Pełna kontrola. Raków zdecydowanie lepszy od Motoru
W ramach 11. kolejki PKO BP Ekstraklasy Raków Częstochowa pewnie pokonał na własnym stadionie Motor Lublin i tym samym pnie się w górę tabeli.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | paź 5, 2025 | Piłka nożna | 6 min czytania

Spis treści:
Pozytywne nastroje
Po ostatnim ligowym zwycięstwie w Łodzi z Widzewem oraz pokonaniu Universitatei w Lidze Konferencji, podopieczni Marka Papszuna mogli podejść do meczu z Motorem w bardzo dobrych nastrojach. Dwa zwycięstwa z rzędu i w sumie cztery bez porażki to solidny wynik czerwono-niebieskich, którzy byli w lekkim kryzysie. Na szczęście dla kibiców z Częstochowy tenże kryzys już raczej został zażegnany.
W meczu z Motorem trener Papszun postawił na delikatne zmiany, które – z racji gry w pucharach – są konieczne. Od pierwszej minuty mogliśmy oglądać Ibrahima Secka, czy Lamine’a Diaby-Fadigę. Sztab postawił również na prezentację składu w formacji 4-4-2, co koniec końców okazało się być tylko zmyłką i wrzuceniem zagwozdki dla trenera Stolarskiego.
Metodyczny Raków
Medaliki od samego początku spotkania narzuciły własne tempo i styl gry. Kontrola meczu, zepchnięcie przeciwnika do głębokiej defensywy i rozgrywanie piłki – taki obraz mogli oglądać kibice na Limanowskiego 83 oraz przed telewizorami. Już w 3. minucie czerwono-niebiescy oddali pierwszy strzał na bramkę gości, kiedy to Ibrahim Seck przy lekkim szczęściu i niefrasobliwości rywali przedarł się w pole karne, ale poprzeszkadzali sobie z Jonatanem Brunesem i tym samym Ivan Brkić zatrzymał Senegalczyka. Zespół spod Jasnej Góry starał się raz za razem podkręcać tempo swoich akcji i nie dawać momentu na oddech swoim przeciwnikom. Już trzy minuty później w kolejnej sytuacji Lamine Diaby-Fadiga oddał uderzenie zza pola karnego, ale znów pewnie zbił piłkę do boku Brkić.
Lublinianie byli dość przewidywalni w rozegraniu od bramki i nawet delikatne skoki pressingowe były w stanie wywierać presję na zawodnikach trenera Stolarskiego. Przy jednej z prób wyprowadzenia piłki od bramki błąd popełnił Jakub Łabojko, który zagrał pod nogi Secka, ale Senegalczyk źle uderzył futbolówkę, a ta powędrowała wysoko nad bramką. Były momenty, kiedy Raków był delikatnie spychany w tercję defensywną, ale gracze w żółtych koszulkach nie byli w stanie realnie zagrozić bramce Kacpra Trelowskiego. Choć przy jednej sytuacji dobrze zachował się Fábio Ronaldo, który zebrał górną piłkę w polu karnym i efektownie, ale mało efektywnie uderzył z przewrotki – na szczęście dla kibiców Medalików prosto w bramkarza gospodarzy. Może i nie było zbyt wielu sytuacji, kiedy to częstochowianie byli zmuszeni do wyjścia z obrony spod pressingu Motoru, ale w momencie, gdy była taka konieczność, gracze Marka Papszuna radzili sobie z tym bez najmniejszych problemów, co też zasługuje na słowa uznania.
Jonatan Brunes show
Kibice Rakowa mogli mieć lekkie obawy w kontekście gry Norwega. Kuzyn Erlinga Haalanda swojego ostatniego gola zdobył 3 sierpnia, kiedy to Medaliki przegrały w Radomiu z Radomiakiem 3:1. Po drodze Brunes miał swoje przeboje – gorsze samopoczucie, brak miejsca w kadrze, a gdy wszystko już się naprostowało, trener wystawiał go na pozycji numer 10, gdzie ewidentnie nie mógł w pełni rozwinąć swoich skrzydeł i umiejętności. Przełamanie nastąpiło po zdobyciu gola w doliczonym czasie pierwszej połowy z rzutu karnego, podyktowanego po ręce Marka Bartoša. Norweg pewnie wykonał jedenastkę i zarówno fani, jak i sam Brunes w pewnym sensie odetchnęli z ulgą.
Napastnik Rakowa miał jeszcze okazje na podwyższenie swojego dorobku bramkowego, a jedną z nich wykorzystał w 57. minucie po idealnie dogranym podaniu prostopadłym od Tomka Pieńki, pokonując Brkicia precyzyjnym strzałem w dalszy róg bramki. Przy dobrych wiatrach Jonatan Brunes mógł zakończyć spotkanie z hat-trickiem, ale po uderzeniu z 79. minuty bramkarz gości ponownie popisał się skuteczną interwencją. Niemniej jednak trzeba docenić bardzo dobry występ Norwega i patrzeć z nadzieją w kierunku kolejnych spotkań w jego wykonaniu.
Karol Struski, czyli powrót z dalekiej podróży
Piłkę nożną kochamy za emocje, piękne akcje, ale również za zwroty akcji. Kiedy Karol przychodził do Rakowa z Arisu Limassol, wielu kibiców uważało go za pewniaka w środku pola – szczególnie po odejściu Gustava Berggrena i kontuzji Vladyslava Kochergina. Początek Struskiego był obiecujący, szczególnie jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem sezonu, ale później… coś się zacięło. Brakowało pewności w grze, a popełniane błędy pomogły w podjęciu decyzji przez Marka Papszuna o odstawieniu Polaka na boczny tor. Struski nie został nawet zgłoszony do kadry na mecze europejskich pucharów i już wtedy wielu obserwujących zastanawiało się, co dalej z zawodnikiem, który swego czasu występował w barwach Jagiellonii Białystok.
Szczęście w nieszczęściu – kontuzja Zorana Arsenicia pozwoliła na dopisanie Struskiego do kadry na spotkania LKE. Poprzedni ligowy mecz z Widzewem to około 15 minut z ławki i niezła zmiana. Następnie wyjściowy skład na inaugurację europejskich zmagań i solidny występ, a mecz z Motorem? Majstersztyk. Bardzo dobre wyjścia po piłkę, agresywne przechwyty, świetna gra na wyprzedzenie, chęć gry z pierwszej piłki i pełna dominacja środka pola. Karol zagrał po profesorsku i bardzo szkoda, że jego strzał po podaniu od Tomasza Pieńki wylądował na słupku, a nie w siatce – byłoby to piękne przypieczętowanie świetnego występu.
Bezradny Motor
Marek Papszun kapitalnie rozegrał Mateusza Stolarskiego. Motor Lublin był dzisiaj jak dziecko we mgle i mógł tylko obserwować, co zrobi Raków. Statystyki mówią same za siebie – 22 strzały Medalików (8 celnych) przy 5 próbach Motoru (2 celnych). Wynik 2:0 to najmniejszy wymiar kary, jaki przyjęli goście w niedzielne popołudnie w Częstochowie na zondactypto Arenie. Takie mecze mogą cieszyć kibiców Rakowa. Niestety, nie obyło się bez problemów – Fran Tudor w dość spóźniony i brzydki sposób sfaulował Pawła Stolarskiego i po analizie VAR sędzia Damian Kos pokazał kapitanowi Medalików czerwoną kartkę.
Raków na przerwę reprezentacyjną udaje się w dobrych nastrojach i na spokojnie może przygotowywać się do kolejnych meczów. 18 października drużyna Marka Papszuna pojedzie do Krakowa na mecz z Cracovią, a już 23 października na kolejny mecz w ramach fazy ligowej Ligi Konferencji do czeskiego Ołomuńca, gdzie o punkty powalczy z miejscową Sigmą.
Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Raków – Motor, które znajduje się poniżej.


