startAktualnościDramat Medalików. Raków przegrywa we Florencji

Dramat Medalików. Raków przegrywa we Florencji

W pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Konferencji Europy Raków Częstochowa przegrał z Fiorentiną 2:1 po rzucie karnym w doliczonym czasie gry. 

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | mar 13, 2026 | Piłka nożna | 6 min czytania

Raków Fiorentina

Trudna rzeczywistość

To nie był najlepszy czwartkowy wieczór z europejskimi pucharami w wykonaniu polskich drużyn. Zaczęło się źle już w pierwszej sesji meczów. Lech Poznań podejmował na własnym stadionie ukraiński Szachtar Donieck. Wynik: 1:3, co i tak – z perspektywy spotkania – jest dość niskim wymiarem kary dla Kolejorza. Zawodnicy Nielsa Frederiksena nie zagrali na odpowiednim poziomie i przez większość meczu byli tłamszeni przez drużynę Ardy Turana. Bramka na 0:1 w pierwszej połowie, kolejny cios na początku drugiej odsłony i pełna kontrola spotkania. Gol kontaktowy po strzale Mikaela Ishaka mógł zrodzić nadzieję na stadionie przy ulicy Bułgarskiej, ale kilka minut później, po pięknym strzale z przewrotki, było już pozamiatane.

Florencja (nie?) da się lubić

W nowożytnej historii starć z Fiorentiną polskie drużyny mają całkiem przyjemne wspomnienia, jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. Pamiętamy, kiedy Lech Poznań w sezonie 22/23 potrafił strzelić trzy gole we Włoszech i był blisko odrobienia strat z pierwszego pucharowego meczu (porażka 1:4), czy mecz Jagiellonii, która zwyciężyła z Violą 4:2, minimalnie przegrywając rywalizację w dwumeczu. Były to cudowne chwile, które pozwalały wierzyć polskim kibicom, że niegdyś drużyna z topu Serie A jest w naszym zasięgu, niemniej jednak zawsze czegoś brakowało. W przypadku Lecha czy Jagi problemem było pierwsze spotkanie rozgrywane w Polsce i w obu przypadkach były to wysokie porażki. Tym razem sprawa miała się nieco inaczej, bo to Fiorentina była gospodarzem premierowego starcia w dwumeczu z Rakowem.

Pomysł był, gorzej z wykonaniem

Początek spotkania Rakowa z Violą wyglądał obiecująco. Podopieczni Łukasza Tomczyka bardzo odważnie ruszyli na swojego przeciwnika. Raków doskakiwał, był agresywny w odbiorze, wywierał presję i świetnie operował piłką. Taka postawa pozwoliła zagrozić bramce Violi już w 2. minucie, kiedy to Medaliki – a dokładnie Tomasz Pieńko – oddały pierwszy strzał na bramkę Christensena. 

Niestety paliwa w baku wystarczyło na około 10 minut. Fiorentina wytrzymała początkowy napór czerwono-niebieskich i z minuty na minutę przejmowała kontrolę w meczu. Co prawda ta rosnąca przewaga zawodników Paolo Vanolego była widoczna, ale potencjalnie nie przekładała się na zagrożenie bramki Oliwiera Zycha, choć w 28. minucie było bardzo niebezpiecznie po tym, jak Tomasz Pieńko dał się ograć Parisiemu jak junior i tylko pomyłka przy strzale Fazziniego uchroniła Raków przed utratą gola. Warto zwrócić uwagę na zachowanie wahadłowego Medalików, który po wkręceniu w murawę przez swojego oponenta totalnie nie miał ochoty na odzyskanie piłki. Na dobrą sprawę Pieńko, poza swoim celnym strzałem z 2. minuty, rozegrał koszmarne zawody. Można zatem postawić zasadne pytanie – jak bardzo musiał podpaść Adriano Amorim trenerowi Tomczykowi, że ten nie stawia na Brazylijczyka?

Dwie minuty radości

Choć to Włosi przeważali i wszystko wskazywało na to, że prędzej czy później obejmą prowadzenie w meczu, tak w 60. minucie sympatycy Rakowa, którzy dotarli na Stadio Artemio Franchi, mogli świętować zdobycie gola. Racovițan zagrał długie podanie z koła środkowego w kierunku Patryka Makucha, ten zgrał futbolówkę głową do Jonatana Brunesa i Norweg, łapiąc Christensena na wykroku, wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Akcja z niczego, ale jakże ważna i zakończona golem. Znów polski zespół pokazał pazur we Florencji, mimo że przez godzinę gry był drużyną słabszą.

Niestety radość w szeregach Medalików nie trwała długo, bo zaledwie dwie minuty później kapitalnym strzałem z woleja popisał się Ndour, który nie dał żadnych szans na skuteczną interwencję Oliwierowi Zychowi. 

Mimo ciągłej przewagi Fiorentiny Raków bronił się dzielnie, ale brakowało tego ryzyka. Brakowało zawodnika, który spróbuje popchnąć grę do przodu swoim indywidualnym błyskiem. Zazwyczaj akcje Medalików były statyczne, bez elementu przyspieszenia i próby zaskoczenia rywala. Co jak co, ale na tym poziomie takie indywidua są wręcz wymagane. Jedynie po wejściu na boisko Lamine’a Diabiego-Fadigi można było zobaczyć chęć szarpnięcia grą ze strony Francuza, ale nie było to na tyle skuteczne, żeby przyniosło jakiekolwiek korzyści. 

Kiedy spotkanie zbliżało się ku końcowi i wydawało się, że Raków wywiezie cenny remis z Florencji, Michael Ameyaw został nastrzelony w rękę w polu karnym, a sędzia podyktował jedenastkę, którą na gola zamienił Albert Guðmundsson. Czy Ameyaw mógł uniknąć tego błędu? Zdecydowanie tak. Bardzo wysoko uniesione ręce dwukrotnego reprezentanta Polski w polu karnym i sędzia Georgi Kabakov nie mógł podjąć innej decyzji niż rzut karny.

Z perspektywy spotkania Viola zdecydowanie zasłużyła na to zwycięstwo. Futbol już nie takie historie widział, gdzie słabszy zespół osiągał lepszy wynik, niż wskazywała na to gra, ale tym razem futbolowi bogowie byli bezlitośni dla graczy Rakowa.

Bogdan Racovițan – Super Hero

Stoper Medalików popełnił jeden duży błąd, po którym Piccoli stanął oko w oko z Oliwierem Zychem, ale jednak po tej sytuacji piłka wylądowała na poprzeczce i skończyło się tylko na strachu. Mimo wszystko trener Tomczyk powinien postawić Rumunowi dużą pizzę za czwartkowy występ. Racovițan był najlepszym zawodnikiem w ekipie spod Jasnej Góry. To, ile razy ratował swoich kolegów z opresji, jest wręcz ciężkie do zliczenia na palcach obu dłoni. Wybloki, odbiory, asekuracja, czy uzupełnianie pozycji – Bogdan był wszędzie i za to spotkanie otrzymuje najwyższą możliwą notę z delikatnym minusikiem za błąd wspomniany wyżej. Ogromna szkoda, że nie udało się dowieźć tego remisu, bo ten występ Racovițana przy wyniku 1:1 miałby jeszcze lepszy wydźwięk. 

Już w niedzielę, w ramach 25. kolejki PKO BP Ekstraklasy, Medaliki pojadą do Zabrza, gdzie zmierzą się z Górnikiem. 

Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Fiorentina – Raków. Link znajdziecie poniżej.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo