Ważne przełamanie. Gol w końcówce daje zwycięstwo Rakowowi
Raków Częstochowa po golu Diaby-Fadigi w doliczonym czasie gry wygrywa w Sercu Łodzi.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | wrz 28, 2025 | Piłka nożna | 6 min czytania

Spis treści:
Kibicowskie animozje
Mecze pomiędzy Rakowem a Widzewem są niezwykle istotne w kontekście kibicowskich antypatii. Napisać, że Medaliki nigdy nie miały po drodze z drużyną z Łodzi, to jak nic nie napisać – między fanami jednych, jak i drugich od zawsze było gorąco i obie ekipy nie szczędziły sobie „uprzejmości”. Dla fanatyków Rakowa to właśnie mecze z Widzewem są tymi, na które czekają i ostrzą sobie zęby najbardziej. Nie jest tajemnicą, że ekipa spod Jasnej Góry nie ma najlepszego czasu, więc zwycięstwo było potrzebne na gwałt, a żeby odbudować lekko nadszarpnięte zaufanie fanów czerwono-niebieskich, wygrana w Łodzi jest najlepszym z możliwych rozwiązań.
Widzew chciał postraszyć
W słoneczne, ale chłodne popołudnie kibice przywitali obie ekipy w Sercu Łodzi. Stadion wypełniony praktycznie do ostatniego miejsca i dwa zespoły, które są w lekkim dołku po dziesięciu kolejkach PKO BP Ekstraklasy. Raków rozpoczął na dużej intensywności. Zawodnicy Marka Papszuna stworzyli sobie pierwszą akcję zakończoną strzałem już po 50 sekundach meczu. Medaliki chciały pójść za ciosem, kiedy to dosłownie trzy minuty później były zawodnik Widzewa, Michael Ameyaw, dośrodkował piłkę w pole karne na Iviego Lopeza, ale Hiszpan przestrzelił w całkiem niezłej sytuacji.
Łodzianie nie chcieli oddać pola Rakowowi i próbowali swoich sił z przodu. W swojej pierwszej okazji Mariusz Fornalczyk oddał celne uderzenie na bramkę Kacpra Trelowskiego. Bramkarz Rakowa odbił futbolówkę do boku, ale nie była to interwencja z gatunku tych spokojnych i pewnych. Raków ostatnio ma trochę szczęścia, jeśli chodzi o pozycje spalone swoich przeciwników. W poprzednim spotkaniu z Lechem dwa razy VAR decydował o anulowaniu gola dla oponentów, tak i tym razem wideoweryfikacja wyłapała nieprawidłowości. Po akcji tercetu Shehu–Fornalczyk–Akere ten ostatni skierował piłkę do bramki, ale pozycja spalona Fornalczyka spowodowała, że na tablicy świetlnej nadal widniał wynik 0:0.
Częstochowianie mieli jeszcze swoje okazje w pierwszej połowie, kiedy to najpierw świetnym dryblingiem w polu karnym rywala popisał się Adriano Amorim, ale już wykończenie nie było na tyle dobre, żeby zdobyć gola i bramkarz Widzewa zdołał sparować strzał Brazylijczyka. Kilka minut później, po niemałym zamieszaniu, Peter Baráth początkowo nie trafił czysto w piłkę, następnie strzał Jonatana Brunesa wybił z linii bramkowej Ricardo Visus, a kolejną dobitkę zmarnował po raz drugi Baráth. Ogromny brak skuteczności ze strony Medalików i na przerwę obie ekipy zeszły przy wyniku remisowym. Natomiast to podopieczni Marka Papszuna mogli czuć większy niedosyt.
Przedwczesna radość gospodarzy
Widzewiacy mogli rozpocząć drugą część spotkania bardzo mocnym uderzeniem. Mariusz Fornalczyk zagrał wyśmienitą piłkę do Szymona Czyża, ten odegrał piętą do Frana Álvareza, który wystawił piłkę na pustą bramkę do Andiego Zeqiriego i piłka wylądowała w siatce, ale w porównaniu do pierwszej połowy, tutaj pozycja spalona została pokazana błyskawicznie. Czy to szczęście Rakowa, że w ciągu dwóch meczów przeciwnicy aż cztery razy posyłali futbolówkę do bramki z pozycji spalonej? Można polemizować, gdyż to obrona Rakowa w tych sytuacjach bardzo dobrze trzymała wspólnie linię.
