startAktualnościCzęstochowski zespół The Heartbeat w KULTURZE NA WYLOT

Częstochowski zespół The Heartbeat w KULTURZE NA WYLOT

Zespół The Heartbeat wystąpił w programie KULTURA NA WYLOT, prowadzonym przez Artura Kitę.

Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | sie 10, 2025 | Częstochowa | 9 min czytania

Częstochowski zespół “The Heartbeat” w KULTURZE NA WYLOT

Bluesowy częstochowski zespół The Heartbeat założony trzy lata temu jest tworzony przez Andrzeja Tarnopolskiego, Przemysława Binka, Grzegorza Sitka, Mariusza Dobosza oraz Sławomira Ziębacza. Cała piątka niedawno, w trzecią rocznicę powstania zespołu, była gośćmi naszego programu KULTURA NA WYLOT. Jaka jest historia powstania zespołu i jakie ciekawostki za sobą kryje?

Powstanie zespołu

„No cóż, początki… Jak skończyłem swoją pracę zawodową i siedziałem na tarasie na wsi w swoim domu, to nagle niespodziewanie zadzwonił, a potem do mnie przyjechał Mariusz, z którym znałem się wcześniej i próbowaliśmy robić jakieś projekty muzyczne – chyba z 10, 15 lat temu. Czy mam trochę wolnego, bo jest jakiś taki pomysł, żeby założyć kapele? Ja mówię – no pewnie, że mam. No właśnie akurat nie mam co robić – no i tak w ten sposób się spotkaliśmy i zaczęliśmy coś próbować. Różnie to bywało na początku. Nie było jakiegoś jasnego pomysłu na początku i to mnie martwiło, co my mamy grać. Jak próbowaliśmy na elektrykach, tak jakoś to różnie wychodziło, nie zawsze ciekawie” – mówił Andrzej Tarnopolski, wcześniej pracownik uniwersytetu, dla którego muzyka była zwykłą pasją.

„Pierwsze kompozycje napisałem jakoś 20 lat temu, ale nie bardzo miałem okazje je pokazać i wykonywać. Zwłaszcza, że jak muzykowałem wcześniej, to z takimi chłopakami, którzy próbowali grać komercyjną muzykę na weselach. Więc ich interesowały takie rzeczy do tańca, nie takie plusowe kawałki. Także pisałem, ale to wszystko lądowało w szufladzie albo grałem sobie samemu” – kontynuował współzałożyciel zespołu. Ze swojej perspektywy Mariusz Dobosz dodał, że najpierw spotkał się ze Sławomirem Ziębaczem w Częstochowskiej restauracji „Klimaty”, a następnie był właśnie telefon do Andrzeja Tarnopolskiego. Tak rodził się zespół założony przez wspomnianą trójkę.

„Skład się trochę zmienił, ale w tym składzie, w którym gramy obecnie od około dwóch lat, wcześniej grał z nami jeszcze inny muzyk na perkusji. Później pojawił się Grześ, no i w tym składzie gramy aktualnie do dziś” – dodał pytany o skład zespołu Mariusz Dobosz.

„Do mnie zadzwonił Sławek, z którym się znałem wcześniej, z innego projektu i przesłał pliki z nagraniami. Oczywiście odsłuchałem, przyjechałem na próbę i od razu mi się spodobało. To tak jakoś wyszło, że zaraz po powstaniu zespołu, po dwóch, trzech miesiącach dołączyłem do was. No i już zostałem. Bardzo fajnie, bo ta muzyka akurat mi się od razu spodobała, bardzo mocno weszła mi do serca i jestem zadowolony” – uzupełnił Przemysław Binek.

Przygody z muzyką

„Ja miałem długą przerwę. Jak dołączyłem tutaj do chłopaków, to nie grałem na instrumencie paręnaście lat. Grałem będąc w liceum, a później na początku studiów, ale wiele lat instrument był totalnie zarzucony. I właśnie przez znajomość z Andrzejem, z którym pracowaliśmy na jednej uczelni, jak chłopaki już troszeczkę rozhulali działalność, to Andrzej powiedział, żebym przyszedł na próbę spróbować, jak to będzie wyglądało. Przyszedłem i tak już zostałem. Po pierwszej próbie zasadniczo poczuliśmy, że to jest to” – tak swoje przygody z muzyką przedstawił Grzegorz Sitek.

„Też miałem długą przerwę. Grałem w liceum, a później nastąpiła ta przerwa, kiedy nie muzykowałem z różnych powodów. Zaczynałem w latach 80, jak w Częstochowie powstawały takie zespoły jak Pierwsza Opozycja, później T- Love. Pierwszy duży koncert zorganizowaliśmy z Muńkiem Staszczykiem w Domu Kultury Strada, gdzie wystąpiły cztery zespoły, w tym mój zespół Akt Zgonu. To była pierwsza styczność muzyki z odbiorcą. Poczułem, jak to jest stanąć na scenie i zagrać. Natomiast mijały lata i zacząłem żyć inaczej. Teraz po 30 latach wróciłem, odkupiłem sobie gitarę i próbuję. Zresztą było to spowodowane tym, że zacząłem organizować koncerty w Klimatach. Zacząłem zapraszać zespoły, na których się wychowałem. To mnie motywowało do tego, żeby kupić gitarę i tak zacząłem sobie muzykować. Później spotkałem Przemka, Piotrka, dość długo graliśmy w jednym zespole. Tak to się rozkręcało, powolutku. W pewnym momencie spotkałem Andrzeja, spotkałem Mariusza, przypomniałem sobie o Przemku, spotkałem Grzesia. Andrzej przedstawił nam swoją twórczość. Zobaczyliśmy, że nam się to podoba, a przede wszystkim zaczęli przychodzić ludzie. Po pierwszym koncercie w Klimatach, kiedy wychodziłem, słyszałem, że ludzie nucą refren. Wedy sobie pomyślałem – uuu mocne” – mówił z kolei Sławomir Ziębacz.

