startBlogOdbyły się Letnie Mistrzostwa Polski w skokach narciarskich. Czy są powody do optymizmu?

Odbyły się Letnie Mistrzostwa Polski w skokach narciarskich. Czy są powody do optymizmu?

Jeden dominator, wysoki poziom zawodów i stabilna nijakość skoków kobiet. Duża liczba dobrych prób zdecydowanie daje powody do optymizmu przed zimą, jednak po raz kolejny dał o sobie znać poważny problem polskich skoków.

Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | sie 3, 2025 | Bez kategorii | 5 min czytania

Dominacja weteranów

Choć dwie ostatnie zimy były mocno przeciętne w wykonaniu naszych legend, tegoroczne Letnie Mistrzostwa Polski na nowo przypomniały kibicom na co wciąż stać weteranów tej dyscypliny. Największy wygrany? Bez wątpienia Kamil Stoch, który zdecydowanie zwyciężył zmagania indywidualne. Również dzień wcześniej w konkursie duetów wydawało się, że nie będzie na niego mocnych, jednak, po – na szczęście – niegroźnym upadku w drugiej serii, zakończył on zmagania wraz ze swoim młodszym kolegom z klubu KS Eve-nement Zakopane Szymonem Sarniakiem na drugim miejscu. Uznali oni wyższość duetu Aleksander Zniszczoł-Piotr Żyła. Chociaż Kamil Stoch skakał w przysłowiowej innej lidze, przyzwoicie przez całe zawody prezentował się również srebrny medalista z wczoraj – Olek Zniszczoł, brązowy medalista – Maciek Kot. Równe próby za punkt „K” oddawali również Dawid Kubacki i Piotr Żyła. Taki stan rzeczy pokazuje jedno. Dla naszych legend, którzy przez ostatnie dziesięć lat dawali polskim kibicom mnóstwo radości, współpraca z nowym trenerem kadry Maciejem Maciusiakiem układa się świetnie. Nasze wielkie nazwiska wciąż stać na to, aby rozdawać karty w Pucharze Świata.

W tym wszystkim tkwi jednak poważny kłopot. Mianowicie brak następców, co doskonale pokazały minione Letnie Mistrzostwa Polski. Najlepszym zawodnikiem poniżej 25 roku życia w zmaganiach indywidualnych był 23-letni Adam Niżnik, który uplasował się dopiero na siódmym miejscu. W cieniu formy naszych weteranów pozostaje również przygnębiająco słaba dyspozycja 26-letniego Pawła Wąska, który uplasował się na słabiutkim 17. miejscu, co zwyczajnie nie przystoi liderowi naszej kadry z poprzedniej zimy. Wydawało się, że jeżeli ktoś ma godnie zastąpić nasze gwiazdy ze złotej ery polskich skoków narciarskich, to właśnie on. Tegoroczne lato pokazuje jednak, że brakuje tendencji zwyżkowej w formie Pawła, a o sile naszej kadry ponownie stanowić będą zawodnicy po trzydziestce.

Szykuje się wielki last dance?

Zostawmy jednak na moment szereg problemów naszych skoczków. Jest jeden oczywisty powód do radości. W ciągu ostatnich dwóch sezonów przeciętnie prezentujący się już Kamil Stoch był niejednokrotnie przez kibiców krytykowany za to, że nie wie, kiedy zejść ze sceny niepokonanym. Kiedy kilka miesięcy temu ogłaszał, że najbliższa zima będzie jego ostatnią, mało kto zakładał, że nasza wielka legenda będzie jeszcze w stanie zawojować świat. Jednak dwa ostatnie dni cofnęły nas w czasie o dobre pięć lat. Kamil Stoch nie tylko jak nigdy zdominował krajowe podwórko, ale przede wszystkim regularnymi próbami za 130 metr nawiązał do swoich najlepszych lat, kiedy to swoją równą formą przez całe sezony zostawiał w tyle resztę Pucharu Świata. Musimy pamiętać, że to dopiero jeden weekend, ale oddanie tak równie dobrych kilku skoków pod rząd mówi nam jasno, że u Kamila ponownie coś zaskoczyło, a znając jego upór i waleczność nie spocznie on, póki nie nawiąże do tej formy zimą.

Kamil ma na koncie 39 pucharowych zwycięstw. Czy jego ostatni sezon przyniesie mu jubileuszowy triumf? Najbliższy sezon to również i przede wszystkim sezon olimpijski, a Kamil Stoch jako trzykrotny złoty medalista jest, zaraz za Simmonem Ammanem, najbardziej utytułowanym skoczkiem w historii zmagań olimpijskich. Jest też trzykrotnym triumfatorem Turnieju Czterech Skoczni, a więc to kolejne pole do wyrównania rekordu przez Kamila. Mówimy tutaj o wielkich rzeczach dotychczas nieosiągalnych dla skoczków w tym wieku, jednak forma 38-latka zdecydowanie pozwala marzyć.

Koniec chudych lat?

Niestety, ale niekoniecznie. Obserwujemy bardziej perspektywę na jeden dobry sezon, niż tendencję zwyżkową, wróżącą prosperujący obraz na najbliższe lata. Przed Kamilem Stochem szansa na znakomity sezon, lecz ostatni w karierze. Reszta jego wieloletnich kolegów z kadry również zalicza zwyżkę formy, jednak cały czas mówimy o zawodnikach, których wiek przekłada się na najstarszą średnią wieku w całym Pucharze Świata. A następców zwyczajnie nie ma. W zeszłym sezonie naszym liderem był Paweł Wąsek, jednak nie był on w stanie regularnie rywalizować z najlepszymi o zwycięstwa, a jego liderowanie wynikało bardziej ze słabości reszty. Trudno oczekiwać magicznej zwyżki formy od 26-letniego skoczka. Polska potrzebuje młodych talentów. Obecnym zwycięzcą Pucharu Świata jest 23-letni Austriak Daniel Tschofenig, tymczasem w Polsce od lat brakuje zawodnika, który w tym wieku byłby w stanie zdobywać punkty Pucharu Świata, nie mówiąc o zawodnikach młodszych. Problem naszych skoków leży więc najniżej, czyli nie w trenowaniu kadry, a na szczeblu juniorskim. Ten od wielu lat nie wypuścił żadnego młodego talentu. Przed nami prawdopodobnie dobry sezon, ale obecny stan rzeczy daje wątłe nadzieje na to, że w kolejnych latach taki się powtórzy.

Podobny zresztą marazm obserwujemy w skokach kobiet. Tam jednak brak doświadczonych legend, które dominowały w poprzednim dziesięcioleciu, a takie właśnie ciągną nasze męskie skoki. Letnie Mistrzostwa Polski w kategorii kobiet wygrała Anna Twardosz, czym utwierdziła wszystkich w tym, że jest liderką naszej kadry. Jednak wydźwięk tego nie jest pozytywny. Poprzedni sezon zakończyła ona bowiem na dopiero 32. miejscu w Pucharze Świata (druga Pola Bełtowska była dopiero 58.), a jej skoki nie były wcale lepsze od tych sprzed roku. U kobiet zatem jesteśmy słabiutką nacją, która stanowi jedynie tło w rywalizacji. Jeżeli nie dojdzie do przełomu, to samo czeka nas u mężczyzn po odejściu ikon, które zresztą w innych krajach przodujących w dyscyplinie zostałyby naturalnie wypchnięte przez młodych. Tych u nas brak.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo