Raków z kolejnym zwycięstwem! Pucharowa wiosna w pełnej krasie na wyciągnięcie ręki
Raków Częstochowa wygrał z bośniackim Zrinjskim Mostar 1:0 w 5. kolejce fazy ligowej Ligi Konferencji UEFA i tym samym jest już bardzo blisko gry w 1/8 finału tych rozgrywek.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | gru 12, 2025 | Piłka nożna | 7 min czytania

Spis treści:
Europejski raport
Zanim jednak rozpoczął się mecz najważniejszy dla kibiców z Częstochowy, to równolegle o 18:45 na boiska wybiegły drużyny Legii i Jagiellonii.
Legia udała się do Armenii, gdzie podopieczni Iñakiego Astiza mierzyli się z tamtejszym Noah. Legioniści zaczęli strzelanie bardzo szybko, bo już w 3. minucie Mileta Rajović wykorzystał niefrasobliwe zachowanie obrońcy, minął bramkarza i oddał strzał na pustą bramkę. Do przerwy Wojskowi prowadzili 1:0. Po zmianie stron delikatnie inicjatywę przejęło Noah, co poskutkowało golem wyrównującym w 57. minucie po kapitalnym rajdzie Mulahusejnovicia, który asystował przy golu Matheusa Aiasa. Mulahusejnović dobił Legię w 85. minucie po podwójnym błędzie w wykonaniu Recy, a następnie Kapuadiego. Noah objęło prowadzenie i nie oddało go do końca.
Jagiellonia podejmowała na własnym stadionie niedawnego przeciwnika Lecha Poznań – hiszpańskie Rayo Vallecano. Jak w przypadku Legii – tutaj też zaczęło się szybko i również strzelanie rozpoczęli goście. W 6. minucie Sergio Camello wykorzystał dośrodkowanie i Rayo objęło prowadzenie. Jagiellonia zdołała wyrównać tuż przed przerwą za sprawą Jesúsa Imaza. Początek drugiej połowy był pod dyktando białostoczan, ale w 61. minucie po błędzie Abramowicza Rayo zdobyło gola na 1:2 i podobnie jak Legia, przegrała swoje spotkanie.
Lech Poznań skrzyżował rękawice z niemieckim FSV Mainz. Zespół z Bundesligi jest w mocnym kryzysie, jeśli chodzi o krajowe podwórko – aktualnie zajmuje ostatnie, 18. miejsce. O wiele lepiej wygląda to w rozgrywkach LKE, gdzie awans do fazy play-off jest praktycznie przyklepany. Zespół prowadzony przez Ursa Fischera rozpoczął strzelanie na Bułgarskiej w 28. minucie – gola na 1:0 zdobył Sōta Kawasaki, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku w miejsce kontuzjowanego Widmera. W 41. minucie wyrównał Mikael Ishak z rzutu karnego. Po zmianie stron, w 67. minucie drugą żółtą kartkę obejrzał Nikolas Veratschnig i mistrz Polski grał w przewadze, ale nie zdołał przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.
Kosmetyczne zmiany
Trener Marek Papszun zdecydował się na delikatne zmiany względem ostatniego meczu z Rapidem Wiedeń. W miejsce Petera Barátha do wyjściowej jedenastki wskoczył Karol Struski, a na pozycji numer „10” za Patryka Makucha zameldował się Tomasz Pieńko. Zrinjski jest drużyną o wiele lepiej zorganizowaną względem miernego ostatnimi czasy Rapidu, toteż Medaliki potrzebowały więcej kreatywności z przodu, a taką na pewno może dać zarówno Struski w środku pola, jak i Pieńko z przodu. Patrząc zatem na wyjściową jedenastkę, mogliśmy spodziewać się po Rakowie gry kombinacyjnej, dużej ilości podań oraz wysokiego procentu posiadania piłki.
Tryb: nonszalancja
Raków przyzwyczaił swoich kibiców do spokojnych początków meczów. Nie inaczej było w czwartkowy wieczór na ArcelorMittal Park. Medaliki dłużej utrzymywali się przy piłce, jednak to Zrinjski potrafił dosłownie kilkoma podaniami zbliżyć się pod pole karne czerwono-niebieskich. Zawodnicy Marka Papszuna poczuli się zbyt pewnie po ostatnim, dobrym okresie w swoim wykonaniu. Szczególnie tyczyło się to ofensywnych graczy Rakowa – Jonatana Brunesa, Lamine’a Diaby-Fadigi, czy Tomasza Pieńki. Norweg w jednej z sytuacji próbował rozgrywać piłkę piętą, innym razem jego podania były zbyt delikatne, jakby grane od niechcenia. Ofensywny tercet zamiast skupić się na konkretnym i precyzyjnym graniu, próbował posunięć w stylu Joga Bonito.
Goście byli kapitalnie zorganizowani w defensywie i ekipa spod Jasnej Góry miała spore problemy, żeby sforsować ten bośniacki mur. Co więcej, z minuty na minutę Zrinjski nieśmiało dochodził do sytuacji strzeleckich. Pierwsze 30 minut to przewaga w posiadaniu piłki Rakowa, ale więcej konkretów było po stronie mistrza Bośni i Hercegowiny.
Wystarczył kwadrans
Ostatnie 15 minut pierwszej połowy w wykonaniu Rakowa, to obraz ekipy, do którego kibice zdążyli się przyzwyczaić. Medaliki ewidentnie wrzucili 6. bieg i to właśnie w tych minutach działo się najwięcej. Zaczęło się od akcji Tomka Pieńki, który otrzymał prostopadłe podanie z głębi pola i po nieudanym strzale młodzieżowego reprezentanta Polski, niefrasobliwość w polu karnym gości wykorzystał Jonatan Brunes, umieszczając piłkę w siatce, ale po szybkiej analizie VAR gol nie został uznany – na spalonym w momencie podania znajdował się Pieńko. Kilka minut później refleks bramkarza gości sprawdził Diaby-Fadiga, oddając strzał głową, ale tym razem nie udało się pokonać Gorana Karacicia. Zrinjski próbował w 46. minucie pokonać Zycha za sprawą uderzenia Petara Mamicia, ale bramkarz Medalików był na posterunku i wybił piłkę za linię końcową. Raków zdążył jeszcze wyprowadzić kontrę, po której wywalczył rzut rożny. Michael Ameyaw posłał piłkę w pole karne, a Nemanja Bilbija zagrał piłkę ręką i po analizie VAR sędzia podyktował rzut karny, który na gola zamienił Jonatan Brunes.
Niespokojna kontrola
W przerwie meczu Marek Papszun musiał przekazać kilka uwag swoim podopiecznym w kontekście mało agresywnego podejścia pod przeciwnika. Raków chciał zacząć zupełnie inaczej niż w pierwszej połowie, ale znów dobra organizacja gry obronnej gości stłamsiła zapędy Medalików. Czerwono-niebiescy nadziali się dość szybko na kontrę ze strony Zrinjskiego – w 50. minucie dobrą interwencją po składnej akcji gości znów popisał się Oliwier Zych.
Swoją okazję na podwyższenie prowadzenia w drugiej połowie miał Jonatan Brunes, kiedy to po akcji Ameyaw–Struski–Repka–Brunes to właśnie Norweg oddał strzał, ale piłka powędrowała minimalnie nad poprzeczką. Najlepszą szansę po zmianie stron miał jednak nie kto inny, jak kapitalny Lamine Diaby-Fadiga. Francuz pokusił się o uderzenie zza pola karnego, ale jego strzał na słupek sparował Karacić. Przy odrobinie więcej szczęścia futbolówka mogła wpaść do bramki, ale tym razem szczęście uśmiechnęło się do Bośniaków. Raków, mimo że nie kreował zbyt wielu sytuacji, kontrolował spotkanie i tym samym czerwono-niebiescy dowieźli pozytywny rezultat.
Świetny Zych, solidny Struski
Kolejny mecz na „zero” z tyłu dla Oliwiera. Bramkarz Rakowa rozegrał bardzo dobre zawody. Obronił kilka groźnych strzałów i zachował spokój w mniej wymagających sytuacjach, co też pozwoliło jego kolegom z bloku defensywnego na większy luz. To już drugi mecz z rzędu Oliwiera z czystym kontem i miejmy nadzieję, że ta passa utrzyma się teraz jak najdłużej.
Karol Struski pokazał w tym meczu, że środek pola należy tylko i wyłącznie do niego, a przeciwnicy nie mają nawet czego szukać w tej strefie boiska. Karol rządził i dzielił w centralnej części, gdzie nie miał sobie równych. Wygrywał pojedynek za pojedynkiem, przerywał groźne kontry gości, nie popełniał błędów w defensywie, a i w ofensywie radził sobie kapitalnie. Świetny przegląd pola, agresywny, lecz ostrożny w swoich interwencjach – bardzo dobry występ Karola w barwach Rakowa. Chapeau bas!
W najbliższą niedzielę Medaliki podejmą na własnym stadionie Zagłębie Lubin w ramach zaległej, 4. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Będzie to ostatni mecz w tym roku na Limanowskiego 83.
Zapraszamy do obejrzenia naszego studia po meczu Raków – Zrinjski, które znajduje się poniżej.




