Smutne zakończenie roku w Częstochowie. Raków przegrywa z Zagłębiem
W zaległym meczu 4. kolejki PKO BP Ekstraklasy Raków Częstochowa przegrał z Zagłębiem Lubin 0:1 w ostatnim spotkaniu przy Limanowskiego 83 w 2025 roku.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | gru 15, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Spis treści:
Żywiołowy start
W niedzielne popołudnie w Częstochowie można było odczuć dreszczyk prawdziwych emocji. Wszystko za sprawą ostatniego domowego spotkania w 2025 roku w wykonaniu Medalików, jak i „last dance” Marka Papszuna przed częstochowską publicznością, zanim trener przeniesie się do Legii Warszawa. Kibice zgromadzeni na stadionie czekali na podtrzymanie tej świetnej serii zwycięstw w wykonaniu czerwono-niebieskich, a co za tym idzie – przezimowanie na pozycji lidera PKO BP Ekstraklasy.
Raków zaczął dość energicznie. Medaliki od pierwszej minuty kontrolowały wydarzenia na boisku, spychając Miedziowych do głębokiej defensywy. Co prawda, jak to już czasem bywa po stronie podopiecznych Marka Papszuna, nie wynikało z tego zbyt wiele. Swoje okazje mieli Adriano Amorim, czy Marko Bulat, ale nie były one na tyle groźne, by pisać o niewykorzystanych stuprocentowych sytuacjach.
Paliwa i tak nie starczyło na długo, ponieważ przewaga Rakowa, w której mogliśmy oglądać jakiekolwiek akcje ofensywne, była widoczna przez około 10 minut. W 11. minucie Oliwier Zych mógł mówić o furze szczęścia, kiedy po strzale głową Marcela Reguły Bogdan Racovitan wybił piłkę praktycznie z linii bramkowej.
Nuda i głupota Amorima
Przez większą część pierwszej połowy nie działo się absolutnie nic. Sporo walki w środku pola, faule, przerywanie gry i dyskusje z sędzią Raczkowskim – ten opis najlepiej obrazuje to, co długimi fragmentami działo się na zondacrypto Arenie w Częstochowie.
Jednak wszechświat rządzi się swoimi prawami i futbolowi bogowie zadbali o to, aby kibice zgromadzeni na stadionie, jak i przed telewizorami, nie usnęli z nudów po niedzielnym obiedzie. W 35. minucie wahadłowy Rakowa, Adriano Amorim, nie wytrzymał ciśnienia i bezmyślnie sfaulował Igora Orlikowskiego, uderzając go łokciem w twarz. Po konsultacji z VAR-em Paweł Raczkowski wyrzucił Brazylijczyka z boiska i Raków kończył mecz w dziesiątkę.
W przerwie meczu faulowany Orlikowski powiedział w wywiadzie dla Canal+, że widział po Amorimie, iż wahadłowy Medalików nie trzyma nerwów na wodzy i delikatnie próbował go prowokować, co w konsekwencji skończyło się wyrzuceniem zawodnika z boiska.
Druga połowa imienia flaków z olejem
Można zaryzykować stwierdzenie, że druga połowa meczu Raków – Zagłębie jest jednym z głównych kandydatów do najnudniejszej drugiej połowy tej rundy w PKO Ekstraklasie. Nieśmiałe Zagłębie, grające w przewadze, próbowało cokolwiek postraszyć – głównie za sprawą Kajetana Szmyta, który robił spory ruch na swojej stronie boiska – ale było to zdecydowanie za mało.
Z drugiej strony Raków, który przy piłce wyglądał lepiej od swojego przeciwnika, jednak gra w osłabieniu była dość mocno odczuwalna. W pierwszej części meczu jeszcze było widać pomysł w początkowej fazie spotkania, natomiast po zmianie stron zawodnicy w czerwono-niebieskich strojach nie mieli totalnie koncepcji na choćby dojście do groźnej sytuacji strzeleckiej.
Mimo tej bylejakości w wykonaniu obu zespołów, to Zagłębie w pewnym momencie jednym zagraniem sprawiło, że w Częstochowie wszyscy się obudzili. Jakub Kolan zagrał długie podanie w kierunku Jakuba Sypka, który zameldował się na boisku dosłownie trzy minuty wcześniej. Skrzydłowy prostym balansem ciała zwiódł Stratosa Svarnasa i oddał płaski, precyzyjny strzał po długim rogu bramki Oliwiera Zycha, pokonując tym samym golkipera gospodarzy.
W końcówce spotkania na 0:2 mógł podwyższyć Michał Nalepa (również wprowadzony z ławki), ale Zych kapitalnie interweniował.
Imad Rondić to nieporozumienie
W 76. minucie Marek Papszun zdecydował się na zmianę – w miejsce dobrze dysponowanego Patryka Makucha na boisku pojawił się Imad Rondić. „Napastnik” (celowo w cudzysłowie) Rakowa w założeniach taktycznych prawdopodobnie miał się rozpychać, utrzymywać przy piłce, wygrywać górne pojedynki i robić miejsce kolegom. Imad w niespełna 30 minut pobytu na boisku wygrał JEDEN pojedynek w powietrzu, hurtowo tracił piłkę, a wisienką na torcie – czy jak niektórzy wolą: truskawką – były jego faule w ofensywie. Swoim zachowaniem na placu gry nie wniósł absolutnie nic, zresztą nie pierwszy raz podczas swojego pobytu w Częstochowie.
Apeluję do osób decyzyjnych w Rakowie – jeśli jest taka możliwość, to może warto zastanowić się nad skróceniem tego absurdalnie fatalnego wypożyczenia?
W ostatnim meczu tego roku Raków wybierze się na Cypr już w najbliższy czwartek, gdzie rozegra ostatnie spotkanie fazy ligowej Ligi Konferencji UEFA z Omonią Nikozja.
Zapraszamy do obejrzenia naszego urodzinowego programu pomeczowego, który znajduje się poniżej.




