Wymarzony początek. Raków triumfuje na inaugurację europejskich pucharów
Po 1. kolejce fazy ligowej UEFA Conference League Raków pod wodzą trenera Marka Papszuna dopisał do swojego dorobku trzy punkty i wszedł w europejskie rozgrywki z przytupem.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | paź 3, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Spis treści:
Historyczny dzień polskiego futbolu
2 października zapisze się wielkimi zgłoskami w historii polskiej piłki klubowej. To właśnie tego dnia, po raz pierwszy w dziejach, cztery drużyny z Ekstraklasy rozpoczęły rywalizację w fazie zasadniczej europejskich pucharów. Raków, Jagiellonia, Legia i Lech stanęły przed wielką szansą zdobycia cennych punktów w rankingu UEFA. Wszystkie cztery zespoły swoje mecze na inaugurację rozpoczęły w roli gospodarzy. Niestety dla kibiców z Częstochowy, Raków swoje spotkania musi rozgrywać w Sosnowcu na ArcelorMittal Park.
Miał być komplet
Jako pierwsze na boisko wybiegły ekipy Jagiellonii i Lecha. Duma Podlasia podejmowała mistrza Malty – Hamrun Spartans, a Kolejorz na własnym stadionie mierzył się z austriackim Rapidem Wiedeń. „Jaga” po – o dziwo – wyrównanym meczu zwyciężyła 1:0 po golu zdobytym w drugiej połowie przez Jesúsa Imaza. Warto wspomnieć, że białostoczanie grali w przewadze jednego zawodnika przez ponad 30 minut, a mimo tego nie zdołali powiększyć swojego dorobku bramkowego. Zdecydowanie lepiej poradzili sobie Lechici, którzy rozbili Austriaków 4:1 po golach Luísa Palmy, Mikaela Ishaka, Taofeeka Ismaheela oraz Leo Bengtssona. Zwycięstwo mogło być jeszcze bardziej okazałe, ale Ishak zmarnował rzut karny.
Niestety, najwyraźniej nie mogło być aż tak pięknie. W Warszawie Legia zmierzyła się z tureckim Samsunsporem. Goście dość szybko objęli prowadzenie – już w 10. minucie Kacper Tobiasz musiał wyciągać piłkę z własnej siatki. Turcy do końca nie pozwolili Legionistom na odwrócenie losów spotkania i jako jedyna polska drużyna nie zdobyli punktów na inaugurację Ligi Konferencji.
Debiut Marka Papszuna
To nie był pierwszy mecz trenera Papszuna w Europie, ale debiutancki w fazie zasadniczej europejskich rozgrywek. Po ostatnim zwycięstwie w Ekstraklasie nad Widzewem Łódź spora część społeczności Rakowa, a także sam szkoleniowiec Medalików, mogli odetchnąć z ulgą po niezbyt udanym okresie czerwono-niebieskich.
Jak mawiał klasyk – najważniejsze jest pierwsze uderzenie – i kibice mogli je dostrzec już godzinę przed meczem, kiedy na oficjalnych kanałach Rakowa opublikowano wyjściowy skład. W środku pola znalazł się Karol Struski. Zawodnik, który jeszcze niedawno nie był nawet zgłoszony do LKE, wskoczył na listę w miejsce kontuzjowanego Zorana Arsenicia, a w czwartkowy wieczór pojawił się od pierwszej minuty przeciwko Rumunom.
Zaskoczenie? Na pewno. Choć w ostatnim ligowym meczu Karol pojawił się na kilkanaście minut i dał dobrą zmianę, raczej nikt nie spodziewał się, że rozpocznie europejskie zmagania w podstawowym składzie.
Piłkarskie szachy
Kibice zgromadzeni na ArcelorMittal Park w Sosnowcu, jak i przed telewizorami, mogli delikatnie narzekać na pierwsze 30 minut spotkania. Mało akcji ofensywnych, więcej szachowania i badania przeciwnika – z punktu widzenia obserwatorów nie było to widowiskowe. Niestety dla sympatyków czerwono-niebieskich, w 22. minucie boisko musiał opuścić Ivi López po tym, jak został wzięty w kleszcze przez dwóch oponentów. Po dwóch kwadransach Raków zaczął się rozkręcać i coraz śmielej radził sobie na murawie, szczególnie w tercji defensywnej Rumunów. Tomasz Pieńko starał się szukać Jonatana Brunesa przy każdej możliwej okazji, a gdy w końcu jedna z piłek trafiła do Norwega w polu karnym, strzał napastnika zablokował jeden z obrońców. Jeszcze jedną dobrą okazję miał Michael Ameyaw, ale jego uderzenie obronił dobrze dysponowany bramkarz gości Pavlo Isenko.
Pierwszy gol na salonach
Na debiutanckiego gola w LKE nie musieliśmy długo czekać. Choć pierwsza połowa była bardziej badaniem rywala niż widowiskiem bramkowym, to rozpoczęcie drugiej części przyniosło eksplozję radości. Podopieczni Marka Papszuna potrzebowali zaledwie 61 sekund, by pokonać golkipera przyjezdnych. Po wrzutce Ameyawa w polu karnym powalczyli Brunes i Struski, a ten drugi zgrał futbolówkę do niepilnowanego Tomka Pieńki, który po oddanym strzale i dwóch rykoszetach mógł cieszyć się z debiutanckiego gola w europejskich pucharach.
Pieńko nie zatrzymywał się i chwilę później był sprawcą kolejnego zagrożenia. Po jego podaniu w stronę Jonatana Brunesa Vladimir Screciu powalił Norwega na murawę. Po analizie VAR sędzia zdecydował się wyrzucić rumuńskiego obrońcę z boiska i od 53. minuty Raków grał w przewadze.
Wyraźna przewaga
W końcu można napisać, że im dalej w las, tym Raków grał lepiej. Spokojne rozgrywanie, dominacja i duża liczba ofensywnych akcji kończonych strzałami – to cechowało drużynę Papszuna tego wieczoru. Rumuni zostali zepchnięci do defensywy i z minuty na minutę stawali się coraz większym tłem dla Medalików. Czerwona kartka z pewnością pomogła, jednak przewaga była widoczna już pod koniec pierwszej połowy.
Nagrodą za swoje boiskowe wyczyny był drugi gol dla Rakowa autorstwa Oskara Repki, który to po asyście od Marko Bulata, wprowadzonego w drugiej części gry, oddał bardzo mocny strzał z pierwszej piłki z odległości około 23 metrów, tym samym pokonując bramkarza gości. To był jego drugi gol w oficjalnym meczu dla Rakowa.
Na tle wicemistrza Polski aktualny lider rumuńskiej Ekstraklasy wypadł bardzo mizernie, o czym świadczą statystyki: 22 strzały (w tym 10 celnych) Rakowa przy zaledwie czterech próbach gości, z czego żadna nie trafiła w światło bramki Kacpra Trelowskiego.
Już 23 października Raków w kolejnym meczu Ligi Konferencji zmierzy się na wyjeździe z Sigmą Ołomuniec. Natomiast w najbliższą niedzielę czerwono-niebiescy podejmą przy Limanowskiego 83 Motor Lublin w ramach 11. kolejki PKO BP Ekstraklasy.
Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Raków – Universitatea, które znajduje się poniżej.