Gospodarze nie byli w stanie zaskoczyć w żaden sposób Medalików. Zapędy ofensywne drużyny z Łodzi zostały bardzo mocno zneutralizowane przez zawodników w białych strojach. Tym samym Widzew był tylko tłem dla lepiej zorganizowanego zespołu spod Jasnej Góry.
Kontrola i gwóźdź do trumny
Co prawda w drugiej połowie Raków spuścił trochę z tonu, ale konsekwentnie starał się wywierać presję na rywalu. Ofensywnych akcji nie było zbyt wiele, choć jeśli już do nich dochodziło, to pod obiema bramkami robiło się naprawdę gorąco. Raz za sprawą akcji rozpoczętej przez Tudora, który rozrzucił piłkę z własnej połowy na skrzydło do Adriano Amorima – Brazylijczyk dobrze skontrował i wystawił futbolówkę do Brunesa, ale Norweg pomylił się nieznacznie. W odpowiedzi, chyba najbardziej aktywny gracz Widzewa, Mariusz Fornalczyk pomknął lewą flanką i sam zakończył akcję uderzeniem, ale na jego drodze stanął tym razem Bogdan Racovițan, który wyręczył Kacpra Trelowskiego.
Tak samo, jak w poprzednim meczu Widzewa z Rakowem w Sercu Łodzi, rozstrzygnięcie miało miejsce w ostatnich sekundach meczu. Peter Baráth do spółki z Michaelem Ameyawem rozklepali obronę gospodarzy w bocznym sektorze boiska, tym samym Ameyaw miał dużo czasu na wykonanie dokładnego dośrodkowania w pole karne, a tam Lamine Diaby-Fadiga wygrał walkę w powietrzu i strzałem głową zamknął mecz. Tym samym Raków po raz kolejny wygrał na wyjeździe z Widzewem i dopisał bardzo ważne trzy punkty do ligowej tabeli.
Świetny Tudor, kapitalny Ameyaw
W tym miejscu nie trzeba zbyt wiele opisywać. To był najlepszy mecz w wykonaniu zarówno Tudora, jak i Ameyawa. Ten pierwszy rozegrał znakomite zawody, grając z prawej strony bloku defensywnego, gdzie często podłączał się do akcji ofensywnych, wygrywał pojedynki jeden na jeden, a także utrzymywał skuteczność swoich podań na bardzo wysokim poziomie procentowym. Warto zwrócić uwagę również na to, że w 90. minucie przerwał groźnie zapowiadającą się kontrę gospodarzy.
Michael Ameyaw przede wszystkim zaliczył asystę przy golu Diaby-Fadigi, ale także był bardzo aktywny na swojej stronie i tak samo jak Fran Tudor – rzadko kiedy popełniał błędy, a jeśli nawet takowe się przydarzyły, to nie były one na tyle istotne, żeby Widzew mógł zagrozić Medalikom. Tym samym ofensywny pomocnik urodzony w Łodzi dał sygnał trenerowi Papszunowi, że może mieć z niego duży pożytek właśnie na pozycji wahadłowego.
Na mały plusik zasługuje również wejście z ławki Karola Struskiego, który pojawił się na placu gry w 79. minucie. Sprawiał wrażenie pewnego i bardzo głodnego gry. Nie popełnił żadnego błędu, a jego zagrania były na bardzo poprawnym poziomie, co może cieszyć częstochowskich kibiców.
Już w czwartek Raków rozpocznie swoje zmagania na scenie europejskiej. Na ArcelorMittal Park w Sosnowcu podopieczni Marka Papszuna zmierzą się z rumuńskim Universitatea Craiova w ramach inauguracyjnego meczu Ligi Konferencji UEFA.
Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Widzew – Raków, które znajduje się poniżej.




