Kulisy pracy mechanika żużlowego
Rozmowa z mechanikami żużlowymi jest już dostępna na kanale NA WYLOT.
Wysłane przez Oliwier Kowalski | mar 18, 2026 | Żużel | 6 min czytania

Spis treści:
W poniedziałek 16 marca na naszym kanale NA WYLOT Maksymilian Kokott jako prowadzący oraz Marek Formicki jako współprowadzący przeprowadzili rozmowę z częstochowskimi mechanikami żużlowymi. Gośćmi tego programu byli: Krzysztof Nyga, Jacek Filip oraz Michał Ciurzyński. Opowiedzieli nam oni, jak wygląda praca jako mechanik żużlowy oraz również zajrzeliśmy za kulisy tej wymagającej pracy, pokazując realia, których kibice na co dzień nie widzą.
Początki jako mechanik żużlowy
- „Ja z boku mogę tylko powiedzieć, ponieważ miałem kontakt i z Michałem, i Krzyśkiem, ze względu na to, że niektórzy czasami u mnie tam jakieś poprawki robili w silnikach, to byli jednymi z najlepszych mechaników żużlowych w Polsce. Był taki moment, gdzie tak naprawdę, jak się wzięło silnik np. po Michale czy po Krzyśku, to człowiek własnymi rękami bardziej go ubrudził” – mówił Jacek Filip o Michale Ciurzyńskim oraz Krzysztofie Nydze. „Taka była szkoła. Szkoła Łukasza, i nie było tych detergentów, wszystkiego. Metanol, miseczka – zresztą wielu tych mechaników z naszego, powiedzmy, grona to przeżyło” – dodał popularny Nenes.
Praca mechanika żużlowego
Praca mechanika żużlowego to nie tylko pasja, ale i ogromne wyzwanie. To zajęcie wymagające precyzji, cierpliwości i doświadczenia, każdy błąd może kosztować wiele, a praca przy silnikach jest cięższa, niż mogłoby się wydawać. Jak sam mówi Krzysztof Nyga: „Przede wszystkim trzeba to kochać, to piękna pasja, bo bez niej chyba trudno byłoby w ciągu jednego tygodnia przejechać 7,5 tysiąca kilometrów, rozegrać cztery zawody, spać po dwie, trzy godziny i mimo wszystko następnego dnia dalej się uśmiechać” – mówił. „Jak pracowałem z Rune, to mieliśmy właśnie taki fajny trip z Michałem, gdzie w ostatni dzień tripa zajechaliśmy do Torunia na ligę po Grand Prix w Terenzano, gdzie wyjeżdża się ze stadionu o pierwszej w nocy, mecz w Toruniu o szesnastej. My otwieramy busa o czternastej, a tam półtorej motoru i masz wybór, co robić, na czym tego Rune puścić w tych zawodach. Ale dalej, człowiek żył. To co przeżyliśmy, to nam zostanie na długo” – opowiadał. „Wy już macie napisaną własną historię. Już wam tego nikt nie odbierze” – dodał Jacek Filip.
Mechanik własnego syna
Każdy mechanik ma swoje zadania i codziennie zmaga się z presją, bo od jego pracy częściowo zależy wynik na torze. Ale gdy jesteś mechanikiem własnego syna, ta odpowiedzialność staje się jeszcze większa, każda decyzja, każda poprawka waży podwójnie. W takiej sytuacji znalazł się Michał Ciurzyński, który opowiedział nam jakie to uczucie współpracować z własnym synem: „Gdy pracuje się u zwykłego zawodnika, to wiadomo, wszystko musi być wykonane dokładnie, precyzyjnie i idealnie. A u mojego syna, no to w sumie nie raz człowiek zrobi to porządnie, dokładnie, ale jeszcze musi sprawdzić z dwa razy, żeby mieć spokojną głowę, że wszystko jest na tip top. Człowiek też w żużlu spędził wiele lat, wiele widział, tak to można nazwać w przenośni, ale gdzieś w głowie czasami pojawiają się scenariusze upadki, upadek… Wiadomo, że upadki były i będą, bo to sens żużla. Moje podchodzenie: no ciężko jest, nie ma lekko” – stwierdził tata oraz mechanik Alana Ciurzyńskiego. „Przeżywasz to na pewno. Widziałem w zeszłym roku, jak Michał strasznie przeżywał i to nie dziwi, tym bardziej że jedzie twój syn. Michał sam miał kontakt z żużlem i też zaliczył parę złamań, więc wie, z czym to się je. Po prostu jest to najnormalniejsze zmartwienie o syna” – dodał Krzysztof Nyga.
Zmiana w regulaminie
Od nowego sezonu w polskiej lidze wracamy do opon dentkowych, po tym jak w poprzednich latach jeździliśmy na oponach bezdentkowych. Wielu ekspertów podkreślało, że opony bezdentkowe były bardzo miękkie, co zwiększało ryzyko wypadków. Na ten temat w studiu wypowiedzieli się mechanicy: „No, na pewno w polskiej lidze wchodzi jeszcze aspekt dentkowy, czyli wracamy do tego, czego my najbardziej doświadczaliśmy, i z własnego doświadczenia są to opony twardsze. Nie wiem dokładnie, co spowodowało tą zmianę, bo przez kilka lat jeździły opony bezdentkowe. Zdarzało się, że opona wyjeżdżała: miałem osobiście taki przypadek chyba z piterem w Rzeszowie, kiedy opona skantowała, wyjechała z felgi i jakoś tam trochę wróciła, ale dalej nie dało się jechać. Włodarze postanowili więc przywrócić dentkowe, chyba także ze względów bezpieczeństwa, bo było kilka takich sytuacji, że cud, że ta opona w ogóle dojechała” – opowiadał Krzysztof Nyga.
Przez lata używano wielu opon, m.in. Barum, Mitas oraz tych, które mamy obecnie, Anlas. Michał Ciurzyński powiedział nam trochę o oponach Anlas: „No, co, Anlasy są bardziej miękkie, taka jest prawda. Jak przyczepność przyjdzie, to wiadomo, już delikatnie robi się problem z tymi oponami. Na twardym wiadomo, koło się zaboksuje, i ten motocykl do przodu będzie jechał płynnie. A jak przyjdzie przyczepność pod koło, to nieraz chłopaki mieli problemy” – podkreślił. „Ze względów bezpieczeństwa może rzeczywiście ta dentka pomoże, bo teraz problem polega na tym, że wyobraź sobie, ktoś jedzie centymetr za tobą, a ta opona ci spada. Naprawdę grozi to poważnymi konsekwencjami. Być może ten przepis, który wprowadzili, rzeczywiście uspokoi i złagodzi trochę sytuację, dzięki czemu nie musimy myśleć o takich rzeczach” – dodał Jacek Filip.
Link do zapisu transmisji programu ŻUŻEL NA WYLOT z mechanikami żużlowymi znajduje się poniżej 👇



