startBlogRemis rzutem na taśmę. Nudny Raków remisuje w Czechach 

Remis rzutem na taśmę. Nudny Raków remisuje w Czechach 

W 2. kolejce fazy ligowej Ligi Konferencji Europy Raków Częstochowa zremisował z Sigmą Ołomuniec 1:1. 

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | paź 24, 2025 | Piłka nożna | 7 min czytania

Kolejny pucharowy wieczór za nami, a ten – pod znakiem spotkań wyjazdowych. Wszystkie cztery polskie ekipy rozegrały swoje mecze w roli gości i mimo wszystko – mogło być zdecydowanie lepiej. 

Europejski raport

Pierwsi na boiska wybiegli zawodnicy Legii oraz Jagiellonii. Ci pierwsi, mimo że w roli gościa, to swój mecz rozgrywali na polskiej ziemi, a dokładnie na stadionie przy ulicy Reymonta w Krakowie z ukraińskim Szachtarem. Po ostatnich zawirowaniach wokół klubu z Warszawy można było mieć pewne obawy co do dyspozycji Wojskowych. Na szczęście klub ze stolicy podołał wyzwaniu i po dwóch kapitalnych golach Rafała Augustyniaka to Legia zainkasowała trzy punkty. 

We Francji, a dokładnie w Strasburgu, Duma Podlasia stawiła czoła siódmej sile Ligue 1. Francuzi postawili bardzo trudne warunki ekipie Adriana Siemienca, ale to właśnie Jagiellonia objęła prowadzenie w spotkaniu po golu Dušana Stojinovicia z 52. minuty. Strasburg jednak był na tyle mocny, aby doskoczyć do Jagi i wyrównać wynik spotkania. Mecz zakończył się wynikiem 1:1, ale kibice z Białegostoku nie mogą mieć większych pretensji do swoich podopiecznych. 

Lech Poznań wybrał się na Gibraltar, gdzie rozegrał swoje spotkanie z Lincoln Red Imps. Trener Niels Frederiksen postanowił wymienić aż dziewięciu zawodników względem meczu z Pogonią Szczecin. Takie kombinacje skończyły się istną tragedią – mistrz Polski przegrał 1:2. Było to największe zaskoczenie czwartkowego wieczoru, a co najgorsze – tych punktów może zabraknąć w końcowym rozrachunku drużynie Kolejorza. 

Medaliki mierzyły się z Sigmą Ołomuniec – zdobywcą Pucharu Czech z zeszłego sezonu. Teoretycznie na papierze przeciwnik jak najbardziej do pokonania, ale futbol pisze różne historie, a to boisko weryfikuje wszystko. 

Bez nominalnych „dziesiątek”

Już godzinę przed rozpoczęciem meczu w Ołomuńcu kibice Rakowa mogli być, delikatnie mówiąc, lekko zniesmaczeni – a to za sprawą wyjściowej jedenastki Medalików. Trener Marek Papszun postawił na ofensywne trio Bulat–Makuch–Brunes w systemie 3-4-2-1, a więc na pozycjach numer „10” Raków miał napastnika, a także gracza z pozycji numer „8”. 

To jednak wizja sztabu i trenera – pomysł na grę, a także możliwy element zaskoczenia. Jednakże, biorąc pod uwagę, że na ławce rezerwowych Rakowa są zawodnicy, którzy potrafią i są przystosowani do gry jako ofensywni pomocnicy, decyzje personalne przed meczem mogły zadziwić niejednego kibica, czy eksperta. Bardzo prawdopodobne, że trener Papszun potrzebował silnego zawodnika na pozycji rozgrywającego, który będzie walczył o górne piłki i uruchamiał swoich partnerów w szybkich atakach. 

Pierwsza połowa im. Patryka Makucha

To właśnie nazwisko byłego napastnika Cracovii wywołało największy szum. Opcje były dwie – albo Patryk Makuch zdobędzie hat-tricka po kapitalnym spotkaniu, albo będzie apatyczny, przewidywalny i nieskuteczny. Maszyna losująca wybrała tę drugą opcję. W przeciągu pierwszego kwadransa napastnik Rakowa miał dwie fantastyczne sytuacje – pierwszą, kiedy od połowy boiska biegł swobodnie na bramkę Jana Koutnego i w sytuacji sam na sam przegrał pojedynek z czeskim bramkarzem, a drugą – po bardzo dobrym zagraniu Oskara Repki opanował poprawnie futbolówkę w polu karnym i sytuacyjnym strzałem znów trafił piłką w bramkarza drużyny przeciwnej. Makuch w 15 minut mógł stłamsić zapędy drużyny z Ołomuńca, a także prawdopodobnie zamknąć mecz. Mógł, ale tego nie zrobił. Mimo wszystko trzeba przyznać, że próbował i chciał dać drużynie jak najwięcej, jednak na takim poziomie (szczególnie europejskim) z takiego występu trzeba wycisnąć o wiele więcej niż tylko celne strzały. 

Jonatan Braut Brunes to typowa „dziewiątka”

Wcześniejsza rozprawa była na temat ustawienia Marko Bulata i Patryka Makucha na pozycjach numer „10”. Nic bardziej mylnego! Okej, Chorwat faktycznie grał jako ofensywny pomocnik, jednakże w trakcie spotkania bardzo często było widać, że Brunes wymieniał się z Makuchem pozycjami. Ba! To Norweg przez większość czasu gry był rozgrywającym! To nie pierwszy taki eksperyment w wykonaniu trenera Papszuna i za każdym razem kończy się on dokładnie tak samo – odebraniem Brunesowi jego największych atutów, które jest w stanie zaprezentować jako klasyczna dziewiątka. Chociaż biorąc pod uwagę ilość meczów, kiedy to jest ustawiany niżej, to bardzo możliwe, że powoli zaczyna zapominać, jak to jest grać jako typowy napastnik. 

Raków nudny jak flaki z olejem

Patrząc na statystyki – owszem, Raków miał przewagę. Przewagę zdecydowaną: 14 strzałów, sześć w światło bramki, wyższy procent posiadania. Gdyby pokazać same liczby tego meczu bez wyniku osobie, która nie wie, jak zakończyło się spotkanie, to prawdopodobnie większość wskazałaby na wyraźne zwycięstwo ekipy spod Jasnej Góry. Nadal jednak – statystyki, mimo że zdecydowanie lepsze, nie grają. 

Drużyna Marka Papszuna była w tym meczu do bólu powtarzalna – zero przyspieszenia, granie po obwodzie (za wyjątkiem sytuacji Makucha), usypianie przeciwnika (i kibiców), brak wyjścia do konkretnego pressingu w sytuacji tworzenia akcji przez przeciwnika i na koniec – ogromna apatyczność. Zero wzbudzenia jakichkolwiek pozytywnych emocji swoją grą.

Strzał życia Svarnasa i uratowany punkt

W pierwszej połowie kibice mogli jeszcze delikatnie odczuć jakiekolwiek emocje spowodowane niewykorzystanymi sytuacjami Patryka Makucha, tak w drugiej odsłonie do 82. minuty nie działo się absolutnie nic wartego uwagi. Można jedynie odnotować wejście na boisko Jeana Carlosa i Tomasza Pieńki, którzy dwa razy szarpnęli mocniej w ofensywie – ale to już szukanie pozytywów na siłę. 

W 83. minucie wydarzyło się coś, co mogło jednych wstrząsnąć, a innych może i nawet lekko rozbawić. Rzut rożny dla Sigmy, idealne dośrodkowanie na pięć metrów od bramki Kacpra Trelowskiego, a tam nieporadny Racovitan na spółkę z Bulatem przegrywają w sposób karygodny pozycję, a obrońca Jan Král strzałem głową pokonuje bramkarza Rakowa i w Czechach mamy wynik 1:0. Warto wspomnieć, że był to pierwszy i jedyny celny strzał Sigmy w całym meczu. 

Widmo porażki zaglądało w oczy trenera Papszuna i wszystkich kibiców Rakowa bardzo głęboko – i to w meczu, którego z tak słabym przeciwnikiem po prostu nie można było przegrać. 

Na całe szczęście dla Medalików, w 71. minucie ktoś poszedł w sztabie po rozum do głowy i za „fałszywą dziesiątkę” w osobie Patryka Makucha wprowadzono Tomasza Pieńkę, który wykreował bardzo dobrą sytuację, zagrywając górną piłkę z prawej strony boiska. Tam najpierw w piłkę nie trafił również wprowadzony na plac gry Lamine Diaby-Fadiga, a akcję zamknął kapitalnym uderzeniem z nożyc Stratos Svarnas. Tym samym częstochowianie wyszarpali i uratowali remis w spotkaniu, którego nie dało się nie wygrać – a jednak! 

Gra Medalików pozostawia wiele do życzenia. Trener Papszun na konferencji przedmeczowej mówił, że drużyna przepracowała ten bardzo nieudany mecz w Krakowie. Jednak co innego mówić, a co innego pokazać to w kolejnym spotkaniu na boisku. 

W kolejnym meczu Ligi Konferencji Europy Raków zmierzy się ponownie w wyjazdowym spotkaniu ze Spartą Praga, a już w tę niedzielę podopieczni Marka Papszuna podejmą na własnym stadionie Lechię Gdańsk w ramach 13. kolejki PKO BP Ekstraklasy. 

Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Sigma – Raków, które znajduje się poniżej. 

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo