startBlogUczeń nie przerósł mistrza. Raków zatopił Arkę 

Uczeń nie przerósł mistrza. Raków zatopił Arkę 

W 17. kolejce PKO BP Ekstraklasy Raków Częstochowa zdemolował Arkę Gdynia prowadzoną przez byłego szkoleniowca Medalików, Dawida Szwargę, aż 4:1.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lis 30, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Uczeń versus mistrz

Cytując klasyka: nadszedł dzień dzisiejszy. Pojedynek Dawida z Goliatem, a dokładniej Dawida Szwargi, szkoleniowca Arki Gdynia, z Markiem Papszunem. Uczeń podejmował swojego mistrza, pod którego okiem szkolił się do roli pierwszego trenera w najwyższych klasach rozgrywkowych. 

Dawid Szwarga dołączył do sztabu szkoleniowego Rakowa Częstochowa, obejmując funkcję asystenta trenera, w lipcu 2021 roku i pełnił tę rolę do końca czerwca 2023 roku, kiedy to zastąpił Marka Papszuna na stanowisku pierwszego trenera. Następnie, po sezonie 2023/2024, kiedy Marek Papszun powrócił na stanowisko pierwszego trenera Rakowa, Dawid Szwarga ponownie został jego asystentem. Ten drugi okres rozpoczął się 1 lipca 2024 roku i trwał do 10 grudnia 2024 roku, kiedy to Szwarga objął stanowisko trenera Arki Gdynia.

Arka grała, Raków strzelał

Dwa takie same systemy gry, dwa różne zespoły. Żółto-niebiescy, którzy w meczach domowych punktują regularnie i czerwono-niebiescy – najlepsi w lidze, jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. 

Początek spotkania mógł być dość mocno zaskakujący, bo to gdynianie prowadzili grę, utrzymywali się częściej przy piłce, wykonywali mnóstwo skoków pressingowych przy wyprowadzaniu piłki przez ekipę spod Jasnej Góry, grali kombinacyjnie, ale brakowało konkretów. Konkret natomiast pojawił się dość szybko po stronie Medalików, kiedy to w 10. minucie piłka spadła pod nogi nikogo innego, jak kapitalnie usposobionego w ostatnich tygodniach Lamine’a Diaby-Fadigi, a ten bez zastanowienia huknął z woleja i – po delikatnym rykoszecie od przeciwnika – Damian Węglarz nie popisał się przy interwencji i piłka wpadła do bramki, a na stadionie przy ulicy Olimpijskiej nastała głucha cisza.

Raków mógł szybko podwyższyć prowadzenie, ale po strzale Adriano Amorima kilka minut później futbolówka wylądowała na poprzeczce. Arkowcy mimo utraty gola nadal grali to, co ewidentnie założyli sobie przed spotkaniem – agresywne doskoki i niepozostawianie miejsca w środku, gdzie faktycznie tej walki było najmniej. Te agresywne zakusy sprawiły, że w 40. minucie, po interwencji VAR-u, Dominik Zator obejrzał czerwony kartonik po bardzo niebezpiecznie wyglądającym faulu na wahadłowym Rakowa, Adriano Amorimie i tym samym podopieczni Dawida Szwargi musieli radzić sobie w dziesiątkę.

Kiedy pierwsza połowa zbliżała się ku końcowi, w 45. minucie po zagraniu ręką na skraju pola karnego sędzia Karol Arys podyktował rzut wolny, który na bramkę zamienił Michael Ameyaw, kapitalnie uderzając po długim rogu bramkarza gospodarzy. Co ciekawe, w wywiadzie w przerwie spotkania wahadłowy Rakowa powiedział, że dokładnie tak chciał uderzyć.  

Arkowcy myślami byli już w szatni, ale Medaliki nie chciały ściągać nogi z gazu i tuż przed ostatnim gwizdkiem w pierwszej części zdobywca drugiej bramki, Michael Ameyaw, wyłuskał piłkę w bocznej strefie i świetnym podaniem obsłużył Jonatana Brunesa, a ten płaskim strzałem przy bliższym słupku zza pola karnego pokonał Damiana Węglarza po raz trzeci i to częstochowianie schodzili do szatni z aż trzybramkowym prowadzeniem.

Stonowane emocje

Pierwsza połowa dostarczyła sporo emocji i ciekawych zwrotów akcji, tak w drugiej odsłonie tempo trochę wyhamowało. Gdynianie już nie grali tak samo agresywnie, jak w inauguracyjnej odsłonie, co było spowodowane wydarzeniami z końcówki pierwszej części gry, czyli czerwoną kartką Dominika Zatora. To czerwono-niebiescy przejęli kontrolę i dłużej utrzymywali się przy piłce, niejako usypiając swoich przeciwników i czekając na dogodny moment do wyprowadzenia kolejnego ciosu. Kibice Rakowa, którzy przyjechali za swoim zespołem do Trójmiasta, mogli cieszyć się z kolejnego trafienia swoich ulubieńców już w 57. minucie. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Michaela Ameyawa o górną piłkę powalczył Patryk Makuch, który uprzedził niefortunnie interweniującego Węglarza i z tego prezentu skorzystał Jonatan Brunes. Tablica wyników w Gdyni pokazywała już wynik 0:4.

Po zdobyciu kolejnego gola przez Raków obraz gry pozostawał bez zmian – dominacja Medalików i bezradność osłabionych żółto-niebieskich. Widać było, że bardzo ciężko jest konstruować akcje gdynianom, kiedy od dłuższego czasu grali o jednego zawodnika mniej. 

Niemniej jednak gospodarze zdołali zdobyć gola honorowego. W 71. minucie, z bardzo podobnego miejsca, z którego egzekwował swój rzut wolny Michael Ameyaw, Marc Navarro oddał kapitalne uderzenie ze stojącej piłki i pokonał Oliwiera Zycha, który – mimo wszystko – mógł zachować się lepiej.

W jednej z ostatnich akcji ofensywnych Arki w tym spotkaniu bramkarz Rakowa niejako odkupił swoje winy, kiedy to katastrofalnym wyprowadzeniem piłki „popisał się” Bogdan Racovitan. Jakubczyk przejął futbolówkę, dograł do Percana, ale jego strzał intuicyjnie obronił golkiper Rakowa.

Patryk Makuch – cichy bohater

Na słowa uznania zasługuje grający jako ofensywny pomocnik Patryk Makuch, który wykonywał w tym meczu kapitalną pracę. Był wszędzie – zarówno w ataku, jak i obronie, pokazywał się do gry, dawał się faulować, wypracowywał przewagę. Zrobił mnóstwo, czasem niewidocznej pracy na boisku. Z meczu na mecz widać, jak Patryk rośnie i daje drużynie coraz więcej. Zaliczył asystę przy drugim trafieniu Jonatana Brunesa i dołożył cegiełkę do zwycięstwa w Gdyni. Teraz tylko dołożyć do tego gole i Medaliki będą mogły cieszyć się w pełni ze swojego zawodnika. Kolejne spotkanie Raków rozegra już w środę. Czerwono-niebiescy udadzą się do Wrocławia na mecz 1/8 finału STS Pucharu Polski, gdzie zagrają z 1-ligowym Śląskiem. 

Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Arka – Raków, które znajduje się poniżej.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo