Kto zostanie mistrzem Polski? [ZAPOWIEDŹ KOLEJKI]
Multiliga. Zacięta walka w środku tabeli, bezpośrednie starcie o europejskie puchary i dwa mecze, które zadecydują o tym, kto sięgnie po mistrzowskie trofeum. Cóż to będzie za sobota! Przed nami 34. kolejka Ekstraklasy – zapraszamy na jej zapowiedź w formie luźnego rankingu!
Wysłane przez Igor Grzesiak | maj 23, 2025 | Piłka nożna | 13 min czytania

Spis treści:
Niestety… Nadeszła ona – ostatnia kolejka PKO BP Ekstraklasy. Co my wszyscy będziemy robić weekendami przez najbliższe dwa miesiące!? Miejmy chociaż nadzieję, że pogoda za oknem będzie nieco lepsza. Nie ma jednak co płakać zbyt wcześnie, bo przed nami wciąż masa emocji – i to opakowana ponownie w format multiligi, w którym to wszystkie mecze rozgrywane są w jednym terminie. Już w sobotę o 17:30 w dziewięciu polskich miastach wybrzmi pierwszy gwizdek.
Dla podkręcenia i tak już wysokiego poziomu emocji zaprezentujemy mecze w formie rankingu – od tego najmniej znaczącego w kontekście ostatecznych rozstrzygnięć, aż po absolutny hit. To luźny, subiektywny ranking i zapraszamy Was do dyskusji w naszych social mediach. Zapraszamy więc w podróż od Niepołomic, przez Gdańsk, Białystok, aż do stacji końcowej.
9. PUSZCZA NIEPOŁOMICE – ŚLĄSK WROCŁAW
Dla dobrego oddania klimatu spotkania w Niepołomicach, organizatorzy wydarzenia mogliby zaplanować, by ze stadionowych głośników parokrotnie wybrzmiał hit Elektrycznych Gitar, którego tekst zaczyna się od słów: „To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść.” Bo rzeczywiście – obie ekipy uwolniły się od Ekstraklasy na przynajmniej dwanaście miesięcy, a wynik w ostatniej kolejce nie zmieni już nic.
O ile w przypadku Puszczy – klubu z liczących nieco ponad 15 tysięcy mieszkańców Niepołomic, którego samo wejście do najwyższej klasy rozgrywkowej było niemałą sensacją – spadek nie dziwi, tak degradacja Śląska, wciąż jeszcze aktualnego wicemistrza Polski, klubu z wojewódzkiego miasta i z jedną z najpiękniejszych aren w kraju, na pierwszy rzut oka wydaje się szokiem. Ale czy aby na pewno? Od lat w Śląsku kluczową rolę odgrywa szereg pozaboiskowych spraw, z dwoma nieudanymi próbami prywatyzacji klubu – będącego do dziś własnością miasta – na czele. Dwa lata temu wrocławianie cudem uniknęli spadku, utrzymując się rzutem na taśmę. W obecnym sezonie, mimo całkiem przyzwoitego punktowania na wiosnę, to już nie wystarczyło.’
Pozostaje mieć nadzieję, że obie ekipy zrobią wszystko, by jak najgodniej pożegnać się z ekstraklasową rzeczywistością. Choć – nie oszukujmy się – emocji dla postronnych kibiców szukać w tym meczu raczej na próżno. Ot, mecz towarzyski dopisany do multiligi, podczas której w tabeli jeszcze wiele może się wydarzyć – stąd ostatnie miejsce tego starcia w naszym rankingu.
8. LEGIA WARSZAWA – STAL MIELEC
Jak poinformował Tomasz Włodarczyk, redaktor naczelny portalu Meczyki.pl, Gonçalo Feio pozostanie na stanowisku pierwszego trenera Legii Warszawa, a bezwzględnym celem na przyszły sezon będzie zdobycie Mistrzostwa Polski. To dość zaskakująca decyzja, zwłaszcza że w ostatnich tygodniach w mediach zdecydowanie głośniej mówiło się o tym, że wraz z końcem sezonu Portugalczyk pożegna się z klubem ze stolicy.
Nie zmienia to jednak faktu, że starcie Legii ze Stalą będzie już meczem wyłącznie towarzyskim – stąd jego niska pozycja w naszym rankingu. Niezależnie od tego, co wydarzy się w tej kolejce, legioniści zakończą sezon na piątym miejscu w tabeli. Pomimo sukcesów na arenie międzynarodowej i w Pucharze Polski, które de facto uratowały Gonçalo Feio na stanowisku, będzie to już czwarty sezon z rzędu, kiedy Legia nie zdobywa mistrzostwa kraju. A jak wiadomo, w klubowych gabinetach napinka z tego powodu tylko rośnie – w końcu w latach 2012/13 – 2020/21 na dziewięć rozegranych sezonów triumfowali aż siedem razy i całkiem słusznie uchodzili za dominatora rozgrywek.
Stal Mielec po pięciu sezonach żegna się z Ekstraklasą. Na dobitkę – przy niekorzystnym dla siebie wyniku i odpowiednim układzie w meczach pozostałych dwóch spadkowiczów – może spaść jeszcze o jedno oczko niżej. Przez te pięć lat zespół z Mielca zdążył wpisać się w ekstraklasową rzeczywistość więc jego brak z pewnością będzie odczuwalny – a przynajmniej zauważalny. Co czeka ich w pierwszej lidze? Jeszcze nie czas by o tym myśleć. Teraz pora godnie pożegnać się z Ekstraklasą.
7. LECHIA GDAŃSK – GKS KATOWICE
Lechia Gdańsk utrzymała się w Ekstraklasie za wyniki sportowe – i warto to podkreślić, bo w początkowych fazach sezonu, a właściwie przez jego sporą część, beniaminek lawirował w dolnych rejonach tabeli i był jednym z głównych kandydatów do spadku.
Dlaczego zaznaczamy „za wyniki sportowe”? Cóż, w tle wciąż trwa rodeo związane z przyznaniem klubowi licencji na przyszły sezon. Komisja Odwoławcza ds. Licencji Klubowych PZPN co prawda licencję przyznała, ale dołożyła do niej zakaz transferowy i pięć punktów kary na starcie rozgrywek 2025/26. I tu pojawia się zasadne pytanie: czy to nadal sprawiedliwe? Bo przecież to nie pierwszy raz, gdy wokół Lechii pojawiają się podobne turbulencje, a mimo wszystko klub wciąż dostaje kolejne szanse. Ale dziś nie o tym. Do starcia z GKS-em Katowice Lechiści podchodzą ze spokojną głową – zakończenie sezonu bez żadnej presji. Cel minimum, czyli utrzymanie, został zrealizowany, i to w dużej mierze dzięki udanej kadencji Johna Carvera, którego przyszłość poznamy w ciągu kilku najbliższych dni.
Przed Gieksą ostateczne starcie o miejsca 6–8. Pomimo remisu z Lechem w ostatniej kolejce, katowiczanie przystępują do rywalizacji z innymi drużynami ze środka tabeli z mniejszymi szansami niż reszta. Obecnie zajmują 9. miejsce, mając tyle samo oczek co plasujące się wyżej Górnik i Motor. Problem polega jednak na tym, że podopieczni Rafała Góraka mają gorszy bilans bezpośrednich spotkań z obiema tymi ekipami. A to oznacza, że aby awansować w tabeli, nie wystarczy tylko dobry występ GKS-u – potrzebne będą jeszcze potknięcia obu konkurentów. Tu wkraczamy więc we wróżenie i mnożenie scenariuszy. O ten najbardziej korzystny dla GKS-u może być ciężko. Nie jest to jednak niemożliwe…
6. ZAGŁĘBIE LUBIN – CRACOVIA
Starcie dwóch typowych ligowych średniaków. Zarówno Miedziowi, jak i Pasy od lat goszczą w najwyższej klasie rozgrywkowej. Od lat… bez większych sukcesów.
Zagłębie w tym sezonie musiało drżeć o ligowy byt. Po dwóch sezonach względnego spokoju, w których to zajmowali miejsce w środku tabeli, tym razem zakończą rozgrywki na 14. lub 15. miejscu. Wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Liczymy więc na relatywnie przyzwoite zakończenie sezonu w wykonaniu drużyny z Dolnego Śląska, a przy budowie projektu na kolejny rok — życzymy powodzenia. Lekko złośliwie, sugerujemy jednak lekkie ustabilizowanie, bowiem w tym sezonie funkcję pierwszego trenera pełniło aż trzech szkoleniowców. Dopiero ten ostatni z nich — Leszek Ojrzyński — wypełnił powierzoną mu misję i utrzymał klub w Ekstraklasie.
Naprawdę malownicza była ubiegła jesień w Krakowie. I nie, nie chodzi tylko o spacery wzdłuż relaksująco płynącej Wisły w akompaniamencie kolorowych liści (choć za aspekty wizualne stolica Małopolski zawsze dostaje plusa), ale o Cracovię, która zaskakiwała formą. Piąte miejsce na półmetku rozgrywek i zaledwie cztery punkty straty do strefy europejskich pucharów — wyglądało to naprawdę obiecująco. Nadeszła jednak wiosna, a Cracovia zaczęła grać w rytmie pogody, którą od tygodni obserwujemy: zmiennie, niespokojnie, czasem wręcz ponuro. Fakt, że dalej utrzymują się na wysokim, bo aż szóstym miejscu w tabeli, to w dużej mierze zasługa równie niestabilnej formy rywali ze środka stawki.
Nadeszła jednak pora na ostateczną obronę wysokiej lokaty. Tu naprawdę jeszcze wiele może się wydarzyć, ale Pasy do ostatniej kolejki przystępują z dużym atutem — wystarczy wygrać, by niezależnie od innych wyników utrzymać te cenne, najwyższe od sześciu sezonów miejsce. Wszystko w nogach zawodników trenera Kroczka, który w sobotę po raz ostatni poprowadzi Cracovię.
5. RADOMIAK RADOM – MOTOR LUBLIN
TOP5 naszego rankingu otwiera starcie drużyn, które znajdują się znacząco nad strefą spadkową, ale jednocześnie wciąż mogą zaliczyć awans w tabeli, stąd wysokie miejsce w naszym zestawieniu.
W ostatnich dniach media obiegła informacja, że Radomiak Radom nawiązał współpracę z Benficą. I o dziwo, nie oznacza to, że w przyszłym sezonie szeregi klubu z Mazowsza zasili Angel Di Maria. Umowa ma dotyczyć „partnerstwa technicznego”. A zatem zawodnicy z Radomia mogą wierzyć, że w gabinetach Benfiki znajdzie się ktoś, kto będzie śledził wydarzenia przy ulicy Struga (choć nie wiemy, ile w tym prawdy). Jest to zawsze jednak jakaś dodatkowa motywacja, by zakończyć ten burzliwy sezon udanie — zwycięstwo z Motorem da im jedenaste miejsce w tabeli. Porażka może oznaczać, że spadną na trzynaste.
Dla beniaminka z Lublina ten sezon to pasmo sukcesów. Bez dwóch zdań, podopiecznych Mateusza Stolarskiego można śmiało nazwać rewelacją rozgrywek, jeśli spojrzymy na wszystkie 34 kolejki. Teraz nadszedł moment, by dopiąć formalności: pokonać Radomiaka i zająć najwyższe w historii klubu, siódme miejsce w Ekstraklasie. A jeśli przy tym Cracovia się potknie – nawet szóste. Biorąc pod uwagę oczekiwania stawiane wobec Motoru na początku sezonu to byłby już absolutny kosmos.
4. KORONA KIELCE – GÓRNIK ZABRZE
Tuż za podium plasuje się pojedynek, który na papierze dorzuci sporo pikanterii do wielkiej bitwy w środku tabeli. Finalne miejsce tych drużyn po 34. kolejce? Chyba najtrudniejsze do przewidzenia. Niech za przykład posłuży fakt, że Korona może zakończyć sezon między 7. a 12. miejscem, natomiast Górnik – od 6. aż do 11. Niestety, nie skonsultowaliśmy się z jasnowidzem Krzysztofem Jackowskim więc przypuszczeń co do ostatecznych rozstrzygnięć nie podamy. Pewnym jest jednak, że porażka w tym wyścigu na pewno pozostawi po sobie spore piętno, które będziemy mogli ujrzeć choćby w różnorakich podsumowaniach sezonu.
To, że fantastyczna wiosną Korona i bezbarwny po zwolnieniu Jana Urbana Górnik wciąż mają przed sobą szansę na większą gratyfikację finansową, daje nadzieję, że w Zabrzu zobaczymy mecz z odpowiednim ładunkiem emocjonalnym. A główną siłą napędową widowiska będzie – miejmy nadzieję – zaangażowanie obu ekip. Górniku, Korono – wierzymy w was!
3. JAGIELLONIA BIAŁYSTOK – POGOŃ SZCZECIN
Czas na podium! Trzeba przyznać, że akurat pod kątem walki o europejskie puchary tegoroczny terminarz rozwiązał sprawę idealnie. Przed nami bezpośrednie starcie o podium i udział w eliminacjach do Ligi Konferencji Europy.
Gospodarze z Białegostoku mają za sobą bardzo udaną kampanię na arenie międzynarodowej, a z łączeniem gry na dwóch frontach poradzili sobie zdecydowanie lepiej niż Legia. Ba – jeszcze niedawno wciąż byli w grze o drugie z rzędu mistrzostwo Polski, jednak do drzwi drużyny trenera Siemieńca zapukała zadyszka i Lech z Rakowem odjechali w pociągu do stacji „Mistrz”. Gardę trzeba jednak trzymać do końca – by mieć okazję do powtórzenia, a może nawet poprawienia wyników w LKE. Po stronie Jagiellonii stoi zdecydowana przewaga własnego boiska oraz fakt, że do utrzymania 3. miejsca wystarczy potrzebują jedynie remis.
Przed Pogonią ostatnia szansa, by w tym sezonie osiągnąć jakikolwiek sukces, poza koroną króla strzelców dla Efthymiosa Koulourisa. Sympatycznie, że Grek strzelał w tym sezonie jak z karabinu maszynowego, ale to wciąż za mało, by w Szczecinie uznali te rozgrywki za udane. Pierwsza okazja na trofeum została zaprzepaszczona kilka tygodni temu – Portowcy drugi rok z rzędu przegrali finał Pucharu Polski, i to znów po golu straconym w doliczonym czasie gry. Aby otrzymać szansę na pokazanie się Europie wystarczy „tylko i aż” pokonać Jagiellonię na jej terenie.
2. RAKÓW CZĘSTOCHOWA – WIDZEW ŁÓDŹ
Panie i panowie, z głośników wybrzmiewa właśnie utwór „The Final Countdown”, a my przechodzimy do TOP 2 naszego rankingu!
Raków Częstochowa jeszcze dwa tygodnie temu miał wszystko w swoich rękach. Fotel lidera na trzy kolejki przed końcem sezonu. Przyszła jednak wyjątkowo pechowa porażka z Jagiellonią Białystok, a tydzień później kolejna zmarnowana szansa i remis z Koroną Kielce. Medaliki mogą dziś pluć sobie w brodę, ponieważ w tej samej kolejce Lech również tylko zremisował. Ale odłóżmy już te wszystkie kalkulacje dotyczące minionych tygodni — przeszłości nie da się zmienić. Podopieczni Marka Papszuna — który na finiszu rozgrywek skutecznie nie pompuje balonika — aby zdobyć mistrzostwo, muszą pokonać Widzew i liczyć na to, że Lech nie wygra z Piastem. Ewentualnie, jeśli Kolejorz przegra, Rakowowi wystarczy remis.
Niezależnie od tego, w jakich nastrojach zaśnie w sobotę Częstochowa, ten sezon i tak powinien być uznany za sukces. Przypomnijmy, że przed rozpoczęciem rozgrywek głównym celem było zakwalifikowanie się do europejskich pucharów, a sama walka o tytuł do ostatniej kolejki to coś, za co trener Papszun zasługuje na gromkie brawa. Tak, to prawda — doprowadził do tego prowadząc zespół niezwykle metodycznie, ale udowodnił, że da się tym przykryć ofensywne deficyty drużyny. Na koniec dnia i tak najbardziej zapamiętany zostanie wynik.
Po drugiej stronie Widzew. W Łodzi wciąż mają apetyt na coś więcej niż tylko bezpieczne miejsce w dolnej połowie tabeli. Ten sezon udowodnił jednak, że aby uniknąć łatki ligowego średniaka, trzeba coś zmienić. A przy założeniu, że wszystkie głośne plotki transferowe płynące z otoczenia łódzkiego klubu okażą się prawdziwe – zapowiada się nam bardzo ciekawa kadra na przyszły sezon.
Pomimo że dla Widzewa to mecz w zasadzie o nic, nikt nie zakłada, że do Częstochowy przyjedzie ekipa wolontariuszy prowadzących akcję „Rakowie, zostań mistrzem Polski”. Możliwość odegrania pierwszoplanowej roli w walce o tytuł innych klubów to dodatkowa motywacja, by na ten ostatni akt zmobilizować się na 100 procent.
1. LECH POZNAŃ – PIAST GLIWICE
Zwycięzca naszego rankingu mógł być tylko jeden. Lech Poznań, z pozycji lidera tabeli, stanie w sobotę przed szansą na dziewiąte mistrzostwo Polski w historii klubu. I choć tegoroczna droga Kolejorza do potencjalnego triumfu nie była usłana różami (do problemów doliczamy m.in. słabą postawę w meczach wyjazdowych), to na finiszu sezonu wszystkie najlepsze karty wydają się leżeć właśnie po ich stronie.
Dwa egzaminy już za ekipą Nielsa Frederiksena — zarówno z GKS-em, który o zwycięstwo walczył do końca (co wywołało kilka plotek), jak i z Legią w klasyku. Do tego dochodzi seria siedmiu meczów bez porażki. Pora jednak na ostateczny test. I to w Poznaniu, w którym przecież Lechowi szło w tej kampanii świetnie. Sprawa jest prosta: zwycięstwo nad Piastem oznacza mistrzostwo. W przypadku remisu lub porażki trzeba będzie nasłuchiwać wieści z Częstochowy.
Piast Gliwice, który w ostatnich tygodniach popadł w marazm, na finiszu sezonu zaskakująco zaczął błyszczeć. Najpierw rozgromili Motor 4:1, a następnie ograli Górnika Zabrze. W efekcie wciąż mają realną szansę na solidny awans w tabeli z obecnego dziesiątego miejsca, a przy okazji mogą… pozbawić Lecha Mistrzostwa Polski, zapisując się tym samym na jednej z najważniejszych kart historii tego sezonu.
Podopieczni trenera Vukovicia — podobnie jak Widzew w opisywanym nieco wyżej meczu — na pewno nie zamierzają przyjechać na Enea Stadion w roli chłopców do bicia.



