Piotr Staszczyk nie żyje
Kolejna strata w środowisku częstochowskiej kultury podczas okresu świątecznego.
Wysłane przez Artur Kita | gru 28, 2025 | Częstochowa | 3 min czytania

W dniu 26 grudnia odszedł Piotr Staszczyk – Artysta – Plastyk. Urodzony w Zakopanem, artystycznie dorastał i dojrzewał w Częstochowie. Tutaj uczył się widzenia świata nie jako gotowego obrazu, lecz jako procesu. Studia na Wydziale Malarstwa Instytutu Wychowania Plastycznego WSP (dzisiaj Uniwersytet Jana Długosza) ukończył w 1997 roku. Już wtedy było jasne, że nie interesuje go łatwa dekoracyjność ani szybkie efekty. Liczyło się malowanie jako myślenie.
Od lat 90. był obecny na scenie artystycznej – konsekwentnie, uparcie, bez potrzeby potwierdzania swojej wartości z zewnątrz. W ciągu ponad trzech dekad wziął udział w przeszło stu wystawach w Polsce i za granicą. Dwukrotnie otrzymał stypendium artystyczne Prezydenta Miasta Częstochowy, należał do środowisk twórczych skupionych wokół idei sztuki otwartej, wolnej od granic i doraźnych mód. Malował w technikach olejnych i akrylowych, skupiając się na obrazie sztalugowym – na intymnym dialogu artysty z płótnem. W jego pracach zawsze obecny był człowiek – czasem dosłownie, częściej jako ślad, obecność w przestrzeni.
Świat u Staszczyka nie był ani realistyczny w dosłownym sensie, ani całkowicie oderwany od rzeczywistości. To, co widzialne, przechodziło przez filtr emocji i doświadczeń, ulegało syntezie, skrótowi, zagęszczeniu. Tak rodził się realizm abstrakcyjny – język, którym mówił o tym, co trudno nazwać, ale łatwo poczuć. W ostatnich latach wracał do Częstochowy z ważnymi, dojrzałymi wystawami. W 2023 roku jego obrazy ponownie wypełniły przestrzeń Konduktorowni, miejsca symbolicznego także dla wcześniejszych etapów jego drogi twórczej. Rok później Galeria Dobrej Sztuki Muzeum Częstochowskiego stała się tłem dla cyklu „Przestrzenie”.
Ci, którzy znali Piotra Staszczyka dłużej, pamiętają go jeszcze z lat 90., gdy w licealnej pracowni powstawały wielkoformatowe abstrakcje dyplomowe – odważne, intensywne, już wtedy bezkompromisowe. Inni wspominają rozmowy prowadzone przy okazji wernisaży, spokojne, uważne, pozbawione artystycznej pozy. Malował nie dla aplauzu ani rynku. Malował, bo musiał – jakby oddychał, reagując na to, co go otaczało. W tym sensie jego późne prace przywołują skojarzenia z twórcami, którzy malowali świat najbliższy: pola, przestrzenie, zwyczajne widoki, ale nasycone wewnętrznym przeżyciem.
Odszedł po wyczerpującej chorobie w dniu, który zwykle kojarzy się ze Wspólnotą. Zostawił po sobie obrazy – silne, wyraziste, pozbawione kompromisów – oraz pamięć o Artyście, który całe życie traktował malarstwo jako formę rozmowy ze światem. I ta rozmowa, choć przerwana, wciąż trwa w kolorach, fakturach i przestrzeniach, które nam zostawił.
Artur Kita @ak


