startBlogZima na pozycji lidera? Raków Częstochowa vs. Zagłębie Lubin [ZAPOWIEDŹ]

Zima na pozycji lidera? Raków Częstochowa vs. Zagłębie Lubin [ZAPOWIEDŹ]

W zaległym meczu z 4. kolejki PKO BP Ekstraklasy Raków Częstochowa podejmie na swoim stadionie KGHM Zagłębie Lubin. Pod kilkoma względami niedzielny mecz jest wyjątkowy.

Wysłane przez Bartłomiej Zug | gru 14, 2025 | Piłka nożna | 7 min czytania

Prosta matematyka

Teoretycznie wszystko jest raczej jasne. Raków Częstochowa, który aktualnie jest na trzecim miejscu w ligowej tabeli, jest zdecydowanym faworytem starcia z Miedziowymi. Forma sportowa Medalików w ostatnich meczach jest wyraźnie wysoka. Drużyna z Częstochowy od początku listopada przegrała tylko raz – 1:3 z Piastem Gliwice. Ostatnie pięć spotkań, licząc wszystkie rozgrywki (ligę, Puchar Polski i UEFA Conference League) to jednak pięć zwycięstw ekipy Marka Papszuna. W tych starciach drużyna spod Jasnej Góry wyglądała różnie. Raz dominowała i gromiła rywali – Rapid Wiedeń i Arkę Gdynia, a innym razem dość mozolnie, ale skutecznie osiągała minimalne zwycięstwo – np. z GKSem Katowice, czy HŠK Zrinjskim Mostar.

Zagłębie Lubin zajmuje obecnie ósmą pozycję w PKO Ekstraklasie i ma tylko cztery punkty mniej od częstochowian. Miedziowi grają jednak ze „zmiennym szczęściem”. W ostatnim meczu w Lubinie rzutem na taśmę wygrali z Widzewem Łódź 2:1, zremisowali na własnym stadionie z Jagiellonią Białystok 0:0 i dotkliwie przegrali w Szczecinie z Pogonią 5:1. Interesujący jest na pewno fakt, że Zagłębie jest w tej rundzie niepokonane na swoim stadionie, a z drugiej strony słabo punktuje na wyjeździe (ostatnie takie zwycięstwo odniosło w połowie września). Tym razem przyjedzie na „obiekt sportowy przy pętli tramwajowej” (słowa niektórych kibiców) w Częstochowie, czyli na zondacrypto Arenę.

Za Rakowem przemawia również historia bezpośrednich starć. 21 to liczba oficjalnych meczów między oboma klubami. W dziesięciu zwyciężała drużyna z Częstochowy, w czterech padł remis, a siedmiokrotnie z wygranej cieszyli się gracze Zagłębia. W poprzednim sezonie Medaliki wygrały z Miedziowymi przy ul. Limanowskiego aż 5:1. Z kolei w rewanżu w Lubinie Jonatan Brunes i Patryk Makuch ustalili wynik rywalizacji na 2:0 dla Rakowa.

Sprawdzamy obecność

W Rakowie Częstochowa „przewodniczącym” grupy jest w tej chwili jeden Norweg. Kluczową rolę w drużynie odgrywa wspomniany już Jonatan Braut Brunes. W polskiej lidze od początku sezonu strzelił już dziewięć bramek. Do tego dołożył cztery w Conference League (z kwalifikacjami włącznie) i trzy w STS Pucharze Polski. W tym momencie trudno wyobrazić sobie ofensywę Medalików bez Brunesa. Na szczęście Raków ma go do dyspozycji, także w meczu z Zagłębiem. W kategorii pewnych niedogodności można natomiast spojrzeć na zawieszenie (za sprawą żółtych kartek) Apostolosa Konstantopoulosa. Marek Papszun nie będzie mógł skorzystać w tym meczu z Greka, a co za tym idzie w drużynie nie ma żadnego dodatkowego rezerwowego obrońcy. Jeśli będzie taka konieczność to z pewnością te rolę wypełni, sprawdzony już na tej pozycji, Péter Baráth. Do pozostałych długich nieobecności i „zwolnień z zajęć sportowych” z powodu kontuzji (m.in. Arsenic, Kochergin, Otieno) wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić.

Zagłębie Lubin ma przed meczem w Częstochowie nie lada wyzwanie. Gdyby ktoś sprawdzał listę piłkarzy do dyspozycji trenera Leszka Ojrzyńskiego, to przede wszystkim przy osobie Leonardo Rochy usłyszałby głośne: NIE MA! Najskuteczniejszy napastnik Miedziowych strzelił łącznie osiem goli w obecnym sezonie ligowym (siedem dla Zagłębia i jednego dla… Rakowa). Portugalczyk nie będzie mógł jednak wystąpić w starciu z Rakowem. Podobnie zresztą Jesús Díaz, autor ostatniego zwycięskiego gola z Widzewem. Powód jest prosty. Obaj gracze są wypożyczeni do Lubina właśnie z Rakowa. Klub spod Jasnej Góry wpisał w umowę stosowną klauzulę i praktycznie zablokował możliwość gry tych zawodników przeciwko sobie. Za strzelanie bramek dla lubinian w dzisiejszym meczu odpowiadać będzie zatem najpewniej Michalis Kosídis, autor pięciu trafień w sezonie. Wśród nieobecnych z powodów zdrowotnych (kontuzji) są inni ważni gracze zespołu z Dolnego Śląska – bramkarz Dominik Hładun i doświadczony Damian Dąbrowski.

Spotkania sentymentalne

Leonardo Rocha i Jesús Díaz to nie jedyne punkty wspólne Rakowa i Zagłębia. W ostatnich latach na tej linii dochodziło do kilku transferów ważnych zawodników. Dziś barwy Miedziowych reprezentuje Mateusz Wdowiak – Mistrz Polski oraz zdobywca dwóch pucharów i superpucharów w barwach Rakowa. Z kolei przed tym sezonem do Częstochowy przyjechał kapitan młodzieżowej reprezentacji Polski Tomasz Pieńko. Ukształtowany piłkarsko w Lubinie zawodnik zdążył już strzelić trzy bramki i zaliczyć pięć asyst dla czerwono-niebieskich (w różnych rozgrywkach). Raków dał także młodemu piłkarzowi szansę na grę w europejskich pucharach.

Jako ciekawostkę warto też podać fakt, że aktualny szkoleniowiec Zagłębia – Leszek Ojrzyński, pracował przez jakiś czas w Rakowie. W latach 2008/2009 prowadził Medaliki na poziomie II ligi. Obecnie pięćdziesięciotrzyletni trener wraca na Limanowskiego 83 by zdobyć trzy punkty i wynieść drużynę Miedziowych w okolice miejsc pucharowych. W przedmeczowym Q&A w klubowych mediach „sternik” lubinian mówił m.in. tak: „Czeka nas bardzo trudne zadanie, bo według mnie Raków to w tej chwili najlepsza polska drużyna. Mieli problemy na początku sezonu, ale liczy się, co jest teraz, a teraz Raków punktuje najlepiej”. Ciekawe jak będzie chciał zaskoczyć Raków jego były szkoleniowiec? Na pewno determinacją i walką, chociażby za cenę piłkarskiego widowiska. Czy czymś jeszcze? Zobaczymy.

The last dance

Mecz Rakowa Częstochowa z Zagłębiem Lubin wzbudza zainteresowanie także z jeszcze jednego niekoniecznie sportowego powodu. Prawdopodobnie po raz ostatni na Limanowskiego 83 w roli pierwszego trenera Medalików wystąpi Marek Papszun. Saga z jego przenosinami do Legii Warszawa w końcu się kończy. Stołeczną drużynę szkoleniowiec ma objąć po zakończeniu rundy. I chociaż przed Rakowem i trenerem jeszcze jedno spotkanie, z Omonią Nikozja 18. grudnia, to odbędzie się ono na dalekim Cyprze.

Czas na podsumowania jeszcze przyjdzie. Może przy świątecznych stołach temat trenera Papszuna i Rakowa Częstochowa będzie wracał. Dziś warto tylko napisać, że gdyby nie padły pewne słowa (samego trenera), była wewnętrzna komunikacja i nie było pewnych gestów (m.in. na miejskim muralu) to emocje prawdopodobnie byłyby mniejsze. Do rozstania i tak by doszło, tak jak to się dzieje teraz, ale nie w atmosferze tego dziwnego niesmaku. Chyba sam trener dostrzegł, że sprawy zaszły za daleko, co potwierdzają jego słowa z ostatniej konferencji prasowej w Sosnowcu. „Czy będę trenerem Rakowa do końca roku? Myślę, że to już oczywiste, że tak będzie. Na tym postawimy kropkę. Topór wojenny jest zakopany. Źle to brzmi, bo jesteśmy w jednym klubie, gramy w jednej drużynie. Wierzę, że sprawa skończy się szczęśliwie i wszystko, co złe, pójdzie w zapomnienie. Raków trochę zmienił podejście do mnie i przedstawił pewne opcje rozwiązania. Dlatego załatwiamy to w swoim gronie, tak jak to powinno się odbyć od początku” – mówił Marek Papszun. Te słowa brzmią dużo bardziej koncyliacyjnie niż inne sprzed paru tygodni. Mogą jednak szybko nie naprawić nadszarpniętych relacji z kibicami. I nie oznacza to, że nie ma zbiorowej pamięci dokonań trenera z Rakowem. Wielu docenia też pełen profesjonalizm Marka Papszuna, który do końca pracuje na 100% w klubie, co widać m.in. w zaangażowaniu, przygotowaniu drużyny. Nie należy się raczej jednak spodziewać kolejnego lądowania helikoptera i wiwatów na cześć trenera. Jeśli będzie podanie ręki i uśmiech kogo trzeba, to już będzie dużo.

Taki to szykuje się mecz z KGHM Zagłębiem Lubin. Z pozoru zwykły, ligowy. W gruncie rzeczy zaś bardzo znaczący dla tabeli (może być nowy lider i zwycięzca rundy). Na pewno jest to mecz historyczny – coś się kończy w Częstochowie przy Limanowskiego 83.

Więcej w naszym studiu przedmeczowym. Także o tym co dalej z Rakowem Częstochowa.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo