startBlogPolsko-czeska rywalizacja w LKE. Na tej linii może dojść do przetasowań

Polsko-czeska rywalizacja w LKE. Na tej linii może dojść do przetasowań

Starcie Rakowa z Sigmą otworzyło rywalizację pomiędzy drużynami z Polski i Czech w tegorocznej Lidze Konferencji. Rywalizacja ta jest niezwykle ciekawa w kontekście rozwoju obu lig i ogólnemu kierunkowi jakie obrały rozgrywki europejskie.

Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | paź 31, 2025 | Piłka nożna | 11 min czytania

W ostatnich sezonach pojedynki polsko-czeskie w europejskich pucharach wbrew pozorom zdarzały się raczej sporadycznie i mają one z naszej perspektywy słodko-gorzką historię. W sezonie 2021/22 Legia Warszawa pokonała Slavię Praga w eliminacyjnej rundzie play-off do Ligi Europy (2:2,2:1), z kolei sezon później Raków Częstochowa Slavii już niestety uległ, tym razem w play-offach Ligi Konferencji (2:1, 0:2). Ostatnią przed bieżącym sezonem odsłoną tej rywalizacji było starcie Jagiellonii Białystok z Mladą Bolesław w zeszłorocznej fazie ligowej Ligi Konferencji, w którym to ówczesny mistrz Polski uległ 1:0. Przełom w tej rywalizacji przyniósł jednak właśnie obecny sezon, ponieważ już przy okazji drugiej rundy eliminacyjnej Ligi Europy Legia Warszawa odprawiła Banik Ostravę (2:2, 2:1), który to ostatecznie całkowicie pożegnał się z pucharami na etapie eliminacji. Natomiast teraz w LKE rywalizacja ta została już otwarta przez starcie Rakowa z Sigmą Ołomuniec zakończone remisem 1:1. Już w następnej kolejce czerwono-niebiescy zmierzą się również ze Spartą Praga, która w późniejszych kolejkach zmierzy się z warszawską Legią, a Sigma z kolei zagra z poznańskim Lechem. Jest to rywalizacja ważna w kontekście nie tylko rankingu UEFA, ale także kształtowania się modelu występowania drużyn z danej ligi w europejskich pucharach, który to Czesi sobie już de facto wypracowali, a my do takiego stanu rzeczy dążymy.

Rywalizacja w rankingu UEFA

Na ten moment po ostatniej kolejce europejskich pucharów Polska bezpośrednio dzięki wygranej Legii oraz cegiełkach w postaci remisów od Rakowa oraz Jagiellonii wyprzedziła Norwegów i awansowała na 12. miejsce w rankingu UEFA. To miejsce daje kluczowy benefit w postaci gwarantowanego udziału mistrza Polski w IV rundzie eliminacyjnej Ligi Mistrzów w sezonie 2027/28, którego układ będzie zależał właśnie od rankingu UEFA na koniec bieżącego sezonu. Jeżeli silna reprezentacja Ekstraklasy w rozgrywkach Ligi Konferencji utrzyma tempo punktowania, powinniśmy w najbliższym czasie wyprzedzić również i jedenastych Greków, jednak korzyści z 11-tego i 12-tego miejsca są takie same.

Naszym następnym celem do upolowania są właśnie znajdujący się na dziesiątym miejscu Czesi. Nasi południowi sąsiedzi miejsce w TOP-10 zawdzięczają systematycznemu zdobywaniu co sezon ponad 6,500 punktów o rankingu, ale i przede wszystkim imponującej kampanii 2023/24, w której to dotarcie Victorii Pilzno do ćwierćfinału LKE oraz przede wszystkim godne podziwu dotarcie aż do 1/8 LE przez praskie ekipy, Slavię oraz Spartę przełożyło się na aż 13,500 punktów, co było siódmym wynikiem w Europie w tamtym sezonie. Dzięki temu obecną kampanię bieżący mistrz Czech rozpoczął od razu w fazie ligowej Ligi Mistrzów, co Czesi mają zapewnione także i na przyszły sezon. Choć wciąż takie coś pozostaje w sferze marzeń ekip z Polski, to jednak nasze obecne tempo punktowania i tendencja zwyżkowa daje nadzieje, że i my w najbliższych latach doznamy takiego zaszczytu. Jednocześnie Czesi na swoją pozycję zdecydowanie zasłużyli, budując silną markę swojej ligi, podczas gdy nasza Ekstraklasa tkwiła w marazmie i zastoju.

Poniżej prezentujemy aktualną czołówkę rankingu UEFA – grafika z portalu transfermarkt.pl.

Dla nas zbawienna była reforma, dla Czechów nie była konieczna

Nie ma na kontynencie większego beneficjenta reformy UEFA, jaką było stworzenie Ligi Konferencji, niż Polska. Swoją obecną serię awansów w rankingu oraz wzrost znaczenia naszej ligi chociażby na rynku transferowym w głównej mierze zawdzięczamy właśnie Lidze Konferencji, gdzie dzięki takim kampaniom, jak ta Lecha z sezonu 2022/23 oraz tym zeszłorocznym Legii i Jagi na nowo odżyliśmy w Europie. Strach jednak pomyśleć, jak bardzo wiele zawdzięczamy właśnie Lidze Konferencji, ponieważ w latach 2017-2020 trwała czarna seria polskiej Ekstraklasy, gdzie przez 3 sezony pod rząd nie oglądaliśmy żadnej polskiej ekipy w europejskich pucharach na jesień. Tę serię wstydu przerwał dopiero Lech Poznań, który w 2020 roku, czyli w ostatnim sezonie bez LKE awansował do fazy grupowej Ligi Europy, jednak w niej zdobył już zaledwie 3 punkty. W tym samym czasie Czesi – powiedzieć, że radzili sobie solidnie to jak nie powiedzieć nic. W sezonie 2018/19 Victoria Pilzno zaliczyła awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, a w Lidze Europy Slavia Praga awansowała aż do ćwierćfinału, gdzie uległa dopiero londyńskiej Chelsea, czyli późniejszemu triumfatorowi rozgrywek. Swój sukces Slavia powtórzyła w sezonie 2020/21, gdzie tym razem na etapie ćwierćfinału uległa z kolei Arsenalowi. Pomiędzy tymi kampaniami stołeczna ekipa też zagrała w fazie grupowej Ligi Mistrzów, co również powtórzyła Victoria Pilzno w 2022 roku. To wszystko sprawiło, że nasi południowi sąsiedzi w nową erę z trzema europejskimi ligami weszli z już zbudowaną silną marką, którą w najnowszej europejskiej historii pielęgnują. Natomiast Polacy nie da się ukryć, że po przespanych latach teraz dopiero intensywnie nadrabiają.

Czesi są w miejscu, które dla nas obecnie jest celem

Dzięki tym sukcesom oraz niejako zwieńczającej to wszystko kampanii 2023/24 – o której wspominaliśmy – Czesi, dzięki znajdowaniu się na miejscach 8-10 w rankingu UEFA są w miejscu, o którym marzy każdy kraj Europy środkowo-wschodniej. Daje to Czechom format perfekcyjny, gdzie mistrz kraju z miejsca gra w Lidze Mistrzów, a dodatkowo wicemistrz gra w jej eliminacjach, zdobywca krajowego pucharu oraz miejsce trzecie grają w eliminacjach do Ligi Europy, a czwarte miejsce gra o Ligę Konferencji. Te możliwości przerodziły się w bardzo zdrowo wyglądający dla naszych południowych sąsiadów układ, gdzie w obecnej kampanii mają oni jednego reprezentanta w Lidze Mistrzów, jednego w Lidze Europy oraz dwóch w Lidze Konferencji. Z pucharami pożegnał się jedynie trzeci w poprzedniej kampanii w Czechach Banik Ostrava, do czego przyczyniła się chociażby warszawska Legia, o czym również już wspominaliśmy.

Przełożenie czegoś takiego na Ekstraklasę wydaje się dla każdego fana naszej ligi, niezależnie od sprecyzowanej sympatii klubowych, czymś wymarzonym i to nie tylko ze względu obecności czołowych ekip w LM oraz w LE, a także ze względu na zjawisko jakie możemy zaobserwować na przykładzie mistrza Czech z 2024 roku Sparty Praga. Po zdobytym mistrzostwie w poprzednim sezonie znaleźli się oni w Lidze Mistrzów, jednak poprzedni sezon zakończyli naprawdę jak na swoje możliwości przeciętnie, bo dopiero na czwartym miejscu w rodzimej lidze. Na domiar złego ulegli oni w finale pucharu Czech Sigmie Ołomuniec, więc w warunkach polskich nie znaleźli oni by się w ogóle w tym sezonie w europejskich pucharach. Grają jednak oni w Lidze Konferencji, gdzie mają świetną szansę na przetarcie po słabszym sezonie bez wypadania z pucharowej rywalizacji. Jest to naprawdę wartościowe potencjalne koło ratunkowe dla krajowych gigantów z zadyszką, z którego przecież w Polsce mogliby skorzystać chociażby Raków oraz Lech Poznań po gorszym sezonie 2023/24, czy też po zeszłym, przyzwoitym sezonie Pogoń Szczecin.

Jednocześnie wydawać by się mogło, że rywalizacja wewnętrzna pomiędzy tymi krajami jest już stosunkowo wyrównana, na co mogłyby wskazywać bezpośrednie pojedynki Rakowa i Legii nawet z wielką jak na warunki wschodniej ściany europejskich pucharów Slavią Praga. Spoglądając jednak na całokształt, pewne detale i różnice wciąż rzucają się w oczy i można się tutaj posłużyć prostym, ale dającym do myślenia przykładem. Mianowicie, kiedy Raków Częstochowa rozgrywał w ubiegły czwartek mecz z Sigmą w Ołomuńcu, miały miejsce również inne pojedynki drużyn z Polski i Czech. I kiedy Victoria Pilzno wygrała w Rzymie z AS Romą 2:1 w meczu Ligi Europy, to mistrz Polski zaliczył klęskę dziesięciolecia przygrywając w Giblartarze z Lincoln Red Imps 1:2. Dobrym tego przykładem jest także feralny sezon 2023/24, kiedy Raków Częstochowa po imponujących eliminacjach niestety ostatecznie zakończył swój udział w europejskich rozgrywkach na etapie fazy grupowej LE, natomiast Legia Warszawa swój udział w europejskich rozgrywkach zakończyła już na etapie 1/16 LKE z norweskim Molde. Z kolei czeskie drużyny pomimo braku swojego reprezentanta w Lidze Mistrzów przez długi okres rozdawały karty w Lidze Europy, gdzie obie stołeczne ekipy zakończyły swój udział na etapie 1/8 finału. Tam Sparta uległa wielkiemu Liverpoolowi, a Slavia nie mniej potężnemu AC Milanowi. Istotna w tym kontekście jest również zeszłoroczna porażka 0:1 ówczesnego mistrza Polski z Mladą Bolesław w fazie ligowej LKE, gdzie Mladzie bliżej jest do czeskiego ligowego średniaka, niż do stałych europejskich potentatów, czyli Slavii, Sparty i Victorii. To pokazuje pewną wyrobioną stabilną europejską formę oraz wzajemne uzupełnianie się przez czeskie kluby, czego wciąż mimo wszystko brakuje polskim ekipom. W tym wszystkim tkwi jednak pewien paradoks, który w najbliższych latach może wymusić nawet zamianę miejsc Polski i Czech.

Europa dwóch prędkości

Pomimo większości argumentów przemawiających na korzyść naszych południowych sąsiadów, na chwilę obecną to polskie kluby szybciej zgarniają punkty do rankingu UEFA. Miało to miejsce już w poprzednim sezonie, gdzie Polska wzbogaciła swój dorobek o 11,750 punktów, a Czechy o 10,550. Więcej punktów Polska zdobyła również i za sezon 2022/23, gdzie głównie za sprawą dotarcia Lecha Poznań do ćwierćfinału Ligi Konferencji zgromadziliśmy 7,750 punktów, na co Czesi odpowiedzieli dorobkiem 6,750. Najlepiej to zjawisko widać jednak przede wszystkim na przykładzie bieżącej kampanii, gdzie Polacy do tego momentu sezonu zgromadzili już 7.375 punktów, co daje na tę chwilę czwartą pod tym względem pozycję w całej Europie, podczas gdy mający swojego przedstawiciela na każdym szczeblu Czesi zgromadzili zaledwie 4.800 punktów. Dzieje się to z prostej przyczyny. Liga Konferencji to prawdziwa kopalnia punktów rankingowych i naturalną rzeczą jest, że więcej punktów zgromadziła Jagiellonia grająca w LKE, niż Sparta Praga grająca w Lidze Mistrzów. I choć drużyna występująca w Lidze Mistrzów kończąc rozgrywki nawet na szarym końcu fazy ligowej zarobi więcej pieniędzy, niż regularnie wygrywający ćwierćfinalista Ligi Konferencji, to jednak nawet obracając dzięki temu coraz większymi pieniędzmi przedstawicielom ligi czeskiej mimo wszystko coraz ciężej będzie piąć się systematycznie w górę, kiedy szczyt oni już właściwie osiągnęli, a na nim zdobywanie punktów jest coraz trudniejsze. To właśnie sprawia, że polskie ekipy w tym sezonie są w trybie błyskawicznego punktowania, co u Czechów jest niemożliwe, ponieważ kiedy Raków pokonywał Universitateę Craiova, Slavia Praga musiała uznać wyższość Interu Mediolan.

Zapobiega to zabetonowaniu europejskich pucharów, które miało miejsce przed wprowadzeniem rozgrywek Ligi Konferencji. Oczywiście nie da się ukryć, że Czesi również zyskali na reformach UEFA, wszak wcześniej nie mieli oni przecież choćby gwarantowanego miejsca w Lidze Mistrzów. Natomiast dawny obraz europejskich pucharów był jednocześnie dla Czechów bezpieczniejszy, a teraz to właśnie Polska i Czechy są idealnymi przykładami nadchodzących przetasowań w rankingu UEFA, a co za tym idzie w całych europejskich pucharach. I choć jest to tematyka niezwykle złożona, to obecny system przynosi korzyści dla wszystkich, a dla krajów, które przez lata stanowiły o zaledwie peryferiach europejskich pucharów, w szczególności. Dzięki temu rozgrywki europejskie są coraz mniej przewidywalne i przestają być tylko wewnętrzną areną drużyn z zachodu Europy. Na ten moment Polska jest czołowym beneficjantem zmian, a Czesi na nich w pewnym sensie tracą swoją pozycję, ale z drugiej strony jednak cały czas przecież zyskują. Przykład Sparty Praga pokazuje, że gorszy okres nie oznacza wykluczenia – wręcz przeciwnie, otwiera pole do popisu na niższych szczeblach, gdzie korzystając z dawnego doświadczenia można walczyć o najwyższe cele, co w Lidze Mistrzów wciąż jest zarezerwowane dla klubów z lig TOP-5.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo