Remis Rakowa w sparingu z RB Salzburg. [WNIOSKI]
Raków Częstochowa w pierwszym tegorocznym spotkaniu zmierzył się z austriackim RB Salzburg. Sparing zakończył się remisem 1:1. Był to nieoficjalny debiut Łukasza Tomczyka w roli trenera Medalików.
Wysłane przez Dariusz Mrowiec | sty 10, 2026 | Piłka nożna | 6 min czytania

Spis treści:
Wymagający rywal
Drużyna Rakowa Częstochowa przebywająca na zimowym zgrupowaniu w tureckim Belek ma bardzo gęsto zaplanowany plan sparingów. Rywale z którymi przyjdzie zmierzyć się Medalikom należą do solidnej europejskiej czołówki. Dziś na pierwszy ogień czerwono-niebiescy mierzyli się z RB Salzburg, czyli regularnym uczestnikiem Ligi Mistrzów, który w tym sezonie akurat występuje w Lidze Europy, gdzie notuje jednak słabe wyniki. W rozgrywkach ligowych były klub Kamila Piątkowskiego radzi sobie jednak znacznie lepiej, będąc po pierwszej rundzie liderem austriackiej Bundesligi. Poprzeczka była zawieszona więc bardzo wysoko, tym bardziej, że gracze rywali pałali żądzą rewanżu, gdyż kilka dni temu w meczu sparingowym ulegli Bayernowi Monachium aż 5:0. Przebieg tamtego meczu nie był jednak tak jednostronny, jak by na to wskazywał wynik, zwłaszcza w pierwszej połowie Austriacy dzielnie stawiali opór czołowej drużynie Europy.
Szkielet drużyny bez zmian
Skład w jakim Raków rozpoczął spotkanie był bardzo zbliżony do tego z ostatnich meczów przed przerwą zimową. Największa zmiana nastąpiła na bramce, gdzie Oliwiera Zycha, który w ostatnich dniach chorował, zastąpił Kacper Trelowski. Pierwsza połowa meczu przebiegała w dość spokojnym tempie, bez klarownych sytuacji bramkowych. Była to typowa partia szachów, gdzie żaden zespół nie chciał się przesadnie odsłonić. Obie drużyny próbowały też gry w wysokim pressingu, chcąc przechwycić piłkę jak najbliżej bramki rywala. W środku pola na swoim solidnym poziomie zagrali Karol Struski i Oskar Repka, który jako jedyny obok Trelowskiego zagrał pełne 90 minut. Człowiek ze stali jak widać wciąż jest w doskonałej formie fizycznej. Po grze Iviego Lopeza było widać, że z powodu kontuzji nie rozegrał on wielu minut w tym sezonie. Jonatan Braut Brunes był niewidoczny, a Lamine Diaby Fadiga kilkukrotnie zachował się zbyt samolubnie, pokazał jednak też swoje umiejętności techniczne, gdy w jednej z akcji żaden z pięciu przeciwników nie był w stanie odebrać mu piłki. Obrona w składzie Racovitan, Svarnas i Tudor zagrała pierwszą połowę na swoim dobrym poziomie. Salzburg miał w tej części gry jedną dogodną sytuację, jednak piłka po uderzeniu w słupek opuściła boisko. Generalnie jednak pierwsza połowa typowo do zapomnienia z obu stron.
Wymęczony remis
W przerwie Łukasz Tomczyk dla którego był to nieoficjalny debiut jako trenera Rakowa dokonał aż ośmiu zmian. Patryk Makuch już po trzech minutach od rozpoczęcia drugiej połowy udowodnił, że dobra forma w końcówce rundy jesiennej nie była przypadkiem. Były gracz Cracovii wykorzystał błąd obrony rywali, zachowując się jak typowy lis pola karnego i plasowanym strzałem umieścił piłkę w siatce.
Kilkanaście minut później miał też szansę w bardzo podobnej sytuacji ponownie wpisać się na listę strzelców, jednak piłka po jego uderzeniu minimalnie minęła słupek bramki rywala. Raków cieszył się z prowadzenia niespełna dziesięć minut gdy po błędzie przy wyprowadzaniu piłki i szybkim podaniu do Yorbe Vertessena, ten popisał się skutecznym strzałem z linii pola karnego. Raków przez kilka minut próbował się odgryzać jednak bezskutecznie. Marko Bulat w drugiej połowie stanął przed szansą na zdobycie bramki, jednak piłka po jego strzale z około 10 metrów o kilkadziesiąt centymetrów minęła bramkę rywala. Z każdą kolejną minutą drużyna RB Salzburg atakowała coraz groźniej. Ostatnie dwadzieścia minut to już pełna dominacja Austriaków. Stworzyli oni sobie w drugiej części gry kilka stuprocentowych sytuacji i gdyby nie fantastyczna postawa Kacpra Trelowskiego mogli oni skończyć ten mecz spokojnie z trzema, a nawet czterema trafieniami. Raz bramkarz częstochowian sparował piłkę na słupek po bardzo wymagającym strzale, potem popisał się świetną refleksowo interwencją na linii bramkowej i raz rzucił się na piłkę w ostatniej chwili broniąc Raków przed utratą gola. Pod sam koniec meczu dopisało mu trochę szczęścia, gdy futbolówka po jego rękach odbiła się od poprzeczki i ostatecznie mecz zakończył się remisem 1:1. Bramki oczekiwane to 0.74 w przypadku Rakowa i aż 2.24 RB Salzburg. Wynik miał więc niewiele wspólnego z przebiegiem gry, zwłaszcza w drugiej połowie.
Największymi wygranymi wśród zmienników Rakowa był bez wątpienia Patryk Makuch i Kacper Trelowski, któremu zawdzięczamy tylko jedną straconą bramkę. Tomasz Pieńko jako wahadłowy wyglądał bardzo słabo i został w trakcie spotkania przesunięty na pozycję nr 10 za Antoniego Burkiewicza. Tam jednak też był kompletnie niewidoczny. Z kolei 17-letni zawodnik Rakowa raz za razem tracił w tym meczu piłkę. W kontekście drugiej połowy cieszy powrót do zdrowia Ariela Mosóra, miejmy nadzieję, że jak najdłużej będzie mu ono dopisywało. Bogdan Mircetić nie wyróżnił się piłkarsko niczym szczególnym w trakcie 45 minut pobytu na boisku. Niestety jedna sytuacja z jego udziałem pokazała, czemu mógł on nie należeć do ulubieńców Marka Papszuna. W jednej z akcji zamiast walczyć z rywalem o piłkę zaczął bez sensu wymachiwać rękami do sędziego, żeby odgwizdał aut. Zdarzenie to nie miało miejsca pod bramką rywala, a na linii pola karnego Rakowa i mogło skutkować bardzo groźną sytuacją. Na szczęście Ibrahima Seck zamiast sędziować, doskoczył do przeciwnika i zastopował tę groźną akcję. Jeśli 20-letni Serb, za którego Raków zapłacił 1.5 mln euro chce do siebie przekonać nowego trenera, to zamiast wymachiwać rękami, niech pokaże, że potrafi dobrze grać w piłkę.
Zapełniony kalendarz
Generalnie Raków na tle mocnego zespołu wypadł przeciętnie, a w drugiej połowie wręcz słabo. Trzeba jednak brać pod uwagę, że to dopiero początek pracy trenera Tomczyka, w trakcie meczu przeprowadzono mnóstwo zmian, był to tylko mecz sparingowy, a rywale dodatkowo chcieli zmazać plamę po klęsce z Bayernem. W środę czerwono-niebiscy zagrają kolejny mecz sparingowy, tym razem z mistrzem Bułgarii Ludogorcem Razgrad, a cztery dni później z Partizanem Belgrad. Kalendarz przygotowań jest więc bardzo intensywny i bardzo dobrze, gdyż drużyna pod wodzą nowego trenera potrzebuje jak najwięcej schematów ćwiczonych na treningach, sprawdzić w warunkach meczowych, z silnymi rywalami.


