startBlogEuropa stoi otworem dla polskich klubów. Czasy wstydu odchodzą w niepamięć

Europa stoi otworem dla polskich klubów. Czasy wstydu odchodzą w niepamięć

Rozgrywki europejskie nie są już miejscem na pośmiewisko z polskich drużyn. Sytuacja wygląda przyzwoicie, a może być jeszcze lepsza.

Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | lip 29, 2025 | Piłka nożna | 9 min czytania

Od kilku sezonów przed początkiem każdego kolejnego, w polskiej piłce liczymy na sezon przełomowy. Tak jest i tym razem, jednak doświadczeni poprzednim oraz znając już większy potencjał naszych pucharowych reprezentantów Ekstraklasy, ciężko jest nam sobie wysnuć negatywne scenariusze.

Zbawienne reformy UEFA

Chyba nie ma kraju, który skorzystałby na zreformowaniu europejskich rozgrywek bardziej niż Polska. Przez wiele lat obecność polskich klubów w fazie grupowej nawet Ligi Europy była zjawiskiem sporadycznym, a o fazach pucharowych nikt nawet nie marzył. Co ciekawe w 2022 roku Lech Poznań po fatalnym początku eliminacji (1:0 i 1:5 z Karabachem w 1. rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów), który jeszcze dwa lata wcześniej przekreśliłby szansę na jakąkolwiek dalszą grę, dotarł aż do ćwierćfinału nowopowstałego trzeciego poziomu rozgrywkowego – Ligi Konferencji UEFA, przez co we wszystkich czołowych polskich klubach marzenia o zaistnieniu w Europie odżyły. Dwa lata później sukces Lecha powtórzyły Legia i Jagiellonia, dzięki czemu polscy kibice do obecności polskich klubów w Europie aż do samej końcówki sezonu zaczęli się powoli przyzwyczajać.

Następna zbawienna reforma? Dzięki zwiększeniu liczby drużyn aż o dwanaście we wszystkich europejskich rozgrywkach od sezonu 2024/25 łącznie, mistrz Polski grę w eliminacjach do Ligi Mistrzów zaczyna od drugiej rundy i to od meczu ze znacznie niżej notowanymi rywalami. Rok temu w tej rundzie Jagiellonia gromiła słabiutkiego mistrza Litwy – FK Poniewież, a obecnie jesteśmy świadkami jak Kolejorz złomuje mistrza Islandii. Natomiast jeszcze na rok przed reformą ówczesny mistrz Polski – Raków, w tej samej rundzie mierzył się z o wiele wyżej notowanym i znanym polskim zespołom Karabachem. Warte podkreślenia jest, że awans w drugiej rundzie daje już gwarancję gry w fazie ligowej Ligi Konferencji, która jest idealnie skrojona pod polskie zespoły i po reformie stała się dla nas rajem na ziemi. Dlaczego? Oprócz zwiększenia liczby uczestników zreformowano również system awansów. Teraz przy systemie ligowym aż 24 zespoły awansują dalej, czyli dwie trzecie wszystkich uczestników. Niezwykle istotny jest również brak spadków na niższy poziom rozgrywkowy przez uczestników Ligi Mistrzów oraz Ligi Europy, dzięki czemu w fazie pucharowej, wcześniej często dominowanej przez spadkowiczów, teraz polskie drużyny świetnie się odnajdują. 

Dwie ścieżki rozwoju

Kiedy rok temu Jagiellonia Białystok, po pogromie dokonanym na mistrzu Litwy, zapewniła sobie grę w Lidze Konferencji, nikt w Polsce jeszcze nie przypuszczał, jak szybko i boleśnie skorzysta z tego przywileju. Bowiem już w trzeciej rundzie eliminacyjnej została ona sprowadzona na ziemię przez mistrzów Norwegii – Bodo Glimt (0:1, 1:4), a następnie w play-offach Ligi Europy równie bezlitosny okazał się Ajax Amsterdam. Klęska ta jednak została szybko w Polsce zapomniana, a to dzięki ogromnym sukcesom “Jagi” w Lidze Konferencji UEFA, gdzie dotarła aż do ćwierćfinału, czym nie tylko wybudowała sobie markę, ale przede wszystkim wspólnie z Legią Warszawa zdobyli dla Polski mnóstwo punktów do rankingu UEFA. Minął rok i choć w Polsce jesteśmy obecnie na etapie entuzjazmu, to jednak nie możemy zapominać, że na obecnego mistrza – Lecha Poznań, w trzeciej rundzie czeka najprawdopodobniej również o wiele wyżej notowany rywal – stały bywalec Ligi Mistrzów oraz mistrz Serbii Crvena Zvezda Belgrad. Zatem, choć liczymy oczywiście inaczej, Lech Poznań może podzielić losy Jagiellonii.

Niemniej gwarancję gry w Lidze Konferencji już praktycznie sobie zapewnili, a właśnie tam polskie kluby odnajdują się świetnie. Dla takiej marki jak Lech Poznań, kwestią nie powinien być sam awans dalej, ale to czy znajdą się tam w pierwszej ósemce, tak jak rok wcześniej warszawska Legia i Jaga. W podobnej sytuacji jest właśnie Legia, która oczywiście ma szansę znaleźć się w Lidze Europy, ale gdyby nie podołała tej wyboistej drodze to powtórka zeszłorocznej kampanii w Lidze Konferencji UEFA jest jak najbardziej w zasięgu, a dodatkowo mamy jeszcze wcale nie gorsze zespoły Rakowa oraz Jagiellonii, które jedynie posiadają nieco cięższą drogę eliminacyjną. W tym momencie jednak snujemy jedynie scenariusz podobny do roku poprzedniego, a przecież obecność Lecha w Lidze Mistrzów, a Legii w Lidze Europy wcale nie jest scenariuszem science fiction. W takiej sytuacji otworzy się zatem druga ścieżka rozwoju.

Slovan Bratysława (mistrz Słowacji), czy wcześniej wspomniany mistrz Serbii – Crvena Zvezda, w ubiegłorocznej kampanii zagrały w Lidze mistrzów, dzięki czemu z góry zarobili ogromne pieniądze, nieosiągalne w Lidze Konferencji. Jest w tym jednak jeden haczyk. Grając w Lidze Mistrzów, co zrozumiałe, nawet nie otarli się o fazę play-off, a Slovan Bratysława we wszystkich ośmiu kolejkach nie zgromadził ani jednego punktu. Wszystko to, przy jednoczesnym, regularnym “nabijaniu” punktów w Lidze Konferencji przez polskie zespoły przełożyło się na to, że teraz to Polska puka do pierwszej dziesiątki krajowego rankingu UEFA (obecnie 12 miejsce), a Serbia, czy Słowacja są daleko w tyle, bez perspektyw na bezpośredni awans mistrza kraju do Ligi Mistrzów w przynajmniej najbliższych dwóch sezonach. Polska zatem, mimo braku obecności na najwyższym poziomie rozgrywkowym w ostatnich latach, prawdopodobnie siłą rzeczy i tak się w niedalekiej przyszłości na nim znajdzie. 

Im wyżej, tym wyżej 

Już teraz pewne jest, że od następnego sezonu, dzięki zeszłorocznej kampanii Jagiellonii oraz Legii, a także wcześniej Lecha, czy obecności Rakowa aż w Lidze Europy, aż dwa polskie zespoły (mistrz i wicemistrz) zagrają w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, o czym na wcześniej wspomnianej Słowacji oraz Serbii, kibice mogą tylko pomarzyć. Niewykluczone, że jeżeli tegoroczni polscy potentaci powtórzą w Lidze Konferencji sukcesy z lat poprzednich, to już za dwa lata możliwa jest obecność mistrza Polski bezpośrednio w fazie ligowej Ligi Mistrzów. Jest to oczywiście również możliwe w Lidze Europy, czy Mistrzów, ale nie oszukujmy się – do tego, czyli do awansu do pierwszej dziesiątki, potrzebne będzie regularne punktowanie, a to póki co w realnym wymiarze możliwe jest tylko na najniższym szczeblu rozgrywkowym w Europie.

Dzięki sukcesom polskich klubów w Lidze Konferencji w najbliższym czasie awans do ligi mistrzów, a przynajmniej do ligi Europy przyjdzie siłą rzeczy. Jest to zupełnie inna “metoda” niż ogromne sukcesy serbskiej Czerwonej Gwiazdy oraz Slovana. Choć na chwilę obecną przynosząca mniejsze zyski, to już w najbliższych latach może się to spłacić z nawiązką, ponieważ już na ten moment szybciej zdobywamy dodatkowe miejsca w Europie, a gdy w Europie zaczną grać nie jedna, dwie, a cztery czy nawet pięć polskich drużyn oraz na każdym szczeblu znajdzie się klubowy reprezentant Polski, polska liga zacznie zyskiwać coraz bardziej, również dzięki zaostrzeniu się wewnętrznej rywalizacji. 

Koniec wstydliwych lat

Kiedy w 2016 roku cała Polska z zachwytem i z zazdrością oglądała najpierw pewny awans Legii Warszawa, a potem trzecie miejsce w arcytrudnej grupie w Lidze Mistrzów nikt nie przypuszczał, że przez najbliższe trzy sezony żaden polski klub nie zagra nawet w razie grupowej Ligi Europy, a w fazie pucharowej tych rozgrywek jak dotąd ponownie ani razu. Przez lata naszej nieobecności w europejskim futbolu w fazach grupowych znajdowały się nawet takie drużyny jak białoruski BATE Borysów, nie mówiąc o obecności w Lidze Mistrzów drużyn z południa Europy, czy też ze wschodu (regularne występy Ukraińców, czy Rosjan). Zresztą to nie jest odległa przeszłość. Jeszcze w zeszłym sezonie z zazdrością i naturalną sportową złością oglądaliśmy nie tylko mistrza Słowacji w Lidze Mistrzów, ale również aż dwa kluby rumuńskie – FCSB i CFR Cluj – w lidze Europy. Wygląda jednak na to, że te lata minęły bezpowrotnie. W końcu oglądamy coś czego jeszcze nie doświadczyliśmy po gruntownych zmianach w europejskich pucharach z roku 1992, czyli polskie zespoły w kwietniu wciąż grające w Europie. Przecież każdy z nas pamięta sezony, gdzie Ekstraklasa bez Europy pozostawała już w połowie sierpnia. Do tej pory z zazdrością patrzyliśmy również na Czechów, którzy swoich reprezentantów mają we wszystkich europejskich rozgrywkach, teraz z ulgą patrzymy, że za dwa lata osiągniemy ten sam poziom. 

Najbliższy sezon rozstrzygnie o jednym. Mianowicie o tym, czy już za dwa lata udział mistrza Polski w fazie ligowej Ligi Mistrzów będzie pewny. Zmiana oczywiście nie będzie dotyczyć tylko tej pozycji. Już od następnego sezonu o Ligę Konferencji rywalizować będzie również czwarta siła naszej Ekstraklasy. Dzięki temu zwiększy się rywalizacja w naszej lidze, ponieważ każde dodatkowe miejsce poszerzy liczbę potentatów, a silne zbrojenia i inwestycje widzimy już teraz. Do Rakowa, Lecha i Legii dołączają Jaga, Pogoń, Widzew, Cracovia, czy nawet Korona. Wszystkie te kluby po udanym oknie transferowym ostrzą sobie zęby na TOP 4, a następnie europejskie puchary. Scenariusz gdzie w Lidze Mistrzów gra Raków/Legia/Lech, ktoś z tej trójki jest również w Lidze Europy, a w Lidze Konferencji punktują dla Polski Pogoń/Jaga/Widzew jest jak najbardziej realny. Dzięki odważnym zmianom UEFY, różnorodność i rywalizacja w Europie poszły do przodu, a Polska wydaje się być tego największym beneficjentem. Zyskuje liga, a i w Europie gramy coraz lepiej i coraz dłużej. Prawidłowość, że klub, który gra w Europie również na jesień, nie mówiąc o wiośnie, zawala Ekstraklasę i nie ma szans na mistrza, musi odejść w niepamięć. A dzięki coraz większej liczbie zespołów w fazach ligowych oraz szerszych kadrach ze względu na rosnące budżety prawdopodobnie wkrótce zostanie zażegnana.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo