startBlogKatastrofalny Raków. Jeden przebłysk to za mało

Katastrofalny Raków. Jeden przebłysk to za mało

Raków Częstochowa przegrał z Radomiakiem Radom 1:3 w 3. kolejce PKO BP Ekstraklasy. 

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | sie 4, 2025 | Piłka nożna | 6 min czytania

Nie było to porywające widowisko na stadionie im. Braci Czachorów przy Struga 63. Największe emocje miały miejsce w drugiej części gry i ku uciesze radomskich kibiców to ich piłkarze zgarnęli trzy punkty w konfrontacji z wicemistrzami Polski. 

Popołudniowa drzemka

Ekipa Medalików powróciła na ekstraklasowe boiska po zmaganiach w europejskich pucharach, w których wyeliminowała słowackie MŠK Žilina. Tym razem drużyna pod wodzą trenera Marka Papszuna udała się do Radomia, gdzie mierzyła się z miejscowym Radomiakiem. W składzie czerwono-niebieskich, w porównaniu do meczu pucharowego, trener i sztab zdecydowali się na cztery zmiany – w obronie Ariel Mosór zastąpił Stratosa Svarnasa, w miejsce Oskara Repki mieliśmy okazję oglądać starego-nowego gracza, Pétera Barátha, natomiast na dziesiątkach, w miejsce Makucha i Ameyawa, wskoczyli Jesús Díaz oraz debiutant w drużynie spod Jasnej Góry – Tomasz Pieńko. 

Powiedzieć, że w pierwszej połowie nie działo się zbyt wiele, to jak nic nie powiedzieć. Świadczyć mogły o tym akcje meczu zaprezentowane w przerwie transmisji telewizyjnej. Raków miał sporo szczęścia i… Kacpra Trelowskiego. Bramkarz Medalików popisał się fantastyczną i intuicyjną interwencją po strzale Capity w dziewiątej minucie. Tym samym poniekąd odkupił winy Jesúsa Díaza, który najpierw źle zagrał głową pod polem karnym gospodarzy, a później nie wrócił na czas do obrony i umożliwił oddanie strzału Angolczykowi. 

Niezły Díaz, ale nadal z problemami

I tutaj właśnie pojawia się delikatny dysonans poznawczy. Sam początek w wykonaniu Díaza był mierny, ale Kolumbijczyk z minuty na minutę się rozkręcał i to właśnie jego sytuacja była tą najgroźniejszą w pierwszej połowie, kiedy po strzale z dystansu zmusił do interwencji Filipa Majchrowicza. Były zawodnik Stali Rzeszów miał swoje przebłyski – wchodził w drybling, wygrywał pojedynki, potrafił się zastawić i dobrze podać. Bardzo chciał być wszędzie, ale właśnie przez to niektóre zagrania mu nie wychodziły. Mimo wszystko trzeba docenić ofensywnego gracza Medalików, bo do tej pory był to chyba najlepszy mecz w jego wykonaniu.

Rożne oblicza nowych zawodników 

Co by nie mówić, Péter Baráth miał dzisiaj swój umowny debiut, ponieważ wraca do gry po krótkim rozstaniu z Rakowem. To właśnie Węgier był najjaśniejszym punktem, jeśli chodzi o zespół z Częstochowy. Zdominował środek pola, był bardzo pewny w kreowaniu gry, nie popełniał błędów w defensywie i po stratach czy pomyłkach swoich kolegów był tam, gdzie drużyna potrzebowała go najbardziej. Jeśli utrzyma taki poziom, w środku pola będzie bardzo duża rywalizacja o miejsce w pierwszym składzie. 

Drugim debiutantem był Tomasz Pieńko. Zawodnik wykupiony z Zagłębia Lubin i miał być opcją do kreatywnego rozgrywania piłki w ofensywie wraz z Jesúsem Díazem i Jonatanem Brunesem. Nie można powiedzieć, że był to tragiczny występ, ale powiedzmy sobie szczerze – Pieńko niczym nie zachwycił. Był wręcz niewidoczny na placu gry. Czy zawiódł? Nie do końca, ale sztab i trener na pewno oczekiwali czegoś więcej od młodego zawodnika. 

Katastrofa im. Zorana Arsenićia

Polska mentalność, szczególnie w sporcie, charakteryzuje się gdybaniem. Nasuwa się więc pytanie, co by było, gdyby Jonatan Brunes lepiej skontrował uderzenie głową po dośrodkowaniu Frana Tudora na początku drugiej części spotkania. Pewnie Medaliki objęłyby prowadzenie, ale to tylko gdybanie. Nieudany rzut rożny, Majchrowicz łapie futbolówkę i posyła dalekie podanie do Capity Capemby. Ten zabawił się z Zoranem Arseniciem, wręcz wkręcił go w murawę i uderzeniem po dalszym słupku zdobył gola. Żeby tego było mało, niespełna 20 minut później kapitan Rakowa popełnił kolejny błąd – szarpał za koszulkę w polu karnym Rafała Wolskiego, a ten wyczuł moment, przewrócił się i sędzia Sylwestrzak podyktował rzut karny, którego na gola zamienił Roberto Alves. Raków był w beznadziejnej sytuacji, przegrywał już 0:2 i nic nie wskazywało na to, żeby obraz gry się zmienił. 

Brunes dał sygnał, ale to nie wystarczyło

Jak najlepiej zareagować na straconego gola? Bardzo szybko odpowiedzieć tym samym i to się udało zaledwie dwie minuty po wykorzystanym rzucie karnym przez gospodarzy. Bardzo dobry tego popołudnia Baráth zagrał podciętą piłkę w kierunku Lamine’a Diaby-Fadigi, ten odegrał głową do Brunesa, który delikatnym lobikiem pokonał Majchrowicza. To był sygnał do ataku, do odrabiania strat i walki o punkty w Radomiu. Piłkarze Marka Papszuna po zdobyciu gola zepchnęli Radomiaka do głębokiej defensywy. Gra toczyła się przez pewien czas wyłącznie w obrębie pola karnego gospodarzy i mogliśmy się zastanawiać, kiedy uda się sforsować ten mur stworzony przez graczy z Radomia. Raków postawił wszystko na jedną kartę, ale to niestety skończyło się w najgorszy możliwy sposób – stratą gola na 1:3. Bardzo składna akcja przeprowadzona prawą stroną boiska, dogranie Michała Kaputa do Mauridesa, który tylko dostawił nogę i było pozamiatane. 

Druga porażka w sezonie

Jesteśmy dopiero po trzech kolejkach sezonu ligowego, a Raków ma już na swoim koncie dwie porażki. Trzy gole strzelone i aż pięć straconych. Mówiono jeszcze całkiem niedawno, że zespół z Częstochowy charakteryzował się szczelną defensywą, która traciła śladowe ilości goli. Aktualnie jest już pięć w tył i sama gra jest poniżej jakichkolwiek oczekiwań – zarówno w defensywie, jak i w ofensywie. Brakuje spójności, jest zbyt wiele indywidualnych błędów, brakuje konkretów i jakości w poszczególnych formacjach. Dzisiejszy mecz, jak i spotkanie z Wisłą Płock, to dramatyczny obraz całego zespołu. Mimo awansu do kolejnej rundy eliminacji Ligi Konferencji UEFA, w drużynie powoli można już bić na alarm. Granie co trzy dni nie może być usprawiedliwieniem, szczególnie jeśli jesteśmy na samym starcie rozgrywek. Zawodnicy nie powinni być na tyle rozstrojeni, żeby popełniać infantylne błędy, które w końcowym rozrachunku prowadzą do straty punktów w lidze. 

Miejmy na uwadze, że już w czwartek na zondacrypto Arenie Raków Częstochowa zagra z Maccabi Haifa, a to, co zobaczyliśmy dzisiaj w Radomiu, niestety nie napawa optymizmem, a wręcz zmusza do zastanowienia się, czy dwumecz z izraelską drużyną nie będzie pożegnaniem z europejskimi rozgrywkami. Pozostaje tylko wierzyć, że sztab znajdzie sposób na polepszenie gry i że w dalszej części sezonu będzie już tylko lepiej. 

Po zakończeniu spotkania tradycyjnie przeprowadziliśmy studio pomeczowe, w którym o meczu porozmawiali Igor Grzesiak, Iwo Mandrysz i Bartłomiej Zug. Na łączeniu z Radomia był także Kamil Głębocki. Zachęcamy do obejrzenia programu.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo