Jaki skład na przyszły sezon zbuduje Włókniarz? Analiza potencjalnych ruchów na rynku transferowym
Negocjacje transferowe w tym sezonie są szczególnie interesujące. Jak w nich wypadnie Włókniarz oraz jak może wyglądać jego kadra?
Wysłane przez Maksymilian Kokott | sie 9, 2025 | Żużel | 9 min czytania

Spis treści:
Mamy sierpień, a więc sezon żużlowy wkracza w decydującą fazę. Właśnie teraz zapadają najważniejsze rozstrzygnięcia w całym roku. Niedługo dowiemy się, kto zdobędzie medale drużynowych mistrzostw Polski oraz kto z tą ligą się pożegna. W tle emocji na torze, od kilku miesięcy pojawiają się także rozmaite plotki transferowe. Pomimo, że ich wiarygodność często budzi pewne wątpliwości, można powoli zastanowić się, jacy żużlowcy będą reprezentować Włókniarz w sezonie 2026.
Kogo zatrzymać?
Budowę zespołu zawsze powinno rozpoczynać się od zachowania obecnych zawodników. W składzie częstochowskich Lwów nie obejdzie się bez rewolucji kadrowych, natomiast jest kilku żużlowców, którzy powinni zachować miejsce w składzie. Jednym z nich jest na pewno Jason Doyle. Australijczyk, mimo tego, że przez część sezonu zmagał się z kontuzjami, prezentuje bardzo wysoki poziom. Jego średnia biegopunktowa wynosi obecnie 2,076. Mistrz świata z 2017 roku powinien być priorytetem częstochowskich działaczy również na przyszły rok. Sam zawodnik, ze względu na zawirowania w poprzednich klubach Ekstraligi, „skazany” jest na Włókniarz. Jason mógłby trafić jedynie do któregoś z beniaminków i to z wyłączeniem Unii Leszno. Doyle po sezonie 2022 „wykiwał” działaczy 18-krotnych mistrzów Polski i pomimo wstępnego porozumienia, ostatecznie wybrał lukratywną ofertę z Wilków Krosno, gdzie zarabiał aż 13 tysięcy za punkt. Blisko 40-latek mógłby zostać na przyszły sezon jednym z liderów Włókniarza i należy zrobić wszystko, żeby jak najszybciej załatwić formalnie sprawę jego pozostania.
Jedną z rewelacji tego sezonu jest Piotr Pawlicki. Wychowanek Unii Leszno w Częstochowie prezentuje się najlepiej w całej swojej karierze. Podczas meczu w Rybniku doznał jednak poważnego urazu, który wykluczył go z drugiej części sezonu. Nie wiadomo, w jakiej formie będzie „Piter” po powrocie na tor, który nastąpi już niebawem. Wiadomo natomiast, że nie narzeka na brak ofert. Włókniarz oczywiście chciałby go zatrzymać, ale jego usługami bardzo zainteresowane są również Stal Gorzów i wspomniana Unia Leszno. Na ten moment wydaje się, że to właśnie powrót do macierzystego klubu jest najbardziej prawdopodobny. Brak Pawlickiego mocno utrudniłby budowę zespołu na przyszły sezon — nie tylko biorąc pod uwagę kapitalną formę zawodnika, ale także regulację o liczbie Polaków w składzie. W razie odejścia Pawlickiego trzeba szukać innego krajowego seniora.
Sytuacja robi się jeszcze trudniejsza, zważywszy na to, że bardzo możliwe, iż poza klubem znajdzie się także Kacper Woryna. Odejście wychowanka ROW Rybnik było już przesądzone w maju, a przynajmniej tak donosiła żużlowa prasa. Trzeba jednak brać poprawkę na to, że rynek żużlowy cały czas diametralnie się zmienia i nie brakuje w nim zaskakujących finalnych rozstrzygnięć. Prezes Michał Świącik przekonuje, że chciałby zatrzymać Kacpra w klubie. Na ten moment nie wiadomo jednak, czy ta sztuka się uda. Woryna poza tym notuje dosyć przeciętną kampanię. Zawodził zwłaszcza w pierwszej części sezonu, kiedy mocno brakowało jego punktów, choćby w domowym starciu z Falubazem Zielona Góra, w którym zdobył zaledwie sześć oczek.
Biorąc pod uwagę rynek polskich seniorów, w przypadku odejścia Pawlickiego zatrzymanie Woryny może paradoksalnie okazać się sporym sukcesem. Jeżeli obaj panowie odejdą z Częstochowy, należy rozejrzeć się za innym żużlowcem z polskim paszportem. Klub na pewno opuści Wiktor Lampart, który notuje fatalne rozgrywki. Ważny kontrakt z Włókniarzem ma Mads Hansen, jednak w kuluarach mówi się o tym, że Duńczyk także pożegna się z Olsztyńską ze względu na niewystarczający rozwój i zdobycze punktowe w tym sezonie. Pewni pozostania w drużynie są juniorzy, którzy dalej mają się rozwijać pod czujnym okiem trenera Mariusza Staszewskiego.
Zagraniczne opcje
Włókniarz Częstochowa to jeden z nielicznych klubów w Polsce, który nie potwierdził jeszcze żadnego ze swoich zawodników. Trudno określić, jak może wyglądać drużyna w przyszłym roku. W ostatnich dniach z Włókniarzem łączony jest Jaimon Lidsey. Wydaje się, że w przypadku utrzymania Australijczyk zasili kadrę Lwów. Mistrz świata juniorów z 2020 roku to solidny żużlowiec drugiej linii. 26-latek to zawodnik rozwojowy, który świetnie czuje się na częstochowskim owalu. Potwierdzał to podczas wizyty w Częstochowie z GKM-em Grudziądz oraz Unią Leszno. Może to być naprawdę udany ruch transferowy, jednak tylko przy spełnieniu pewnych warunków. Nie może on być jednym z liderów drużyny, a jedynie trzecią lub nawet czwartą „strzelbą”.
W związku z powyższym Włókniarz dalej potrzebuje kogoś, kto gwarantuje regularne zdobycze punktowe na bardzo wysokim poziomie. W tym momencie jednak tacy żużlowcy nie są przypisywani do klubu. Wiele wskazuje na to, że temat Andersa Thomsen, gwiazdy Stali Gorzów, upadł. Duńczyk albo zostanie na Jancarzu, albo przeniesie się do Grudziądza, niejako „wskakując” w miejsce Lidseya. Thomsen ma zresztą ogromne oczekiwania finansowe, które w związku z jego przeciętnym sezonem wydają się odrobinę nieadekwatne.
Obcokrajowcem, który może trafić na Olsztyńską, jest również Luke Becker. Amerykanin w połowie tego sezonu uległ fatalnemu wypadkowi i przez uraz kręgosłupa pauzuje do dzisiaj. Reprezentant drużyny z Ostrowa w tym tygodniu wrócił jednak do treningów i wydaje się, że wzmocni drużynę w fazie play-down Metalkas 2. Ekstraligi. Z tego, co się mówi, Becker chciałby dołączyć do Włókniarza i czeka na końcowe rezultaty sezonu 2025 i na to, czy Lwy utrzymają się w elicie. W razie czego ma także ofertę z Wilków Krosno, którzy także są zdeterminowani, aby go pozyskać. Becker mógłby okazać się strzałem w dziesiątkę, ponieważ jest to zawodnik głodny jazdy i wciąż rozwijający się. Miał okazję występować już w PGE Ekstralidze, w związku z czym na pewno podszedłby do tego wyzwania bardzo ambitnie.
Wydaje się, że to właśnie tą drogą powinien podążać Włókniarz Częstochowa, angażując się w kontraktowanie zawodników, którzy mają przed sobą obiecującą przyszłość, raczej unikając „sytych kotów”. Zagraniczni: Doyle, Lidsey i Becker — na papierze wyglądają solidnie i jeżeli udałoby się mieć takie zestawienie, można by mówić o jakimś sukcesie na rynku transferowym. Gorzej sprawa wygląda w przypadku zawodników krajowych. Jeżeli Pawlicki i Woryna opuszczą klub, Włókniarz ma ogromny problem.
Ubogi wybór zawodników krajowych
Do wzięcia zostają na przykład Gleb Czugunow, czy Paweł Przedpełski. Nie są to żużlowcy, którzy punktowo wejdą nawet na poziom prezentowany przez Worynę. Możliwe, że miejsce w Falubazie Zielona Góra straci Jarosław Hampel. Zasłużony dla polskiego żużla „Mały”, pomimo iż jest już wiekowy, wydaje się chyba najlepszą opcją spośród podanych. Zagadkowa pozostaje także pozycja do lat 24. Jeszcze kilka tygodni temu głośno mówiło się na temat Jakuba Krawczyka, ale ze względu na ogromne oczekiwania finansowe zawodnika, które nie współgrają z jego aktualnym poziomem, Włókniarz wycofał się z wyścigu o 21-latka.
Na ten moment najbardziej prawdopodobne wydaje się sprowadzenie Sebastiana Szostaka, którego świetnie zna Mariusz Staszewski. Obaj panowie spotkali się w Ostrowie, a Szostak chętnie znowu trafiłby pod skrzydła swojego dawnego trenera. Sam zawodnik nie podjął jednak decyzji. Jego pierwszy sezon jako seniora układa się ponżej oczekiwań. Ostatnie spotkania dały jednak sporo optymizmu, a poza tym byłaby to świetna opcja pod względem budżetu. Obecnie na rynku próżno szukać żużlowców, których można by było ściągnąć na pozycję U-24, którzy jednocześnie gwarantowaliby pewien poziom. Wobec tego ryzyko z Szostakiem może się opłacić, ponieważ ten zawodnik jako junior często prezentował naprawdę spory potencjał.
Niespotykany system zwiastuje emocje
Sezon 2025 pod względem negocjacji transferowych jest bardzo nietypowy. Żużlowcy czekają na to, kto utrzyma się w PGE Ekstralidze, czego dowiemy się najpóźniej w historii ze względu na przekombinowany system rozgrywek. Już w poniedziałek 11 sierpnia o 11:00 podczas kolegium żużlowego zostanie ogłoszone jakiego przeciwnika wybiorą Motor Lublin oraz Falubaz Zielona Góra (czyli odpowiednio pierwsza oraz piąta drużyna fazy zasadniczej PGE Ekstraligi sezonu 2025). Dla Włókniarza kluczowe jest wygranie pierwszego dwumeczu w fazie play-down, który najprawdopodobniej pojadą ze Stalą Gorzów. Pozwalałoby to na pewien komfort w negocjacjach z żużlowcami i być może przechyliłoby szalę w kwestii zatrudnienia kilku zawodników, którzy na ten moment znajdują się na liście życzeń. Podobnie do sprawy podchodzą jednak także pozostałe trzy drużyny, które znajdą się razem z biało-zielonymi w fazie play-down. Przypominamy, że są to wspomniany Falubaz Zielona Góra, Stal Gorzów oraz ROW Rybnik.
Mimo, że mamy już sierpień, nie możemy być dalej pewni większości doniesień transferowych. Ten sezon może być pod względem nieoczekiwanych zwrotów akcji jednym z najbardziej spektakularnych. Trzeba zatem cierpliwie poczekać na rozwój sytuacji. Podobnie było zresztą w tamtym roku, kiedy to wydawało się, że Włókniarz zbuduje naprawdę bardzo słaby zespół. Wtedy w ostatniej chwili udało się przekonać Kacpra Worynę do pozostania w klubie, mimo konkretnych ofert z GKM-u Grudziądz. Wykorzystano także brak porozumienia na linii Piotr Pawlicki – Falubaz i „Piter” trafił pod Jasną Górę, a w międzyczasie kontrakt podpisał także Jason Doyle. Nie wiadomo jednak, jak sytuacja będzie wyglądała na koniec tego sezonu. Priorytetem musi być przede wszystkim utrzymanie w lidze. Oficjalne transfery i zaprezentowanie składów drużyn odbędzie się podczas pierwszych dwóch tygodni listopada.



