Prezydent Zabrza odwołana. Możliwe referendum w Częstochowie?
Udane referendum w Zabrzu może dać paliwo przeciwnikom władz w innych miastach.
Wysłane przez Kamil Bednarski | maj 15, 2025 | Częstochowa | 6 min czytania

Spis treści:
W sobotę, 11 maja pierwszy raz po kilkunastu latach odwołano prezydenta miasta przez referendum. Agnieszka Rupniewska zaledwie po roku sprawowania funkcji włodarza Zabrza straciła stanowisko w wyniku głosowania mieszkańców. Ostatnie takie przypadki w Polsce? Elbląg 2013, Bytom 2012 i… Częstochowa 2009. Historia ma szansę zatoczyć koło?
Agnieszka już tutaj nie mieszka
Rupniewska po wyborach samorządowych w kwietniu 2024 roku zmieniła na fotelu prezydentki Małgorzatę Mańkę-Szulik, która musiała się pogodzić z porażką po 18 latach rządzenia miastem. Startująca z komitetu Koalicji Obywatelskiej działaczka w drugiej turze pokonała swoją 30 lat starszą rywalkę przewagą ponad sześciu tysięcy głosów i 15 punktów procentowych. Bezcenne okazało się z pewnością wsparcie Lukasa Podolskiego i sporej części społeczności Górnika Zabrze, które z nazywaną przez kibiców „carycą” nie miało po drodze. Warto uwzględnić, że niewiele zabrakło, aby urzędująca prezydent przegrała reelekcję już w turze pierwszej, a Agnieszka Rupniewska mierzyła się o prezydenturę z kandydatem bezpartyjnym. Mańka-Szulik o jedyne 154 głosy wyprzedziła w pierwszej turze reprezentanta komitetu Lepsze Zabrze – Kamila Żbikowskiego.
A sam ruch Żbikowskiego, podobnie jak kilka innych podmiotów, takich jak PiS czy Młodzi Razem rok później poparł inicjatywę referendum nad losem Rupniewskiej. „Jako mieszkańcy Zabrza dostrzegamy liczne, niepokojące i szkodliwe działania i zaniechania w funkcjonowaniu Urzędu Miejskiego w Zabrzu oraz jednostkach, instytucjach i spółkach miasta Zabrze. Działania te powodują pogorszenie wizerunku, sytuacji finansowej miasta, a przede wszystkim warunków życia mieszkańców Zabrza.” – brzmiało uzasadnienie wnioskodawców. Swoje radykalne ruchy Rupniewska tłumaczyła sprzątaniem po poprzedniczce, a na widocznie efekty zdaniem jej zwolenników było za wcześnie. Odwołanie prezydentki poparło 27 161 głosujących. Sprzeciwiło się dwa tysiące osób – co ciekawe, gdyby zbojkotowały one referendum, do czego namawiała Rupniewska, przez próg frekwencyjny byłoby one unieważnione. Sama prezydent mogła mobilizować swoich zwolenników do głosowania przeciwko odwołaniu, ale wybrała inną taktykę. Straciła stanowisko po roku i niespełna tygodniu od jego objęcia. „Chcę, żeby mieszkańcy mieli świadomość tego, że odwołanie mnie nie powoduje, że te problemy znikną. Przejmowałam miasto, które jest chore. Zdiagnozowaliśmy tę chorobę i poradziliśmy sobie ze znalezieniem lekarstwa – tym lekarstwem jest program postępowania ostrożnościowego”. – oceniła Agnieszka Rupniewska. Według mediów, komisarzem miasta do czasu wyborów uzupełniających, będzie Ewa Weber – była zastępczyni prezydenta Gliwic.
16 lat temu Częstochowa podziękowała prezydentowi
Sytuacja odwołania prezydenta przez mieszkańców miała już miejsce pod Jasną Górą. 16 lat temu Tadeusz Wrona, rządzący Częstochową w latach 1990-1995 oraz 2002-2009, otrzymał czerwoną kartkę od 39 284 głosujących rok przed wyborami samorządowymi. Referendum zorganizowano na wniosek Obywatelskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Częstochowy, na czele którego stał Sławomir Kocyga. Poparli je zarówno reprezentanci Platformy Obywatelskiej, Lewicy, jak i Prawa i Sprawiedliwości. Przez następny rok obowiązki Wrony sprawował Piotr Kurpios. A wieloletni lider Wspólnoty Samorządowej na początku 2010 roku został doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ubiegał się o ponowną prezydenturę w Częstochowie, uzyskując 13,3%. Podobny wynik uzyskał Artur Warzocha, natomiast w drugiej turze spotkali się Krzysztof Matyjaszczyk i obecna ministra zdrowia Izabela Leszczyna. Z miażdżącą przewagą wygrał kandydat z ramienia SLD, który dzierżawi fotel do dziś.
Kadencyjność samorządów wprowadzona w 2018 roku sprawia, że po zwycięskich wyborach przed rokiem, Matyjaszczyk sprawuje urząd swoją ostatnią kadencję. Aczkolwiek w debacie publicznej przewija się wątek zniesienia tej zasady. Na przełomie tego roku w przestrzeni lokalnej zrobiło się z kolei głośno w sprawie możliwego referendum w sprawie odwołania prezydenta. Przypomnijmy, 7 kwietnia Krzysztof Matyjaszczyk wygrał pierwszą turę wyborów z poparciem na poziomie 31,93%, na które przełożyło się 25 801 głosów. W porównaniu do głosowania sprzed siedmiu lat, kiedy polityk urodzony w Radomsku uzyskał blisko 60 tysięcy głosów, wygrywając z niemal 60-procentowym rezultatem w pierwszej turze, zanotował potężny spadek poparcia. Mimo tego ostatecznie udało się obronić stanowisko, pokonując Monikę Pohorecką w stosunku 44 555 – 32 586, jednak w tym przypadku wielka rzesza mieszkańców zdała się na wybór tak zwanego w swoim mniemaniu „mniejszego zła”. Pozostali kandydaci w osobach Łukasza Banasia, Krzysztofa Świerczyńskiego, Tomasza Grzegorza Stali i Małgorzaty Terrero-Rozmus, podobnie wyrażali się o Matyjaszczyku w krytycznych słowach. Sprawy nowego stadionu piłkarskiego, przebudowy DK1, pewnych zaniedbań teatru czy wykupów mieszkań komunalnych były jednymi z kilku czynników wpływających na tak obniżone zaufanie dla urzędu miasta.
Referendum w Częstochowie – co trzeba spełnić? To nie scenariusz science-ficton
Jak dyskusja w sprawie zwołania referendum lokalnego w Częstochowie ucichła, tak po skutecznym odwołaniu Agnieszki Rupniewskiej w Zabrzu, w mediach społecznościowych znów trwają dywagacje. Jaka jest metoda na jego organizację? Grupa obywateli zakłada komitet. Aby wniosek w ciągu 60 dni od powołania komitetu referendalnego, wnioskodawcy muszą zebrać podpisy przynajmniej 10% uprawnionych mieszkańców do głosowania, a więc około 16 tysięcy, sugerując się przybliżoną liczbą 160 tysięcy uprawnionych wyborców z 2024 roku.
Wymaganą frekwencją dla ważności takiego referendum jest 60% liczby wyborców w drugiej turze ostatnich wyborów na prezydenta miasta, czyli w tym przypadku 46 285 głosujących, z liczby 77 141. Kluczowa dla powodzenia takiej akcji byłaby zapewne jej promocja i dotarcie głosu współrządzących do swojego elektoratu. Dla pewnych członków koalicji mógłby to być ryzykowny ruch. Dużo mogłoby zależeć od reputacji środowiska, z którego wywodziliby się inicjatorzy. Tacy na horyzoncie jeszcze się nie pojawili, choć na referendum zaczynają mobilizować się w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie podobnie jak w Częstochowie, części mieszkańców nie podobało się stanowisko rady miasta w sprawie Centrum Integracji Cudzoziemców.
Czy w następnych miesiącach na fali negatywnych nastrojów przeciwników prezydenta czeka nas gwałtowny rozwój tematu referendum? Będziemy śledzić możliwe wydarzenia i informacje w tej sprawie, a obserwatorów częstochowskiej polityki zapraszamy na piątkową premierę programu „Czas Doliczony” na kanale NA WYLOT, w którym Jan Sętowski prowadzi debatę pomiędzy reprezentantami różnych stron sporu politycznego. W pierwszym odcinku naszymi gośćmi będą: Małgorzata Iżyńska (Lewica), Monika Pohorecka (PiS), Łukasz Banaś (KO) oraz Krzysztof Świerczyński (PL2050).



