startBlogŁukasz Tomczyk – nowa nadzieja?

Łukasz Tomczyk – nowa nadzieja?

W poniedziałek 22 grudnia podczas konferencji prasowej Rakowa Częstochowa z udziałem Michała Świerczewskiego został oficjalnie zaprezentowany nowy trener Medalików, Łukasz Tomczyk. 

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | gru 23, 2025 | Piłka nożna | 7 min czytania

Piłkarska telenowela

Po pierwszych doniesieniach o odejściu Marka Papszuna do Legii Warszawa w Częstochowie atmosfera była dość mocno napięta. Cała otoczka związana z odejściem byłego już trenera Medalików spędzała sen z powiek niejednemu kibicowi – zarówno Rakowa, jak i Legii – czy dziennikarzowi. Nazwanie tego całego zamieszania „telenowelą” nie jest na wyrost. Jak wszyscy dobrze pamiętamy, temat był rozgrywany na wiele sposobów – Legia była przekonana, że „weźmie” sobie trenera Papszuna za darmo przed końcem rundy, Papszun najpierw próbował prośbą, później groźbą i tak kręciła się karuzela absurdów wokół dwóch klubów. 

Na całe szczęście w tym zamieszaniu głowę na karku miał nie kto inny, jak Michał Świerczewski, który w pokerowy sposób rozegrał Dariusza Mioduskiego. Właściciel Rakowa pokazał władzom Legii, jak i wszystkim dookoła, że muszą się z nim liczyć. 

W tej całej historii na pewno żal źle wypowiedzianych słów przez Marka Papszuna – szczególnie tych z konferencji przed meczem z Rapidem Wiedeń w Lidze Konferencji: „Legia chce mnie, ja chcę być trenerem Legii”. Koniec końców – i były trener czerwono-niebieskich, i Michał Świerczewski dopięli swego.

Nie da się nie wspomnieć również o swego rodzaju „pstryczku” w nos, który został wymierzony w Papszuna na konferencji prezentującej nowego trenera ekipy spod Jasnej Góry. Były szkoleniowiec Medalików nawet po ostatnim meczu w czerwono-niebieskich barwach nie kwapił się, by podziękować kibicom i właścicielowi za wszystkie wspólne momenty. A Michał Świerczewski? Rozpoczął swoje wystąpienie od podziękowań dla trenera – od siebie i od kibiców. Delikatna szpileczka, ale z klasą – za to w Częstochowie (i nie tylko tutaj) pan Świerczewski jest ceniony. 

No cóż – historia z Markiem Papszunem (póki co) dobiegła końca pod Jasną Górą. Trener mógł to rozegrać delikatnie inaczej, a tak – niesmak pozostał.

Wybór (nie)oczywisty

Poniedziałkowa konferencja prezentująca nowego trenera w Częstochowie może zostać zapamiętana na długo. W pierwszej kolejności ze względu na porównanie do tego, jak swoją konferencję – a w zasadzie briefing – poprowadziła Legia, a jak zrobił to Raków. Oczywiście wiadomo, że inaczej podchodzi do sprawy klub, który aktualnie szoruje po dnie ligowej tabeli i jest piętnowany przez własnych kibiców, a w inny sposób klub, który gra nadal na trzech frontach i traci punkt do lidera przed rozpoczęciem rundy wiosennej. Jak mawiał klasyk: to są właśnie TE detale.

Drugim aspektem wyjątkowości konferencji Rakowa było mnóstwo ciekawych wypowiedzi. Jedną z bardziej – kolokwialnie mówiąc – memicznych była ta Michała Świerczewskiego w kontekście wyboru następcy Marka Papszuna: 

„Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany. Ale gdy wiesz, że Twoja sąsiadka się w Tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”.

Analogia ciekawa i w kontekście wyboru nowego szkoleniowca – dość mocno humorystyczna. No właśnie, humorystyczna. Nastroje w Częstochowie są świetne – 4. miejsce w ligowej tabeli ze stratą jednego punktu do lidera, ćwierćfinał Pucharu Polski, 1/8 finału LKE. Raczej nikt przy zdrowych zmysłach nie przypuszczał na początku kampanii tego sezonu, że na przerwę zimową Raków będzie miał tak mocną pozycję. 

Marek Papszun zostawił po sobie bardzo solidne fundamenty dla nowego szkoleniowca. Można doszukiwać się delikatnej analogii do momentu, gdy były trener czerwono-niebieskich odchodził po raz pierwszy, choć wiadomo, że wtedy pożegnał się z Częstochową po sezonie zakończonym mistrzostwem. Tutaj sezon jest dopiero na półmetku i sytuacja dla Łukasza Tomczyka jest nieco trudniejsza niż ta, w której zespół obejmował Dawid Szwarga.

Gigantyczne oczekiwania i huraoptymizm

To nasz człowiek – poradzi sobieZ takim trenerem mistrzostwo mamy w kieszeniWielka sprawa; Tu będzie napisana piękna historia – to tylko niektóre z komentarzy kibiców po oficjalnym zakontraktowaniu Łukasza Tomczyka. Okej, zrozumiałe jest, że fani są ramię w ramię z trenerem. Dziennikarze również są zdania, że wybór Tomczyka na trenera Rakowa to świetny strzał, ale… no właśnie – ale. Czy to nie za wcześnie na takie posunięcie? Czy nie za wcześnie na trenera, który nie ma jeszcze tak dużego doświadczenia?

Ze środowiska piłkarskiego docierają głosy, że trener Tomczyk to fachura i wie, co robi. Oczywiście wyniki, jakie osiągnął z Polonią Bytom, mówią same za siebie – awans z drugiej do pierwszej ligi i aktualnie drugie miejsce w tabeli, premiujące bezpośrednim awansem do Ekstraklasy. Popatrzmy jednak na to z drugiej strony – awans z drugiej ligi i drugie miejsce w pierwszej lidze kontra czwarte miejsce w Ekstraklasie, ćwierćfinał Pucharu Polski i 1/8 finału LKE. Skala jest nieporównywalna, a oczekiwania przeogromne. 

Jasne, trener Tomczyk dostaje kredyt zaufania. Taki sam kredyt otrzymał swego czasu Dawid Szwarga, z tym że trener Szwarga zaczynał pracę od nowego sezonu, z pewnego rodzaju „czystą kartą”. W przypadku Tomczyka ta karta jest już w połowie zapisana – i to zapisana w sposób więcej niż bardzo dobry. Obóz przygotowawczy, na który nowy szkoleniowiec Rakowa wybierze się ze swoim (obecnie kompletowanym) sztabem, będzie prawdopodobnie jednym z kluczowych wydarzeń dla ukształtowania nowego DNA zespołu. 

Wracając do Dawida Szwargi – jak historia się potoczyła, każdy pamięta. Były momenty świetne – dwumecz z Karabachem, dwumecz z Kopenhagą pod brandingiem Ligi Mistrzów, awans do Ligi Europy. Były jednak też chwile krytyki, porażki w meczach, których Raków nie powinien przegrywać. Przypomnijmy sobie choćby wpis Michała Świerczewskiego, w którym określił Raków mianem „ligowego średniaka”.

Cele przed nowym trenerem

Michał Świerczewski na konferencji ostudził nieco podejście większości w kontekście celów stawianych przed Łukaszem Tomczykiem. Zapytany o nie, właściciel Rakowa stwierdził, że pierwszym celem jest wygranie najbliższego meczu. Czy to zagrywka mająca zdjąć presję? Po części tak. Wiadomo, że nikt z władz Rakowa nie będzie dziś mówił o awansie do ćwierćfinału LKE, zdobyciu Pucharu Polski, czy walce o mistrzostwo Polski. To cele dalekosiężne, które – postawione w tym momencie – mogłyby nowego szkoleniowca szybciej spalić, niż zmotywować. 

Jak Łukasz Tomczyk poradzi sobie z tą sytuacją? Trudno powiedzieć. Jestem dobrej myśli, ale apeluję o racjonalne podejście. To kolejny ryzykowny ruch ze strony Michała Świerczewskiego – podobnie jak zatrudnienie Dawida Szwargi, czy wcześniej nikomu nieznanego Marka Papszuna. Raz się udało, za drugim razem mniej, a za trzecim? Czas pokaże. Każda z tych sytuacji była inna, ale ta – z trenerem Tomczykiem u sterów – wydaje się najtrudniejsza z dotychczasowych. Nie pozostaje nam nic innego, jak trzymać kciuki i wierzyć, że istnieje Raków bez Marka Papszuna. Raków z nową wizją właściciela – Michała Świerczewskiego. 

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo