startBlogKibicowanie reprezentacji Polski. Przyjemność czy obowiązek?

Kibicowanie reprezentacji Polski. Przyjemność czy obowiązek?

Dziś piłkarska reprezentacja Polski gra z Litwą w eliminacjach do Mistrzostw Świata. Wiele osób jednak wolałoby sobie obejrzeć zamiast tego jakikolwiek losowy mecz Ekstraklasy. Czemu tak się stało? Powodów jest mnóstwo.

Wysłane przez Dariusz Mrowiec | paź 12, 2025 | Piłka nożna | 4 min czytania

Czy istnieje obecnie coś gorszego niż przerwa w rozgrywkach ligowych na mecze reprezentacji Polski w piłce nożnej? Wyrywanie zęba bez znieczulenia, grypa żołądkowa, trzęsienie ziemi to wciąż półka wyżej w kwestii przyjemności niż przymusowa przerwa od meczów Rakowa, Realu, Liverpoolu, czy jakiejkolwiek innej drużyny, której kibicujemy.

Postawa naszej drużyny narodowej od dawna pozostawia wiele do życzenia i to nie tylko w sensie stricto sportowym. Chodzi o całą otoczkę – o podejście PZPN do kibiców, zawodników, do dziennikarzy, przed którymi chowają się po kątach, nie mając odwagi stanąć przed kamerą, czy mikrofonem. Chodzi o przywróconego kapitana drużyny Roberta Lewandowskiego, który kłócił się z Michałem Probierzem o opaskę, choć akurat ten ostatni nie skonfliktował się w całym swoim życiu chyba tylko sam ze sobą. Prezesa PZPN Cezarego Kuleszę, który kilka dni temu w odpowiedzi na krytykę zbyt wygórowanych cen biletów na towarzyski mecz z Nową Zelandią (nie mówimy wbrew pozorom o meczu rugby z tym przeciwnikiem) odpowiada, że ceny na koncerty dochodzą do 1000 zł i nikt nie narzeka… Wybór miejsca meczu reprezentacji najgorszego pod względem komfortu oglądania widowiska – Stadionu Śląskiego, gdzie bez lornetki ciężko dostrzec piłkę. W przerwie meczu brakowało tylko sztafety 4×400 na bieżni okalającej murawę.

Media relacjonujące w taki sposób naszą reprezentację piłkarską, że wiadomo nawet, o której godzinie jadła jajecznicę pod Legnicą, gdzie kto usiadł w autokarze i z kim lepiła pierogi Anna Lewandowska gdy jej mąż puszczał w szatni „Despacito”, żeby zagrzać kolegów do walki. Prawie wszystkie media stają się wtedy „Pudelkiem”, tabloidowe informacje o drużynie wylewają się z każdej strony. Tęsknię wtedy za Ligą Plus Extra, a słuchając Szpakowskiego tęsknię nawet za Wojciechem Jagodą.

Pamiętne kłótnie o premie po wyjściu z grupy w 2022 roku, których podobno nie było, ale jak się okazało po czasie jak najbardziej miały miejsce. Przerzucanie winy pomiędzy zawodnikami, czy sztabem szkoleniowym i ganianie się nawzajem niczym dzieci w piaskownicy z kawałkiem kupy na końcu patyka. Proszenie naszych rywali Argentyńczyków, żeby nie wbijali nam już więcej goli, bo obecny wynik premiuje do dalszej gry obie drużyny. Radość kapitana po golu z karnego na 1:3 w fazie pucharowej z Francją jakby właśnie zdobył Mistrzostwo Świata. Gdzie sportowa złość, gdzie ambicja naszych piłkarzy? Miejmy nadzieję, że zmieni to Jan Urban, który rozpoczął swoją pracę z reprezentacją dobrymi wynikami i normalnością, której od dawna brakowało na stanowisku trenera reprezentacji Polski.

Mecze reprezentacji obrzydza mi sam system eliminacji do Mistrzostw Świata, który łączy je z rozgrywkami Ligi Narodów, przez co zdecydowana większość kibiców nie rozumie ich zasad. Zamiast baraży na niejasnych zasadach brakuje tylko repasaży na wzór wioślarstwa i wyścigu czwórki bez sternika. W sumie PZPN dryfuje jakby było pozbawione sternika, więc akurat w tej konkurencji mielibyśmy szansę na sukces. W eliminacjach dochodzi do takich absurdów, że drużynom opłaca się przegrać żeby… zwiększyć szanse na awans. Co to ma wspólnego ze sportem? Brakuje tylko, żeby UEFA przyznała Izraelowi odgórne miejsce w finałach Mistrzostw Świata za „zasługi” w Strefie Gazy…

W dobie dostępu do piłki na najwyższym poziomie, lig zagranicznych, czy Ligi Mistrzów, sportowo piłka reprezentacyjna to dwie półki niżej. Będąc młodym dzieciakiem, mecze drużyny narodowej to było dla mnie długo wyczekiwane święto. Obecnie są dla mnie nim mecze Rakowa, kiedy to po latach tułaczki w niższych ligach, wreszcie doczekaliśmy się czasów, w których Raków jest jednym z najlepszych klubów w Polsce, zaciekle rywalizując z drużynami z dużo większym potencjałem pod względem infrastruktury, czy wielkości i atrakcyjności miasta. Wolę spotkać się z kolegami, z którymi znamy się od lat, o których wiem wszystko, których darzę czystą sympatią, niż siedzieć przy świątecznym stole z bogatym wujkiem, z którym łączy mnie tylko wspólny kraj urodzenia.

Czy więc będę oglądał dzisiejszy mecz z Litwą? Oczywiście, że tak. Oglądanie meczów reprezentacji Polski to mój guilty pleasure. Poza tym jeden z ojców polskiej niepodległości – Roman Dmowski mawiał: „Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie”. Kibicowanie reprezentacji się do tych obowiązków zalicza.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo