Brunes położył Gdańszczan na kolana. Gol w doliczonym czasie gry na wagę 3 punktów
Raków Częstochowa na wyjeździe zmierzył się z Lechią Gdańsk. Pomimo, że był to mecz przyjaźni to emocji nie brakowało do samego końca. W doliczonym czasie gry Jonatan Brunes dał zwycięstwo czerwono-niebieskim.
Wysłane przez Mateusz Majda | kwi 25, 2026 | Piłka nożna | 5 min czytania

Spis treści:
W ramach 30. kolejki PKO BP Ekstraklasy, Raków Częstochowa wybrał się do Gdańska. Mecz ten był ostatnim sprawdzianem przed starciem z Górnikiem Zabrze w STS Pucharze Polski. Podopieczni Łukasza Tomczyka dobrze weszli w to spotkanie. Początek wyglądał jakby starali się odczarować obraz, który pozostawili po pierwszych 40 minutach w pojedynku z Cracovią. Pomimo nieustającego pressingu i częstego odbioru piłki na połowie gospodarzy, czar szybko prysł. Piłkarze Rakowa na chwilę stanęli, czego efektem była spóźniona reakcja Oskara Repki. Pomocnik Medalików, chcąc przechwycić futbolówkę, zahaczył o nogę Kacpra Sezonienko, co przyczyniło się do podyktowania jedenastki przez arbitra. Do rzutu karnego przystąpił Tomas Bobcek, który pewnie wpakował piłkę do siatki. Słowak tym samym strzelił swoją 16. bramkę, zrównując się z liderem klasyfikacji strzelców, Karolem Czubakiem.
Szybka rehabilitacja Oskara Repki
Częstochowianie po stracie bramki starali się szybko odpowiedzieć. Prostopadłe podania oraz próby strzałów na bramkę zaowocowały zdobyciem gola. W 19. minucie spotkania piłkę do siatki skierował ten sam, który sprokurował rzut karny dla rywala – Oskar Repka. Pomocnik czerwono-niebieskich uderzył piłkę z 14. metra, która po drodze odbiła się jeszcze od nogi Mateja Rodina, byłego obrońcy Medalików. W tej akcji warto pochwalić Pawła Dawidowicza, od którego to wszystko się zaczęło. Były reprezentant Polski, zagrał idealną piłkę niczym Toni Kroos, która minęła linię obrony Lechii Gdańsk, trafiając pod nogi Patryka Makucha.
Pomimo, że Raków miał przewagę to nie potrafił jej wykorzystać. Przebojowe akcje Patryka Makucha często kończyły się bezpłciowymi podaniami oraz strzałami z armaty, taki jak to miał miejsce podczas uderzenia Jeana Carlosa. Piłkarz Medalików posłał piłkę w kosmos, co chwilę później odtworzył Kacper Sezonienko, marnując 100-procentową okazję. Przed przerwą akcje swoje miał również Camilo Mena, aczkolwiek na posterunku bacznie czuwał Oliwier Zych. Pierwsza część spotkania zakończyła się wynikiem 1:1.
Zmiana stron i natychmiastowy reset fabryczny Rakowa
Na starcie drugiej odsłony spotkania, Łukasz Tomczyk zdecydował się na delikatne roszady. W miejsce młodego Isaka Brusberga postanowił wpuścić Tomasza Pieńko, który to zaraz po wejściu na boisko zagroził bramce rywala.
Strzał ten jednak na długi okres okazał się ostatnim, ponieważ piłkarze Rakowa szybko dokonali resetu fabrycznego i oddali inicjatywę Lechii Gdańsk. Gospodarze stopniowo zbliżali się do bramki Oliwiera Zycha, a kibice zgromadzeni na Polsat Plus Arenie Gdańsk byli świadkami licznych rzutów wolnych, po których to Lechiści stwarzali sobie dogodne sytuacje pod bramką Rakowa. Na szczęście Medalików, rywale byli nieskuteczni i w większości sytuacji pudłowali. Najgroźniejszy był kiks Bobcka oraz zablokowany strzał Sezonienki przez Oliwiera Zycha. Pod polem karnym czerwono-niebieskich często pojawiał się Matej Rodin, który czyhał na możliwość oddania strzału z głowy.
Jonatan Brunes powalił rywali na kolana
Ostatni kwadrans spotkania był pełen emocji. W 84. minucie bramkę dla Rakowa Częstochowa zdobył Adriano Amorim. Radość kibiców z Częstochowy nie potrwała jednak za długo. Brazylijczyk podczas wstawania z ziemi przypadkowo dotknął piłkę ręką, przez co gol nie został uznany. Chwilę później podobna sytuacja miała miejsce pod bramką Rakowa. Były zawodnik czerwono-niebieskich, Matej Rodin umieścił piłkę w siatce, aczkolwiek i tutaj gol nie został zdobyty, bo piłkarz był na spalonym.
Kiedy wszystko wskazywało, że mecz zakończy się remisem, rzut rożny wywalczył Ivi Lopez. Po centrze Hiszpana piłka spadła pod nogi Ojo. Strzał Nigeryjczyka został zablokowany, lecz Jonatan Brunes znalazł się tam gdzie powinien i dobił futbolówkę do siatki. Gol ten wywołał ogromną euforię wśród podopiecznych Łukasza Tomczyka i dał nadzieję na dalszą walkę o najwyższe miejsca W PKO BP Ekstraklasie. Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla częstochowian i był swoistym testem przed starciem z Górnikiem Zabrze w finale STS Pucharu Polski.
- „Wierzę, że tak działa proces. Ja się też adoptuję, staram się rozwijać jako trener. Myślę, że zespół trochę zrozumiał, o co mi chodzi. Jeżeli pracujesz nad stałymi fragmentami gry, nad fazami przejścia, nad obroną niską, wysokim pressingiem, nad atakiem pozycyjnym i systematycznie to robisz, to gdzieś na końcu to się wyrówna. Jeśli nie ma tego procesu, nie ma się czego złapać” – mówił na pomeczowej konferencji trener Łukasz Tomczyk, dla którego było to pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w PKO BP Ekstraklasie.
- „Ja myślę, że tutaj trenerowi Tomczykowi było ciężko rozpocząć pracę. To był ciężki orzech do zgryzienia. Drużyna po Marku Papszunie? To nie jest prosta rzecz – podjąć to. Przed Rakowem jest dużo do zrobienia, ale podbudowali się wszyscy” – komentował w naszym studiu pomeczowym fotograf z Częstochowy – Grzegorz Misiak.
Zapraszamy do obejrzenia naszego studia pomeczowego, poniżej.






