startBlogDerby kujawsko-pomorskiego dla Torunia. Niesamowite ściganie w Grudziądzu

Derby kujawsko-pomorskiego dla Torunia. Niesamowite ściganie w Grudziądzu

GKM komplikuje swoją sytuację w walce o play-offy.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | cze 22, 2025 | Żużel | 4 min czytania

W drugim niedzielnym spotkaniu żużlowej PGE Ekstraligi Bayersystem GKM Grudziądz podejmował w derbach kujawsko-pomorskiego Pres Grupę Deweloperską Toruń. Gospodarze ulegli na własnym torze 44:46.

Mocny początek z obu stron

Już od pierwszego biegu mogliśmy być pewni jednego – w Grudziądzu będzie ściganie na najwyższym poziomie. Będą mijanki, będzie prędkość – wszystko, czego kibice czarnego sportu chcą doświadczyć podczas zawodów. Gospodarze zaczęli najmocniej, jak tylko się da – podwójne zwycięstwo Fricka i Miśkowiaka, chociaż pod sam koniec Patryk Dudek praktycznie dopadł „Miśka”.

Warunki pogodowe też odegrały swoją rolę już na samym początku meczu, gdy w biegu młodzieżowym taśma startowa nierówno poszła w górę i bieg musiał zostać powtórzony. W powtórce Kevin Małkiewicz upadł na pierwszym łuku i został wykluczony. Za trzecim razem udało się już dojechać do mety, a goście odrobili straty z pierwszego biegu. Obie ekipy nie chciały się zatrzymywać i każdy jechał do końca na maksymalnych obrotach, jednak to torunianie byli górą w pierwszej serii startów.

Toruń nie zwalnia, Fricke nie odstaje

W drugiej serii mieliśmy dwa na trzy biegi powtórzone. Raz Jan Kvěch upadł na tor bez kontaktu i został wykluczony, natomiast w następnej gonitwie Robert Lambert „podpuścił” pod taśmą Michaela Jepsena Jensena i Duńczyk wjechał w taśmę. Przewaga torunian wzrosła o kolejne dwa punkty.

Goście byli kapitalnie przygotowani na różne scenariusze i nie pozwalali na wiele grudziądzanom. Powoli przyjezdni przechylali szalę zwycięstwa na swoją stronę. GKM jednak miał swojego asa – Max Fricke był najszybszy i nikt nie był w stanie go złapać – ani na starcie, ani na dystansie.

Remisowa odsłona

Po świetnej pierwszej połowie derbów zawodnicy obu ekip lekko zeszli z tonu. Mniej mijanek, minimalne przetasowania i względnie niskie emocje w trzeciej odsłonie tego meczu. Co było najciekawsze? Pokaz pirotechniczny ze strony kibiców.

Warto odnotować, że po tragicznym początku Micheal Jepsen Jensen w końcu się obudził i wygrał swój bieg. Nie można było być pewnym, czy to przeciwnicy byli gorzej dysponowani, czy zawodnik GKM-u był w formie, ale nie miał wcześniej jak rozwinąć skrzydeł.

Galaktyczny Jepsen Jensen

Zero i taśma? Na Jepsena Jensena zadziałało to jak płachta na byka. Przed biegami nominowanymi to Duńczyk rozdawał karty. Raz – z rezerwy taktycznej za trójkę, dwa – bieg po biegu, po piekielnie dobrym wyścigu na dystansie pokonał Emila Sajfutdinowa, nie pozostawiając Rosjaninowi żadnych złudzeń. Gdyby nie te dwie wpadki z początku meczu, prawdopodobnie to GKM mógłby być w uprzywilejowanej pozycji na ostatniej prostej.

Oprócz fajerwerków w wykonaniu Duńczyka na torze, niestety byliśmy również świadkami skrajnej głupoty i nieodpowiedzialności ze strony kibiców z Torunia – jeden z nich rzucił petardą hukową w stronę sędziego wirażowego, który musiał udać się do medyków. Na szczęście skończyło się tylko na strachu. Gospodarze odrobili straty i przed finałowymi odsłonami przewaga torunian stopniała do dwóch „oczek” – 38:40.

Emocje do ostatniego biegu

Ależ to była niesamowita walka! Na stadionie w Grudziądzu czekaliśmy na rozstrzygnięcie do samego końca. W 14. biegu Mikkel Michelsen pokazał speedway najwyższych lotów. Szybko uporał się z Vadimem Tarasienką, a następnie konsekwentnie dobierał się do skóry Jaimona Lindseya i wyszarpał indywidualne zwycięstwo oraz drużynowy remis, który pozwolił bardzo zbliżyć się do wygranej w całym meczu.

Ostatnia gonitwa była pełna emocji, głównie za sprawą Maxa Fricke’a, który najpierw rozdzielił parę toruńską, a na sam koniec wyprzedził Emila Sajfutdinowa. Niestety dla grudziądzan Michael Jepsen Jensen odnotował kolejne zero i to torunianie cieszyli się ze zwycięstwa w derbach Kujawsko-Pomorskiego.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo