startBlogCzy Marko Bulat jest kometą, czy może stanie się gwiazdą?

Czy Marko Bulat jest kometą, czy może stanie się gwiazdą?

Transfer Marko Bulata latem tego roku wydawał się dużym wzmocnieniem Rakowa. Czy chorwacki pomocnik spełni pokładane w nim nadzieje?

Wysłane przez Dariusz Mrowiec | gru 14, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Ciężkie negocjacje

Wojciech Cygan i Artur Płatek włożyli mnóstwo wysiłku, by przekonać Marko Bulata do transferu do Rakowa. W trakcie transmisji na naszym kanale YouTube chwilę po transferze Chorwata do klubu, Cygan mówił tak: „Transfer Bulata był dość specyficzny. Z Arturem spędziliśmy dłuższy czas za granicą i to nawet w dwóch miejscach – w Chorwacji i na Słowenii […]. Były momenty, kiedy przestawaliśmy wierzyć, że ten transfer dojdzie do skutku, ale udało się”. Raków zapłacił za 24- latka 800 tysięcy euro i wszyscy z nadzieją patrzyli na jego przyszłość w klubie spod Jasnej Góry, tym bardziej, że umowę podpisano aż do 2030 roku.

Dobre, złego początki

Wiele mówi się o tym, że nowy zawodnik Rakowa potrzebuje dużo czasu, żeby wskoczyć na stałe do drużyny (wciąż) Marka Papszuna. Jednak z byłym reprezentantem chorwackich młodzieżówek tak nie było. Już w piątej kolejce ligowej rozegrał pełne 90 minut w drużynie z Częstochowy. Do końca września w rozgrywkach ligowych wychodził w podstawowej jedenastce w kolejnych pięciu spotkaniach. Wydawało się, że bardzo szybko wywalczył sobie stałe miejsce w drużynie. Tak się jednak nie stało. W pozostałych ośmiu kolejkach uzbierał zaledwie 268 minut, zaledwie trzy razy wychodząc w pierwszym składzie, w tym w meczu z Piastem Gliwice został zmieniony już w przerwie. W rozgrywkach europejskich było niewiele lepiej. W ostatnim meczu ze Zrinjskim Mostar, po raz pierwszy od sierpnia w ogóle nie zameldował się na murawie. Walkę o miejscu w środku pola przegrał z Oskarem Repką, Peterem Barathem i Karolem Struskim, a na „dziesiątce” bardziej przydatny dla drużyny okazał się Patryk Makuch, czy będący ostatnio w fantastycznej formie Lamine Diaby-Fadiga. Pamiętać należy, że Vladislav Kochergin, w przeszłości pewniak do podstawowej jedenastki na pozycji Bulata, wciąż leczy kontuzje. Powoli do gry wraca również Ivi Lopez, a i Bogdan Mircetic dostaje w końcu więcej minut w zespole. Walka o skład staje się więc coraz trudniejsza.

Zbyt podobne, by spać spokojnie

„Na początku sezonu wydawało się, że Bulat ma potencjał, by stać się jedną z kluczowych postaci Standardu Liege […]. Niestety z biegiem czasu zaczął schodzić na dalszy plan. Mniej więcej od połowy sezonu zasadniczego trener Ivan Leko coraz częściej sadzał go na ławce rezerwowych i w efekcie Standard nie zdecydował się na wykupienie go z Dinama” – opowiadał naszemu portalowi na początku sierpnia tego roku Norbert Niebudek, na co dzień śledzący belgijski futbol. Brzmi podobnie? Widać, że zeszły sezon spędzony przez Chorwata w Belgii przebiega analogicznie z tegorocznym spędzonym w Polsce. Te dwa sezony są w wykonaniu Bulata jak żywot komety na nocnym niebie. Bardzo dobry start sezonu, rozbłysk formy i stopniowe popadanie w przeciętność, wypalanie się, by w końcu zniknąć za horyzontem, siadając na ławce rezerwowych.

Nadzieja w Tomczyku

Marko Bulat w dotychczasowych występach zdobył dla Rakowa jedną bramkę i zanotował dwie asysty (niektóre źródła mówią o trzech). Jedyna statystyka, w której wyróżnia się na plus, to kluczowe podania na mecz. Notuje ich średnio 1.2, będąc pod tym względem trzecim najlepszym zawodnikiem Medalików, ustępując jedynie Franowi Tudorowi (1.5/mecz) i Michaelowi Ameyaw (1.7/mecz). Marko Bulat jest zawodnikiem bardzo dobrym technicznie, stałe fragmenty wykonywane przez Chorwata przynoszą wiele zamieszania pod bramką rywali. Nie jest jednak szczególnie skuteczny w defensywie, ani nie imponuje szybkością. Brakuje mu również skutecznego uderzenia z dystansu, mimo dwudziestu prób tylko jeden strzał znalazł drogę do bramki. Miało to miejsce w meczu z BBT Niecieczą, kiedy to po minięciu bramkarz skierował piłkę do pustej bramki.

Na ten moment Marko Bulat pozostaje gorszą wersją byłego gracza Rakowa, obecnie czarującego w GKS Katowice – Bartosza Nowaka. Miejmy nadzieję, że Marko wróci do formy prezentowanej zaraz po przyjściu do Medalików, bo potencjał czysto piłkarski drzemie w nim duży. Nie wiadomo jednak, czy jego styl gry pasuje do Ekstraklasy, gdzie warunki fizyczne, siła i szybkość są kluczowe w zdecydowanej większości pojedynków. Same umiejętności techniczne, czy stałe fragmenty gry mogą się okazać niewystarczające żeby wywalczyć sobie na dłuższą metę miejsce w składzie Rakowa. Z drugiej strony Josue (czy wspomniany wcześniej Nowak), były gracz Legii Warszawa i gwiazda ligi prezentował zbliżone parametry fizyczne, co Bulat i był jednym z najlepszych graczy Ekstraklasy. Czasem więc lepiej mądrze stać, niż głupio biegać. Marek Papszun wymaga od swoich graczy mądrego, intensywnego biegania. Być może przymierzany na nowego trenera Rakowa Łukasz Tomczyk, będzie w stanie dotrzeć do Bulata, dając mu więcej swobody i wycisnąć z Chorwata więcej „magii” na co liczą wszyscy kibice Medalików.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo