startBlogReiman: Byłem na celowniku

Reiman: Byłem na celowniku

„Pojawiły się insynuacje i kłamstwa”.

Wysłane przez Kamil Bednarski | wrz 22, 2025 | Piłka nożna | 3 min czytania

Latem 2015 roku kibice Rakowa Częstochowa żyli aferą w drużynie z Limanowskiego 83, która odegrała się podczas obozu przygotowawczego w Wałbrzychu. Wyrzucenie z zespołu ówczesnego kapitana Wojciecha Reimana było dla czerwono-niebieskiego środowiska szokiem. Aktualny piłkarz i trener grup młodzieżowych JKS-u Jarosław podczas rozmowy na kanale Raków Podcast po ponad dziesięciu latach zabrał głos w sprawie tamtych wydarzeń.

„Klub podjął dzisiaj decyzję o wystawieniu na listę transferową Wojciecha Reimana. Powodem jest niesportowe zachowanie oraz brak dalszej chęci do reprezentowania barw naszego Klubu” – brzmiał komunikat występującego wtedy na poziomie drugiej ligi Rakowa Częstochowa z 22 lipca 2015 roku. Nie było w tamtym czasie tajemnicą, że w całej sytuacji chodziło o alkohol. Reiman we wczorajszym wywiadzie przyznał się do winy, ale opowiedział o nieczystych zagrywkach swoich przeciwników.

„Trzeba powiedzieć uczciwie. To nie było godne zachowanie profesjonalnego piłkarza. Biję się w pierś. Ale mimo wszystkich rzeczy, które tam zrobiłem i się wystawiłem, jestem osobą, która woli prawdę. Pojawiły się jednak jakieś insynuacje i kłamstwa, mocne naciskanie na mnie. Tak, piliśmy piwo i byliśmy podchmieleni, niektórzy mocniej, niektórzy lżej. Ale sam fakt tego, że byłem w pokoju u chłopaków i nagle dostają za mnie rykoszetem, jest słaby. Myślę, że gdybyśmy sobie to wszystko wystrzelali, to byśmy się dogadali. To były jednak inne czasy” – przekazał zawodnik w rozmowie z wyżej wspomnianym kanałem.

„Zaczęły wychodzić dziwne kwiatki. Dostałem informację, że jestem na tydzień odsunięty do drugiej drużyny. Wróciliśmy z obozu, a dostaję telefon, że trener Mroczkowski chce ze mną porozmawiać. Nagle dostaję informację, że chcą, abym jechał na mecz pucharowy. Nagle mam z powrotem zostać przywrócony do zespołu. Nie zgodziłem się na to. Potem byłem na treningu i usłyszałem od trenera, że nie wyobraża sobie współpracy ze mną” – mówi Wojciech Reiman.

„Kto nas sprzedał? Ktoś na pewno. Ja na pewno byłem na celowniku, bo tylko ja wyleciałem z drużyny. Był asystent trenera nie przepadaliśmy za sobą. Brakowało mu cywilnej odwagi, żeby mi powiedzieć prosto w oczy jakieś zarzuty i tego, co mu nie pasuje. Taki miał styl bycia. Nie mam absolutnie złej krwi do wszystkich osób, które były w to zamieszanie. Ale nie czuję żalu, złości, czegokolwiek” – deklarował rzeszowianin.

Kapitan Rakowa Częstochowa z sezonu 2014/2015 zwrócił dodatkowo uwagę na podziały w szatni i słabą atmosferę w drużynie, która miała mieć też wpływ na wcześniejszą porażkę w barażach o awans na zaplecze ekstraklasy. „Czuliśmy, że coś nie gra. Nie było między nami chemii. Odczuwałem, że w naszych relacjach coś nie gra. To, co się działo, było zaprzeczeniem jedności zespołowej” – skwitował Wojciech Reiman. Temat powrotu do klubu środkowego pomocnika miał powrócić jeszcze raz po zatrudnieniu przy Limanowskiego 83 trenera Marka Papszuna. Piłkarz opowiedział jednak, że poza niezobowiązującym pytaniem Michała Świerczewskiego, sztab szkoleniowy nie poczynił konkretniejszych starań.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo