Jonatan Brunes na fali. Czy Raków powinien go wykupić?
Raków Częstochowa i Jonatan Brunes to historia związku, który miał trudne początki, a jego droga do symfonii doświadczała turbulencji. W końcu jednak rzeczony związek na wiosnę zaczął kwitnąć, a w najbliższym czasie może dać okazały owoc w postaci mistrzostwa Polski. Pytanie jednak, czy po sezonie obie strony zdecydują, żeby zostać razem na dłużej? A wprost, czy Raków wykupi Jonatana Brunesa?
Wysłane przez Jarosław Kłak | maj 6, 2025 | Piłka nożna | 7 min czytania

Spis treści:
Trudne początki i pierwsza bramka
Debiut Jonatana Brunesa w czerwono-niebieskich barwach nie należy do szczególnie pamiętnych. Po raz pierwszy w Rakowie wystąpił przeciwko Cracovii w drugiej kolejce. Wszedł na boisko w 71. minucie i miał tylko trzy kontakty z piłką. Zdecydowanie bardziej pamiętny występ miał miejsce tydzień później w Katowicach, jednak niekoniecznie był on pozytywny. Brunes bowiem brutalnie przekonał się o dyscyplinie Marka Papszuna, który po 19 minutach gry Norwega postanowił dać mu „wędkę”. Na pomeczowej konferencji szkoleniowiec powiedział: „Trzeba bardziej się skupić i realizować zadania. To nie jest proste wejść w takim meczu, w którym rywal stawia trudne warunki. Jonatan miał problemy, dlatego dbając o drużynę, musiałem dokonać tej zmiany”. W mediach dość szybko zaczęła narastać narracja, iż jedyne, czym Jonatan może się pochwalić, to powiązania rodzinne z Erlingiem Haalandem, a nie umiejętności piłkarskie.
W kolejnych meczach z Lechem i Górnikiem „Jony” wchodził na ostatnie 20 minut i w dalszym ciągu niczym szczególnym nie zachwycał. Nadszedł jednak w końcu mecz przełamania. W wyjazdowym spotkaniu z Lechią wszedł na boisko w drugiej połowie. Złośliwi powiedzieliby, że była to pechowa zmiana, bo kilka minut później Lechia strzeliła gola. W końcówce jednak Raków wziął się za odrabianie i najpierw w 87. minucie Patryk Makuch wyrównał wynik, a kilka minut potem to właśnie Jonatan Brunes został bohaterem, zdobywając zwycięskiego gola, którym po raz pierwszy przedstawił Medalikom swój snajperski kunszt.
Dziewiątka, jakiej Raków szukał latami
Jonatan Brunes jest napastnikiem kompletnym. Zaczynając na jego fizyczności i motoryce, a kończąc na umiejętnościach piłkarskich i boiskowej inteligencji. Świetnie biega w pressingu, ale co ważne robi to umiejętnie. Potrafi idealnie wyczuć moment na przyciśnięcie rywala. Do tego świetnie pracuje zespołowo w fazie obronnej, bowiem to właśnie Brunes często daje drużynie sygnały do pressu. Przy tym wykorzystuje także swoją niezłą dynamikę. Jest tym samym przeciwieństwem typowych topornych napastników, jacy w poprzednich latach grali w Rakowie. Można byłoby wymieniać w tym miejscu takie nazwiska jak Fabian Piasecki, ale lepiej już tego po prostu nie robić. Kolejną znakomitą cechą Brunesa jest jego wykończenie. Od klasowego napastnika oczekuje się, że będzie zdobywać gole w sytuacjach pewnych, ale także nieoczywistych, z pozoru trudnych do wykończenia. Taką była między innymi ta na Widzewie, kiedy silnym skontrowaniem piłki głową Brunes zaskoczył bramkarza i w końcówce meczu dał Rakowowi zwycięstwo. Ciężko dopatrywać się jakichkolwiek wad w Norwegu. Oczywiście, przytrafiają mu się czasem kuriozalne kiksy, ale nawet najlepsi je popełniają.
Beneficjent projektu „Papszun v.2”
Marek Papszun powracając do Rakowa miał za zadanie stworzyć na nowo silny Raków, który powróci do europejskich pucharów. Mimo tego, że w okresie przygotowawczym mówił, że na razie to jest zlepek piłkarzy, a nie drużyna, to w niecały rok udało mu się zbudować zespół, który dzielą trzy kolejki od zdobycia mistrzostwa Polski. Projekt rekonstrukcji Rakowa, którego głównym architektem był Marek Papszun, potrzebował czasu, żeby się usystematyzować. W momencie, kiedy się to stało, w składzie usytuowały się czołowe postacie, a jedną z nich stał się właśnie Jonatan Brunes, który w tym momencie jest bezdyskusyjnym numerem jeden na pozycji napastnika.
Charakter i ambicjonalność
Jonatan Brunes jest typem piłkarza, który zna swoją wartość, natomiast nie jest bezkrytycznie w siebie zapatrzony. Zimą Raków zdecydował się na zakup kolejnego napastnika. Dużo mówiło się o Imadzie Rondiciu, ale w końcu zarząd klubu z Limanowskiego zakupił Leonardę Rochę z Radomiaka Radom. To bardzo nie spodobało się Brunesowi, co miał jasno przekazać władzom klubu. Cała sytuacja jednak go zmotywowała do cięższej pracy na boisku i zawodnik postanowił udowodnić swoją wartość. Na początku rundy wiosennej można było zaobserwować to, jak bardzo mu zależało. Kiedy opuszczał boisko w 76. minucie meczu z GKS-em Katowice był zdenerwowany. Nie na kogoś, lecz na siebie. Jednak im dalej w rundę wiosenną, tym miał więcej powodów do bycia z siebie zadowolonym. Dziś ma już uzbierane 12 goli w sezonie i jest to największa liczba pośród zawodników, którzy w tym sezonie zadebiutowali w PKO BP Ekstraklasie.
Raków może rozbić bank, ale jest warto
Już teraz można być pewnym, że kwota, jaką będzie trzeba zapłacić za Norwega ustanowiłaby nowy rekord w historii zakupów Rakowa Częstochowa na rynku transferowym. Prezes Piotr Obidziński podczas ROZMOWY NA WYLOT w naszym studiu powiedział, że nie może zdradzić zapisów w umowie miedzy Rakowem a belgijskim OH Leuven, natomiast według informacji Tomasza Włodarczyka z Meczyków ma być to kwota zbliżona do 2 milionów euro. Do tej pory Raków największą kwotę wydał na Johna Yeboaha – 1,5 miliona euro, który po roku został sprzedany za 2,5 miliona euro z bonusami.
Jonatan Brunes jak na razie udowadnia, że jest wart zapłacenia takiej ceny, a ostatnie sukcesy sprzedażowe Medalików na rynku pozwalają na to, żeby przeprowadzić taki transfer. Zakup Jonatana może być nie tylko dobrą inwestycją w kontekście kompletowania silnej kadry na wojaże w europejskich pucharach, do których po roku przerwy Medaliki powrócą, ale także inwestycją, która w przyszłości może dać potężny zysk. Być może nawet większy niż ten za Ante Crnaca, którego w zeszłe lato udało się sprzedać za około 11 milionów euro do Norwich City. Załóżmy scenariusz, w którym Raków gra w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie, tam znakomicie prezentuje się Brunes i po sezonie zgłasza się po niego klub z którejś ligi TOP 5 w Europie. Wtedy Raków mógłby mieć potencjał na przeprowadzenie zdecydowanie największej sprzedaży w Ekstraklasie i ten rekord mógłby się naprawdę długo utrzymywać.
Czas na odważne transfery
Jeśli Raków dalej chce się rozwijać, to kolejnym krokiem muszą być odważne zakupy, w tym te za wysoką gotówkę. Biorąc pod uwagę proces transferowy, który w biurach przy Limanowskiego jest dość specyficzny, to kibice nie powinni mieć się czego obawiać. W Rakowie transferami interesuje się cały zarząd wliczając w to samego właściciela klubu Michała Świerczewskiego. Zarząd właśnie zatrudnił Artura Płatka, który będzie kluczowym doradcą między innymi przy transferach, natomiast nie będzie pełnił funkcji typowego dyrektora sportowego. To pokazuje, jak ważne są to procesy i takie skrupulatne obchodzenie się z transferami przychodzącymi w Rakowie, może napawać optymizmem i pozwala na to, aby dokonywać odważniejszych ruchów, czasem ryzykownych.
Przed Rakowem ostatnie trzy mecze w aktualnym sezonie PKO BP Ekstraklasy. W tych pojedynkach rozstrzygnie się to, czy Medaliki będą świętować drugie mistrzostwo Polski w swojej historii. Jeśli się to stanie i Raków będzie grać w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, to wykup Brunesa będzie niemal przesądzony. Jeśli czerwono-niebiescy jednak stracą mistrza na korzyść Lecha i będą grać tylko w kwalifikacjach do Ligi Konferencji, to szanse na wykup lekko spadną, choć według wielu dalej będzie to pewniak. W pierwszym z trzech pozostałych meczów Raków podejmie Jagiellonię. Jonatan Brunes strzelał gole w dwóch poprzednich meczach ze Stalą Mielec i ze Śląskiem Wrocław, więc kibice Rakowa liczą na to, że utrzyma formę strzelecką także w najbliższą sobotę. Tradycyjnie dzień wcześniej na naszym kanale NA WYLOT przeprowadzimy studio przedmeczowe, do którego zapraszamy już od godziny 20:00.



