Oto nowy lider Włókniarza? „Zapracował”
Doświadczony Australijczyk ma dołączyć do Lwów.
Wysłane przez Kamil Bednarski | wrz 25, 2025 | Żużel | 2 min czytania

Od kilku tygodni medialne domysły, co do jego przyszłości, nie ustawały. Żużlowy portal po-bandzie.com.pl teraz nie ma już jednak wątpliwości: Rohan Tungate w sezonie 2026 będzie jeździł w biało-zielonym plastronie. Mimo spadku z najwyższego poziomu rozgrywkowego Innpro ROW-u Rybnik, 35-latek pozostanie w najlepszej lidze świata.
Jeszcze nie tak dawno ustępujący prezes klubu Michał Świącik uspokajał obawy kibiców i zapewniał, że sytuacja na rynku transferowym nie należy do złych. Rzeczywistość okazała się bardzo brutalna. Z Częstochową pożegnali się dwaj kluczowi zawodnicy – Piotr Pawlicki i Jason Doyle, a za chwilę barwy ma zmienić Kacper Woryna. W podobne tarapaty Włókniarz wpadł przed rokiem, kiedy psikusa sprawił Leon Madsen, a już wcześniej pożegnano Mikkela Michelsena i Maksyma Drabika. Z perspektywy czasu trzeba powiedzieć, że zarząd wybronił się z nich całkiem nieźle. Czy tak będzie również teraz? Sytuacja klaruje się mniej optymistycznie.
Bowiem cała różnica polega na tym, że Włókniarz zastępuje dzisiaj liderów, których odbudował, Rohanem Tungatem i Jaimonem Lidseyem, czyli co najwyżej solidnymi ligowcami. Lidsey już od sześciu sezonów notuje w elicie średnią biegopunktową na poziomie ok. 1,5. Przy Olsztyńskiej będzie próbował przebić swój sufit, który był od pewnego okresu nie do pokonania. Tungate to z kolei jedno z odkryć minionych rozgrywek. Doświadczony żużlowiec spędził niemal całą karierę na szczeblu zaplecza Ekstraligi i ostatnie dwa sezony możemy uznać za jego najlepsze. Był drugą wiodącą postacią beniaminka, zaraz za Maksymem Drabikiem.
I chociaż na papierze zajął dopiero 29. pozycję w klasyfikacji indywidualnej, jest to z pewnością zawodnik o bardzo charakternym stylu jazdy, który po odpowiednim przygotowaniu i treningu może osiągnąć formę zwyżkową. Sympatycy biało-zielonych z pewnością dobrze pamiętają występ Rohana w Częstochowie, gdy z dorobkiem 13+1 „trzymał” wynik swojego zespołu. Jeśli australijski duet zadomowi się pod Jasną Górą i zapanuje nad ścieżkami owalu na Zawodziu, Lwy mogą być realnie dość groźną drużyną w meczach domowych. A jeśli potwierdzą się następne pogłoski i do klubu powróci Jakub Miśkowiak, to właśnie w spotkaniach przed własną publicznością Włókniarz powinien stawiać fundamenty pod budowę nowej drużyny.




