W piątek 10 kwietnia 2026 roku dotarła do nas smutna informacja o śmierci wychowanka Rakowa Częstochowa i asystenta selekcjonera reprezentacji Polski Jacka Magiery. Cała piłkarska Polska jest pogrążona w żałobie, a wszystkie mecze 28. kolejki PKO BP Ekstraklasy poprzedza minuta ciszy w hołdzie Częstochowianinowi — postaci wybitnej, pełnej ciepła i zrozumienia dla innych. Wychowanek Medalików rozegrał 38 meczów w seniorskiej drużynie Rakowa, strzelając przy tym 8 goli. Trenerze, dziękujemy za wszystko.
Męczarnie do potęgi
Piłkarze Łukasza Tomczyka w czwartek stoczyli bój z GKS-em Katowice w półfinale Pucharu Polski i dopiero rzuty karne zdecydowały o awansie Medalików. Ponad 120 minut w nogach zawodników dało o sobie znać w konfrontacji z Motorem w Lublinie. Początek spotkania w wykonaniu czerwono-niebieskich był bardzo senny, żeby nie powiedzieć beznadziejny. Wyglądało to tak, jakby piłkarze zostali w szatni i nie za bardzo kwapili się do tego, żeby z niej wyjść. Motorowcy dość wysoko zaatakowali Medalików i starali się kontrolować boiskowe wydarzenia. Niestety dla obu ekip stan murawy w Lublinie jest tak niski, że ciężko było o jakiekolwiek składne akcje ze strony jednych, jak i drugich, a jeśli już którejś ze stron udało się dojść do głosu, to boisko skutecznie utrudniało zadanie piłkarzom w końcowej fazie budowania ataku.
Czasami jesteśmy świadkami meczów, w których sporą rolę odgrywa taktyka przygotowana przez szkoleniowców. W takim przypadku mówimy kolokwialnie o piłkarskich szachach. Z początku potyczka w Lublinie takie szachy właśnie przypominała, ale im dalej w las, tym gorzej i osoby, które oglądały mecz w telewizji, mogły delikatnie przymknąć oko ze znużenia.
Statystyki pierwszej połowy mówią same za siebie — 2 celne strzały Motoru przy jednym celnym Rakowa, gdzie te uderzenia w światło bramki były na tyle słabe, że musiałaby się wydarzyć potężna katastrofa, żeby piłka zatrzepotała w siatce. Motorowcy byli bardziej aktywni i konkretni względem Medalików, ale na nic się to zdało i premierowa odsłona była totalnie do zapomnienia, strasznie generyczne „widowisko”.
Delikatne korekty i fura szczęścia
Są takie mecze, w których dzieje się naprawdę sporo. Mecze, w których każda akcja to okazja do zdobycia bramki i ciężko jest nadążyć za rejestrowaniem tego, co właśnie widzimy na boisku. Pierwsza połowa była zaprzeczeniem tej tezy, ale kibice zgromadzeni na Motor Arenie z pewnością liczyli na odwrócenie takiego obrazu gry ze strony obu zespołów. Nic bardziej mylnego. Sympatycy Motoru i Rakowa nadal oglądali bardzo statyczny mecz. Choć Raków rozpoczął drugą część w wyższym pressingu, to i tak nie zmieniło to zbyt wiele w ofensywnych poczynaniach ekipy spod Jasnej Góry. Oczywiście wyglądało to ciut lepiej, ale po tak niemrawej i sennej pierwszej połowie poprzeczka nie była zawieszona zbyt wysoko. Raków tak na dobrą sprawę nie miał klarownych sytuacji na pokonanie Ivana Brkicia. Strzał Bulata z rzutu wolnego z ponad 35 metrów w środek bramki, nietrafione uderzenie Fadigi po błędzie obrońców Motoru, czy główka Isaka Brusberga — to nie miało prawa się udać.
Medaliki momentami wyglądały, jakby nie za bardzo wiedziały, co mają zrobić z piłką przy nodze, jak zaskoczyć przeciwnika. Brak pomysłu było widać gołym okiem, a nawet jeśli ktoś z Was delikatnie przysypiał z nudów przed telewizorem, to i tak perspektywa była niemal identyczna.
Motor był konsekwentny i swoim uporem doprowadził do zdobycia gola — po wrzutce z bocznego sektora boiska Mbaye Ndiaye nie trafił czysto w piłkę i Jonatan Brunes, chcąc ratować sytuację, wbił futbolówkę do bramki Oliwiera Zycha. Mimo wszystko gol został zapisany na konto Senegalczyka, a Motor prowadził z Rakowem 1:0.
Nic nie wskazywało na to, że cokolwiek się zmieni, ale w 90. minucie Jonatan Brunes, skacząc do piłki w polu karnym przeciwnika, został uderzony łokciem przez Łabojko i po obejrzeniu powtórki na monitorze VAR sędzia Bartosz Frankowski zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego dla Medalików, którego na gola pewnie zamienił poszkodowany Norweg.
Mecz zakończył się remisem 1:1, po absolutnej furze szczęścia ze strony podopiecznych Łukasza Tomczyka. Niemniej jednak jest to kolejne spotkanie, które nie napawa optymizmem. Liga w tym sezonie jest bardzo wyrównana, ale grając w ten sposób, nie ma mowy o tym, żeby Raków zakończył ten sezon na miejscu premiowanym grą w eliminacjach europejskich pucharów i jedyną deską ratunku może być Puchar Polski. Ciężko po tym meczu doszukiwać się jakichkolwiek pozytywów — zresztą nie pierwszy raz. W kolejnym spotkaniu Raków podejmie na własnym stadionie Cracovię.
Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Motor – Raków. Link znajduje się poniżej.




