Druga połowa zadecydowała. Raków pewnie pokonuje Koronę
Raków Częstochowa wygrał z Koroną Kielce 2:0 i dopisuje sobie bardzo cenne 3 punkty do ligowej tabeli.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | maj 9, 2026 | Piłka nożna | 5 min czytania

Spis treści:
Po klęsce w finale Pucharu Polski Medaliki podejmowały na własnym stadionie Koroniarzy. Cel był jasny – zwycięstwo, a tym samym chociaż częściowe zmazanie plamy po blamażu z Warszawy, choć oczywiście waga obu meczów jest nieporównywalna.
Zawirowania w klubie
To, co stało się po finale w Warszawie, mogło być dość mocno zaskakujące – dzień po przegranym meczu gruchnęła wiadomość o zakończeniu współpracy z Łukaszem Tomczykiem. W jego miejsce włodarze klubu zdecydowali się postawić na Dawida Kroczka, który był w sztabie Marka Papszuna, a po jego odejściu do Legii Warszawa trener Kroczek przeniósł się do działu skautingu Rakowa, gdzie miał pomagać w ocenie potencjalnych wzmocnień.
Zadanie postawione przed następcą Łukasza Tomczyka było jasne – 4 mecze do końca sezonu i zapewnienie Rakowowi udziału w eliminacjach do europejskich pucharów w nadchodzącym sezonie. Zadanie trudne, ale na pewno niewykonalne szczególnie, znając piłkarski termin „nowej miotły”.
Ospały początek
Start tego meczu nie należał do zbytnio porywających. Piłkarze obu zespołów weszli w spotkanie bardzo zachowawczo i nikt nie kwapił się do tego, żeby mocniej przycisnąć i zaryzykować. Raków grał mocno asekuracyjnie, a z takiego obrotu spraw w pewnym momencie chciała skorzystać Korona. Strzały w światło bramki Kacpra Trelowskiego po stronie Kielczan były, ale nie stanowiły one problemu dla bramkarza Medalików. Z kolei czerwono-niebiescy w tym aspekcie mieli spory problem. Jeśli jakiś strzał po stronie Rakowa był, to kończyło się na zablokowaniu przez defensorów Korony.
Warto wspomnieć o powracającym do wyjściowego składu Adriano Amorimie, który na swojej stronie sprawiał dość duże problemy swoim oponentom, ale poza dryblingiem i kilkoma niezłymi podaniami Brazylijczyk nie stworzył realnego zagrożenia pod bramką Xaviera Dziekońskiego. Ekipa spod Jasnej Góry – kolokwialnie mówiąc – waliła głową w mur, którego nawet w minimalnym stopniu nie udawało się skruszyć w przeciągu pierwszych 45 minut. Kielczanie byli konkretniejsi i optycznie mieli delikatną przewagę, ale Medaliki – bądź co bądź – nie zawiesiły tej poprzeczki wysoko w premierowej odsłonie.
Mocne uderzenie, pełna kontrola
W przerwie spotkania w szatni Rakowa trener Dawid Kroczek musiał dość mocno trafić do swoich zawodników. Po rozpoczęciu drugiej połowy mogliśmy obserwować odmieniony zespół. Efekty przyszły bardzo szybko, bo już w 48. minucie Lamine Diaby-Fadiga kapitalnym uderzeniem z przewrotki wyprowadził czerwono-niebieskich na prowadzenie.
Można było zauważyć, że piłkarze w czerwonych trykotach o wiele mocniej pracowali w pressingu na połowie przeciwnika, co skutkowało większą ilością błędów i strat po stronie złocisto-krwistych, a tym samym Raków miał więcej okazji do konstruowania groźnych ataków. Niemniej jednak Kielczanie mieli swoją okazję do wyrównania, ale w 55. minucie w dogodnej sytuacji w piłkę nie trafił Antonín.
W futbolu niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i właśnie ta maksyma miała odzwierciedlenie w tym pojedynku. Antonín zmarnował świetną sytuację, a już dwie minuty później trybuny przy Limanowskiego 83 mogły cieszyć się ze zdobycia drugiego gola przez swoich ulubieńców. W zamieszaniu w polu karnym odnalazł się strzelec pierwszego gola, Lamine Diaby-Fadiga, który „dziubnął” futbolówkę w kierunku dobrze ustawionego Marko Bulata, a Chorwat po przyjęciu kropnął jak z armaty pod poprzeczkę bramki Xaviera Dziekońskiego i były bramkarz Rakowa musiał wyciągać po raz drugi piłkę z siatki.
Kolejny raz kibice zgromadzeni na stadionie poderwali się z miejsc w 65. minucie, a to za sprawą zmiany, której dokonał trener Medalików. Na boisku, po blisko 11 miesiącach przerwy, zameldował się Vladyslav Kochergin, którego miejscowi sympatycy powitali owacją na stojąco. Te prawie 30 minut spędzone na murawie przez Ukraińca było na bardzo duży plus. Przy dobrych wiatrach już kilka chwil po wejściu na płytę boiska środkowy pomocnik Rakowa mógł zaliczyć asystę, ale niestety po kapitalnym, prostopadłym zagraniu do Tomasza Pienki ten nie wykorzystał sytuacji w pojedynku 1 na 1 z bramkarzem gości. Kochergin próbował też sam pokonać Dziekońskiego w 86. minucie, ale w tej sytuacji również górą był młody golkiper.
Piłkę do siatki skierował również wchodzący z ławki Patryk Makuch, ale po analizie VAR sędzia Kuźma pokazał pozycję spaloną Jeana Carlosa i tym samym publiczność na L83 musiała obejść się smakiem.
Fadiga, Bulat i Adriano
To właśnie te trzy nazwiska zasługują na największe pochwały. Francuz po fantastycznym golu dołożył asystę i tym samym został niewątpliwie zawodnikiem tego spotkania. Bulat w końcu rozegrał mecz na przyzwoitym poziomie – był rozważny w rozegraniu, miał niezły przegląd pola, a strzelony przez niego gol był dobrym zwieńczeniem piątkowego wieczoru w Częstochowie. Adriano co prawda nie zaliczył żadnych liczb, ale jego rajdy z początku meczu były największym pozytywem w kontekście słabszej pierwszej części gry, a nie od dzisiaj wiadomo, że pozycje wahadłowych w Rakowie ostatnimi czasy nie należą do najsilniejszych formacji w drużynie, dlatego właśnie Brazylijczykowi ten plusik się należy i miejmy nadzieję, że to zwiastuje dobre występy tego zawodnika w następnych meczach.
Raków swój kolejny mecz rozegra już w środę z Jagiellonią Białystok w ramach zaległej, 31. kolejki PKO BP Ekstraklasy.
Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Raków – Korona. Link znajdziecie poniżej.