„Niektóre rzeczy miałem już napisane. Las Vegas na przykład to jest kawałek, który napisałem 15 lat temu. A kawałek, który nagraliśmy jako pierwszy, ja napisałem na studiach, jeszcze w Krakowie. Pracowałem na uniwersytecie, w radiu uniwersyteckim. Alma Radio wypuściło wielu znanych dziennikarzy. Chyba był taki pomysł w życiu moim, żeby w tym radiu pracować, ale jakoś nie mogłem się w Krakowie zaczepić po studiach. Politechnika w Częstochowie proponowała mi mieszkanie i pracę, więc się przeprowadziłem do Częstochowy i bardzo fajnie, że tak zrobiłem. Pół roku później moi koledzy, przyjaciele z Alma Radio, założyli RMF. Wielu z nich pracuje w RMF-ie do teraz. Takto chyba bym został w RMF-ie i nie wiem, czy to byłby dobry pomysł” – tak swoje przygody opisała twarz zespołu, Andrzej Tarnopolski.

„Był taki projekt wymyślony dla młodzieży przez nauczycieli. Pewnego roku w pierwszy dzień wiosny wystąpiliśmy przed młodzieżą z kilkoma znanymi coverami. Zespół tworzyli praktycznie sami nauczyciele. Wpadło to fajnie wszystkim w pamięć. Bawiliśmy się świetnie tym, bardzo miło wspominam ten czas” – mówił Mariusz Dobosz o tym, jak grał w liceum Sienkiewicza.

„Gdy miałem 14 lat kupiłem pierwszą gitarę i to było raczej granie ogniskowe. Jestem też samoukiem. Dopiero z projektem Cacanomania zacząłem tak na poważniej grać z chłopakami. Tak to zostało. Jest to realizowanie swojej pasji, także mnie to podtrzymuje na duchu, sprawia ogromną radość i cieszę się z tego, że mogę coś takiego robić” – dodał ze swojej strony Przemysław Binek.

Koncerty i otoczka

Zespół swoje koncerty zazwyczaj rozgrywa w pubach, restauracjach, gdzie przyciąga niemałe liczby ludzi. Bardzo często śledząc The Heartbeat można spotkać się z napisem sold out na wiele dni przed koncertem. Jak zatem wygląda sprawa z rozgrywaniem ich w Częstochowie i okolicach? „To nie jest prosta sprawa, natomiast my traktujemy nasze granie jako robienie dla siebie i dla innych przyjemności, więc nie zabiegamy w tym specjalnie. Nie mamy menedżera, nie zabiegamy o to, żeby grać często, dużo i wszędzie. W zeszłym roku faktycznie zmierzyliśmy się z innymi zespołami, bo koncert w klubach, czy na jakiś imprezach tego nie daje, natomiast pojechaliśmy na trzy festiwale bluesowe, gdzie mogliśmy porównać się na tle innych. To nam jak gdyby ukierunkowało działanie, że widzimy, gdzie jesteśmy, czy jesteśmy zauważeni, skrytykowani, czy pochwaleni. To są ważne informacje zwrotne, które do nas dotarły i to na pewno zadziałało tak, że jesteśmy tutaj dzisiaj i szykujemy się na kolejny koncert” – mówił Sławomir Ziębacz.

„Natomiast  jeżeli chodzi o rynek, o miejsce, o Częstochowę i okolice, jeśli mówimy o koncertowych miejscach, zmieniło się to na lepsze – zdecydowanie. W moim odczuciu, jeżeli ktoś chce występować i zagrać w Częstochowie, to zagra. Nie jest tak, że trzeba spełniać specjalne warunki, bądź mieć jakieś polecenia. Zgłaszamy się, prosimy. Mamy przyjaciela Pawła, który prowadzi Klimaty i to jest takie miejsce w tym momencie, które on super wypromował i to działa. Poza tym jest kilka innych miejsc, które nas zapraszają i nie odmawiają. My też dostosowujemy się do tego. W zeszłym roku braliśmy udział też w kilku miejskich imprezach. Graliśmy na starym rynku i podsumowując uważam, że jak ktoś chce to znajdzie. To nie jest tak, że rynek jest słaby, zamknięty i nie ma co robić, bo są miejsca, a pamiętam 10 lat temu nie było” – tak sprawę przedstawił Sławomir Ziębacz.

„My przecież jesteśmy kapelą amatorską. Tak więc nie możemy tak działać jak zawodowcy, którzy występują systematycznie co tydzień. Chłopaki mają swoją pracę przecież. Więc uważam, że ta częstotliwość naszych występów jest dobra i wystarczająca jak dla nas. Tak, żeby nas specjalnie nie obciążyło, a żeby fani o nas nie zapomnieli” – dodał Andrzej Tarnopolski.

Aby zapoznać się z większą liczbą faktów i realiów na temat The Heartbeat zachęcamy do zapoznania się z całą rozmową z członkami zespołu, przeprowadzoną przez Artura Kitę. W materiale dostępne są także klimatyczne kawałki zagrane na żywo przez zespół. Materiał znajduje się poniżej.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo