startBlogCzy referendum zatopi częstochowską Lewicę? Możliwa zmiana o 180 stopni

Czy referendum zatopi częstochowską Lewicę? Możliwa zmiana o 180 stopni

Siła Lewicy w Częstochowie od lat bazuje na jednej osobie, której posada jest realnie zagrożona. 

Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | paź 12, 2025 | Częstochowa | 5 min czytania

W Częstochowie zbiórka podpisów pod referendum o odwołanie Krzysztofa Matyjaszczyka zbliża się już do końca. Rozpoczynający się tydzień jest ostatnim, w którym można złożyć swój podpis popierający inicjatywę. Rządy prezydenta wywodzącego się z Sojuszu Lewicy Demokratycznej przełożyły się na niemal niepodzielne rządy tej partii w Częstochowie, która choć, aby rządzić potrzebuje koalicjanta, to jednak posiada od lat swoich wiceprezydentów, duże ugrupowanie radnych oraz obsadza mnóstwo stanowisk w spółkach miejskich. Nie da się zatem ukryć, że na papierze jest to wciąż najsilniejsza partia w Częstochowie. Niemniej odwołanie Krzysztofa Matyjaszczyka może wywrócić ten stan rzeczy do góry nogami.

Poparcie wynika z renomy prezydenta

Kiedy na wiosnę tego roku w Zabrzu odwołano panią prezydent z Koalicji Obywatelskiej, przez dłuższy czas wyglądało na to, że przyspieszone wybory i tak wygra nowa kandydatka KO, która zdecydowanie wygrała pierwszą turę. Następnie jednak minimalnie przegrała w drugiej z kandydatem bezpartyjnym. Zatem w Zabrzu wybór prezydenta w wyborach planowych wynikał głównie z poparcia dla konkretnej partii, czyli KO, która – podobnie jak w wielu innych dużych miastach – w Zabrzu wygrywa niemal każde wybory. W Częstochowie sytuacja ma się diametralnie inaczej. Lewica już dawno ustąpiła tutaj PiS-owi oraz KO, co i tak nastąpiło później niż w skali całego kraju. Mimo tego prezydentem po raz czwarty z rzędu został wybrany Krzysztof Matyjaszczyk, ponieważ wśród wielu mieszkańców Częstochowy wyrobił on już sobie swoją markę. W oczach sporej ilości mieszkańców (głównie starszych) jest gwarantem wygody i braku ryzyka. Jednak w przypadku odwołania Matyjaszczyka trudno będzie o to, aby jego środowisko znalazło kogoś, komu w równym stopniu zaufają mieszkańcy. Wtedy strata dla Lewicy, jaką będzie kompromitujące całe środowisko udane referendum, może być dopiero początkiem problemów.

Mentalność wyborców Matyjaszczyka nie zagra na korzyść jego następców

Kiedy rozmawia się z mieszkańcami Częstochowy – wśród których nie brakuje oczywiście wyborców obecnego prezydenta – często słyszy się argumenty, że obecnie jest lepiej, niż było za prezydentury Tadeusza Wrony (PiS), którego to odwołano właśnie za sprawą referendum w 2009 roku, albo niechęć i strach przed powrotem Prawa i Sprawiedliwości do władzy w mieście. Nie jest też tajemnicą, że trzon poparcia dla Krzysztofa Matyjaszczyka stanowią ludzie starsi, którzy rządy PiS-u i Tadeusza Wrony w Częstochowie pamiętają doskonale. Dlatego wielu z nich głosując ponownie za Matyjaszczykiem kierowało się wygodą, względną stabilizacją w mieście i poczuciem, że właśnie głos na tą osobę ochroni Częstochowę przed ponownym dojściem do władzy kogoś z drugiej strony sceny politycznej. Zatem w momencie, gdy urzędujący prezydent wystartować móc już nie będzie, to tą gwarancję wyborcy stracą, a dalszej obrony swoich przekonań mogą zacząć szukać wśród oczywistej innej siły „antyPiSowskiej”, czyli Koalicji Obywatelskiej, a nie wśród nowych, wątpliwych opcji z Lewicy.

Kto zostanie nową twarzą środowiska?

Na to trudne pytanie częstochowska Lewica będzie musiała sobie wkrótce odpowiedzieć, bo nawet w sytuacji fiasku inicjatywy referendalnej, za cztery lata w wyborach samorządowych zgodnie z panującym obecnie prawem, Krzysztof Matyjaszczyk wystartować móc już nie będzie. Naturalnym kandydatem do tego wydaje się być jeden z obecnych wiceprezydentów miasta Łukasz Kot, który jest najaktywniejszy w swoim środowisku, ponieważ wyręcza on prezydenta chociażby w kwestii jego obowiązków na sesjach Rady Miasta, co wynika z jego notorycznych nieobecności. Jest on również aktywny w mediach społecznościowych i choć środowisko władzy w Częstochowie słynie z unikania lokalnych mediów jak ognia, to jak już ktoś je w nich reprezentuje, to często jest to właśnie Łukasz Kot. I choć charyzmy wiceprezydentowi odmówić nie można, to jednak niezwykle ciężko będzie odbudować mu w tak krótkim czasie nadszarpnięte zaufanie do Krzysztofa Matyjaszczyka, jeśli ten zostanie odwołany. Warto tutaj również podkreślić fakt, że Łukasz Kot startując w zeszłorocznych wyborach samorządowych jako kandydat do Rady Miasta uzyskał nikłe poparcie, nie uzyskując mandatu radnego, a jego obecna posada wynika wyłącznie z nominacji obecnego prezydenta, a nie z poparcia mieszkańców.

Wszystko wskazuje więc na to, że kiedy Krzysztof Matyjaszczyk zostanie odwołany, to wtedy zaufanie i poparcie dla Lewicy może runąć bardzo szybko i zejść do poparcia, jakie Lewica posiada w skali kraju, albo nawet niższego, patrząc na wiele afer, jakie udowodniono obecnej władzy przez lata i regularnie wyciągają je obecnie organizatorzy referendum. Trudno również używać tutaj pojęcia „wyborcy Lewicy” – o wiele bardziej adekwatne będzie stwierdzenie „wyborcy Krzysztofa Matyjaszczyka”, któremu swoje stanowiska zawdzięczają chociażby wywodzący się z tej samej partii wiceprezydenci Częstochowy, mimo że sami uzyskali marginalne poparcie od mieszkańców. Odwołanie prezydenta w referendum może więc przynieść zmianę radykalną i w jednej chwili zatopić ten przez lata niezachwianie płynący okręt, czyli częstochowskie środowisko Lewicy.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo