Pełna kontrola. Raków pewnie pokonuje Pogoń
W 24. kolejce PKO BP Ekstraklasy Raków Częstochowa wygrał z Pogonią Szczecin 2:0 i awansował na 4. miejsce w tabeli.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | mar 9, 2026 | Piłka nożna | 5 min czytania

Spis treści:
Wspomnień czar
Wcześniejsze spotkanie tych drużyn, które miało miejsce w Częstochowie, kibice Medalików pamiętają doskonale. Matej Rodin w doliczonym czasie gry zdobył gola, zdjął koszulkę, po czym zobaczył żółtą kartkę, a radość kibiców została ukrócona po analizie VAR i anulowaniu tego trafienia. Dosłownie kilka chwil później sytuacja się powtórzyła — Rodin znów trafił, znów zdjął koszulkę, obejrzał drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, ale gol został uznany i Raków mógł cieszyć się z 3 punktów po iście szalonej końcówce.
Co ciekawe, Pogoń ostatni raz wygrała mecz z Rakowem w Częstochowie 3 maja 1992 roku. Portowcy zwyciężyli wówczas 2:1. Co prawda piłkarze Dumy Pomorza wygrali wyjazdowe spotkanie z Medalikami w 2021 roku, ale wtedy swoje domowe mecze czerwono-niebiescy rozgrywali w Bełchatowie.
Dwie armaty
Trener Łukasz Tomczyk dokonał trzech zmian względem ostatniego meczu ligowego z Lechem Poznań, ale ta najważniejsza roszada miała miejsce w formacji ofensywnej — Leonardo Rocha razem z Jonatanem Brunesem. Portugalczyk wybiegł na boisko w podstawowej jedenastce Rakowa pierwszy raz od swojego ostatniego meczu przed wypożyczeniem do Zagłębia Lubin, czyli spotkania z Pogonią Szczecin, kiedy to Medaliki przegrały 0:2. Rocha miał okazję pokazać się od pierwszej minuty po swoich niezbyt dobrych występach w ostatnim czasie.
Częstochowska dominacja
Już od początku spotkania widać było, która drużyna chciała grać w piłkę. Raków wywierał presję na swoim przeciwniku, który — delikatnie mówiąc — nie kwapił się do zagrożenia bramki Oliwiera Zycha. Właściwie to, na dobrą sprawę, Pogoń była cieniem ekstraklasowej drużyny. Wolna, niedokładna, niechlujna i do bólu przewidywalna. To było ogromne ułatwienie dla drużyny Łukasza Tomczyka, która w pewnym momencie zrozumiała, że przeciwnik jest na tyle niefrasobliwy, że ten mecz mogą dość szybko prowadzić pod własne dyktando. Ofensywny tercet Rocha–Ivi–Brunes co rusz grał kombinacyjnie i starał się zagrażać defensywie granatowo-bordowych. Lopez już w 6. minucie spotkania mógł wyprowadzić Raków na prowadzenie, ale piłka minimalnie minęła lewy słupek bramki strzeżonej przez Valentina Cojocaru.
Kilka minut później czerwono-niebiescy skarcili Portowców. Rzut rożny wykonany przez Iviego Lópeza na dalszy słupek, gdzie piłkę zgrał Oskar Repka, a Jonatan Brunes strzałem głową wyprowadził Częstochowian na prowadzenie i na stadionie przy Limanowskiego 83 kibice mogli cieszyć się z prowadzenia.
Przewaga Medalików z minuty na minutę była coraz bardziej widoczna, a gracze Pogoni wyglądali jak piłkarze, którzy grali ze sobą pierwszy raz.
Dodatkowo zadanie odrabiania strat utrudnił swoim kolegom Hussein Ali, kiedy w 24. minucie po faulu na Tomaszu Pieńce zobaczył drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę.
Tym samym Raków miał jeszcze łatwiejsze zadanie, żeby skarcić Portowców. Swoje okazje mieli jeszcze Leonardo Rocha czy Oskar Repka, ale obaj minimalnie się mylili. Do końca pierwszej części gry przewaga ekipy Łukasza Tomczyka była druzgocąca. Dawno żadna drużyna, która przyjechała do Częstochowy, nie była tak bezbarwna i bezradna jak Pogoń.
W drugiej połowie obraz gry znacząco się nie zmienił. Medaliki robiły swoje i nie pozwalały na jakiekolwiek rozgrywanie Portowcom, a próby kontrataków były niwelowane w zarodku. Brakowało tylko postawienia przysłowiowej kropki nad „i”. Ten moment jednak przyszedł w 73. minucie po akcji Stratosa Svarnasa i dwóch rezerwowych — Grek fantastycznym zagraniem odnalazł Adriano Amorima. Brazylijczyk, który pojawił się na boisku kilka minut wcześniej, dośrodkował z lewej flanki w pole karne, a tam drugi zmiennik, Patryk Makuch, kapitalnie wyszedł w powietrze i strzałem głową w długi róg pokonał rumuńskiego bramkarza. Kibice po raz kolejny mogli cieszyć się z gola na zondacrypto Arenie.
Drużyna na 5+
W skali szkolnej za ten mecz cały zespół zasługuje na mocne 5. Poza pojedynczymi błędami poszczególnych zawodników Raków był dzisiaj kolektywem z krwi i kości. Bardzo dobry Michael Ameyaw, solidny Repka, poprawny Struski, czy nawet Leonardo Rocha, po którym było widać, że naprawdę chce grać w piłkę i pomóc swoim kolegom w zwycięstwie. Wynik 2:0 to najmniejszy wymiar kary dla gości ze Szczecina i gdyby tylko w kilku momentach piłka powędrowała kilka centymetrów w drugą stronę, to wszyscy moglibyśmy być świadkami pogromu. Trzy punkty zostają w Częstochowie i Raków Łukasza Tomczyka nadal może marzyć o rzeczach wielkich na ligowym podwórku. Ten mecz może być początkiem czegoś naprawdę wielkiego.
Już w czwartek kolejny arcytrudny mecz. Raków uda się do Florencji, gdzie zmierzy się z Fiorentiną w 1/8 finału Ligi Konferencji Europy.
Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Raków – Pogoń. Link znajdziecie poniżej.




