startBlogPolacy bez fajerwerków. Skromna wygrana z Nową Zelandią

Polacy bez fajerwerków. Skromna wygrana z Nową Zelandią

Podopieczni Jana Urbana wygrali z egzotycznym rywalem, który postawił twarde warunki. 

Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | paź 10, 2025 | Piłka nożna | 4 min czytania

Po arcytrudnym i kluczowym zgrupowaniu we wrześniu okraszonym remisem w Rotterdamie i rewanżem na Finach przyszedł czas na spokojne pojedynki Biało-Czerwonych dla koneserów. Jako, że liczba drużyn w naszej grupie eliminacyjnej jest nieparzysta, to podobnie jak podczas zgrupowania czerwcowego, jeden mecz eliminacyjny został poprzedzony meczem towarzyskim. Zanim podopieczni Jana Urbana udadzą się na Litwę, zmierzyli się z Nową Zelandią, która przyleciała do Europy na mecze z Polską oraz Norwegią. I trzeba przyznać, że goście na Stadionie Śląskim tanio skóry nie sprzedali.

Trudna rozgrzewka przed Litwą

Absolutnie najważniejszym punktem październikowej przerwy reprezentacyjnej dla Polaków jest niedzielny mecz z Litwą. Choć ich szanse na awans na Mundial odjechały już dawno, to każdemu rywalowi w grupie są oni w stanie postawić twarde warunki. Remis z Finami (2:2) oraz nieoczywiste porażki z Holendrami (2:3) oraz z Polakami na Stadionie Narodowym (0:1) pokazują, że wywiezienie trzech punktów z Litwy wcale nie musi być formalnością. Kiedy Polacy podejmowali gości z Oceanii, to Litwini grali rewanżowy mecz wyjazdowy z Finlandią, gdzie wrócili na tarczy po porażce 1:2. Swój mecz wygrała również Holandia (4:0 z Maltą), zatem Polacy swój mecz na Litwie muszą wygrać, aby nie pozostać dłużnymi naszym głównym rywalom do awansu na finały Mistrzostw Świata. Przed tym meczem Polacy mieli moment wytchnienia, kiedy w sparingu z Nową Zelandią w Chorzowie mieli oni możliwości przetestować różne warianty taktyczne. I choć mecz udało się wygrać, przy tym faktycznie rotując składem i taktyką, to spotkanie okazało się trudniejsze, niż można było się spodziewać i przynajmniej nie wynikało to ze słabej dyspozycji podopiecznych Jana Urbana.

Przeciwnicy byli odważni i ambitni

Biało-Czerwoni wraz z Nowozelandczykami stworzyli w „Kotle Czarownic” naprawdę przyzwoite widowisko, w którym nie brakowało groźnych i koronkowych akcji po obu stronach. Ostatecznie Polska wygrała to spotkanie 1:0 po pięknym uderzeniu Piotra Zielińskiego na początku drugiej połowy. Nasi rywale mimo wszystko mogą być po tym spotkaniu naprawdę zadowoleni, ponieważ wyszli oni na Polaków bez żadnych kompleksów, od samego początku groźnie atakując bramkę bronioną najpierw przez Bartka Drągowskiego, a w drugiej połowie przez Kamila Grabarę. Wśród Polaków naprawdę dobry występ zaliczyli kapitan Piotr Zieliński, wracający do kadry Michał Skóraś, partner ze środka pola naszego kapitana Jakub Piotrowski, aktywny na przedpolu Kacper Kozłowski oraz zdecydowanie wyróżniający się obrońca Jan Ziółkowski. Jak zawsze solidną zmianę dał również zostawiający serce na boisku Legionista Paweł Wszołek, który asystował również przy golu Piotra Zielińskiego. Występ Biało-Czerwonych był skromny, podobnie do samego rezultatu, który wynika głównie z otwartej i bezkompromisowej gry przyjezdnych, co w warunkach meczu towarzyskiego zapewne byłoby problematyczne dla kilku innych reprezentacji.

Decydujący okres trwa nadal

Mimo, że stawka meczu z Litwą nie jest już aż tak przygniatająca, jak wrześniowego meczu z Finami, który decydował o tym, kto do walki o baraże, a nawet o pierwsze miejsce, przystąpi z pole position, to wciąż nie ma mowy o innym celu niż zgarnięcie trzech punktów. Pozwolą one ponownie odskoczyć od Finów na trzy punkty. A ich oddech wciąż czujemy na plecach. Ale co ważne, wspomniane trzy punkty nie pozwolą Holendrom od nas odskoczyć. Biorąc pod uwagę, że w listopadzie podejmiemy Holendrów u siebie, pozwoli nam to wciąż marzyć o bezpośrednim awansie na mundial. Aby jednak ten wielki cel zrealizować, straty punktów nie wchodzą już w grę. Zatem na ten moment cała uwaga zostaje skierowana na niedzielne starcie.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo