Medaliki na remis z wicemistrzem Belgii
Czerwono-niebiescy zremisowali z Club Brugge 1:1 w przedostatnim meczu sparingowym poprzedzającym sezon PKO Ekstraklasy 2025/26.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lip 11, 2025 | Piłka nożna | 4 min czytania

Spis treści:
Raków Częstochowa, przebywający na obozie przygotowawczym w Holandii, udał się do Belgii, gdzie na stadionie The Nest w Roeselare zespół pod wodzą Marka Papszuna zmierzył się z wicemistrzem kraju – Club Brugge. Jak na mecz kontrolny, byliśmy świadkami naprawdę interesującego widowiska – choć tylko w pierwszej połowie.
Kapitalny początek Rakowa
Piątkowy wieczór w Roeselare zapowiadał się obiecująco – warunki do gry były idealne, rywal z najwyższej półki, a zawodnicy chcieli udowodnić trenerowi, że im bliżej sezonu, tym większa swoboda w grze. Na pierwszą radość nie trzeba było długo czekać.
Już w 2. minucie, po bardzo dobrej akcji trójki Ameyaw–Plavšić–Brunes, Raków objął błyskawiczne prowadzenie. Świetnym dośrodkowaniem popisał się serbski wahadłowy Medalików, a akcję strzałem głową w swoim stylu sfinalizował Johnatan Braut Brunes.
Częstochowianie od samego początku ustawiali bardzo wysoki pressing, z którym rywale radzili sobie różnie – niektóre sytuacje opanowywali, w innych wyraźnie się gubili. Szczególnie aktywna była lewa strona Rakowa, właśnie tamtędy przeprowadzano groźne ataki, z którymi Belgowie mieli spore problemy.
Pierwszy kwadrans meczu pokazał wyraźną przewagę polskiego zespołu, choć warto zaznaczyć, że był to tylko sparing – więc nie należy wyciągać daleko idących wniosków co do formy. Ale jedno było widać: głód gry, determinację i walkę.
Nic nie może przecież wiecznie trwać
Po piętnastu minutach inicjatywę zaczęli przejmować Belgowie. Coraz dłużej utrzymywali się przy piłce, wymieniając dokładne podania. W 20. minucie Ludovit Reis oddał strzał na bramkę Kacpra Trelowskiego, piłka odbiła się jeszcze po drodze od kapitana Rakowa, Zorana Arsenicia, i zmyliła bramkarza Medalików – 1:1.
Po tej bramce Club Brugge dalej kontrolował grę, ale niewiele z tego wynikało. Co prawda oddali w pierwszej połowie cztery celne strzały, jednak Trelowski poradził sobie ze wszystkimi bez większych problemów.
Na pochwałę zasługuje też Karol Struski, który był filarem defensywy Rakowa – świetnie czytał grę, celnie rozgrywał i imponował ofiarnymi interwencjami. Jeśli przełoży tę formę na ligowe granie, Marek Papszun może być spokojny o środek pola.
Senna druga połowa
O 19:00 w TVP1 dzieci oglądały wieczorynkę, po której mogły spokojnie iść spać. Po 19:00 w TVP Sport dorośli dostali swoją bajkę na dobranoc – serwowaną przez zawodników obu drużyn.
Trener Nick Hayen wymienił całą dziesiątkę z pola już od początku drugiej połowy. Marek Papszun był bardziej ostrożny – wpuścił Jesúsa Díaza i Ariela Mosóra, którzy zastąpili odpowiednio Michała Ameyawa i Apostolosa Konstantopoulosa.
Zaczęło się obiecująco – dwie okazje miał Patryk Makuch. Najpierw świetnie interweniował obrońca Brugii, a potem Makuch obił poprzeczkę. Ale im dalej w mecz, tym bardziej wszystko przypominało sparingową rutynę.
Brugge znów dłużej utrzymywało się przy piłce, ale – podobnie jak w pierwszej części – nic z tego nie wynikało. Jedyną poważną okazją był strzał z dystansu w 78. minucie, który minimalnie minął bramkę Trelowskiego.
Dobrze zorganizowana obrona
Na plus w drugiej połowie zdecydowanie defensywa. Zawodnicy Rakowa dobrze się ustawiali, płynnie przesuwali formację i pilnowali wolnych stref. Szczególnie dobrze zadziałał pressing po stracie – przykład z 70. minuty, gdy po przejęciu przez Brugge Raków błyskawicznie wrócił całą drużyną do defensywy, skutecznie przerywając kontratak.
Cieszy też brak kontuzji i groźnych starć – jak na sparing, to ważna informacja. Już jutro o 12:00 Raków zagra ostatni mecz kontrolny przed startem sezonu. Rywalem będzie Anderlecht. Szerzej spotkania w okresie przygotowawczym omówiliśmy w naszym programie specjalnym:




