startBlogKonsekwentny Raków coraz bliżej mistrzostwa. Stal pokonana

Konsekwentny Raków coraz bliżej mistrzostwa. Stal pokonana

Konsekwencja, powtarzalność i skuteczność to epitety opisujące Raków Częstochowa, który zmierza ku zdobyciu swojego drugiego mistrzostwa Polski. Maszyna trenera Marka Papszuna zbudowana w przeciągu kilku miesięcy tym razem pokonała Stal Mielec 2:0 i umacnia się jako lider.

Wysłane przez Jarosław Kłak | maj 4, 2025 | Piłka nożna | 6 min czytania

Bez niespodzianki na Podkarpaciu

Stal Mielec w rundzie wiosennej osiąga katastrofalne wyniki. Zaledwie siedem zdobytych punktów, a w całym sezonie 26, to zdecydowanie za mało, żeby myśleć o utrzymaniu w PKO BP Ekstraklasie. Na teren ostatniej drużyny w tabeli przyjechał w sobotę pretendent do zdobycia mistrzostwa Polski – Raków Częstochowa, więc miejscowi zbyt wielkich nadziei na zdobycie punktów w tym meczu nie mieli. W Częstochowie zaś nikt nie zakładał innego scenariusza niż zwycięstwo. I tak też ostatecznie się skończyło, choć na pierwszego gola gości trzeba było czekać aż do 73. minuty. Raków zwyciężył po bramkach wchodzącego z ławki Petera Baratha oraz Jonatana Brunesa. Czerwono-niebiescy cały czas odczuwają na swoich plecach oddech Lecha Poznań i jak się potem okazało, Lecha, który kilka godzin później rozgromił Puszczę Niepołomice 8:1. Tak więc zdobycie trzech punktów przez Raków było obowiązkowe.

Raków toporny, lecz cierpliwy i skuteczny

Występ Rakowa w Mielcu nie należał do kategorii tych szczególnie błyskotliwych, a upływające minuty w pewnym momencie zaczęły przyprawiać kibiców z Częstochowy o postępującą dawkę stresu. Największy poziom osiągnęła ona jednak już w pierwszym kwadransie, kiedy Medalików w sytuacji jeden na jeden z Fryderykiem Gerbowskim uratował niezawodny Kacper Trelowski. Poza tą sytuacją nie można powiedzieć, że Stal zagrażała Rakowowi. Wręcz przeciwnie – stworzyła gościom warunki do kreowania ataków. Podopieczni Marka Papszuna nie mogli jednak znaleźć sposobu na zdobycie gola, a sprawy nie ułatwiała słaba dyspozycja Jeana Carlosa i fatalny występ Jesusa Diaza, który tego dnia był chyba najgorszy na boisku po stronie czerwono-niebieskich. Kolumbijczyk nie utrzymał formy z poprzedniego tygodnia i był zwyczajnie bezproduktywny. Raków zdołał trafić do bramki Jakuba Mądrzyka pod koniec pierwszej połowy za sprawą Jonatana Brunesa, jednak jak się okazało Norweg cieszył się zbyt wcześnie, bowiem po VAR-ze odwołano gola przez pozycję spaloną Vladislava Kochergina.

Reklama

Po przerwie podopieczni Marka Papszuna prezentowali się nieco lepiej, konsekwentnie szukając swojej szansy. Wszystkie formacje spisywały się bardzo dobrze. Defensywa pracowała świetnie. Niezmordowany Zoran Arsenić zaliczył kolejny świetny występ, nie raz stopując jakiekolwiek próby ataków rywali. O to więc nie trzeba było się martwić. Zaś jeśli chodzi o ofensywę, to wraz z upływem czasu Raków zwiększył częstotliwość swoich ataków, mając świadomość, że Stal traci siły. Drugi tydzień z rzędu kluczem do zdobycia pierwszego gola był rzut rożny. Te znakomicie wykonuje Vladislav Kochergin. Po kilku takich kornerach, jednego z nich na gola zamienił Peter Barath, który mógł się cieszyć z gola zaledwie siedem minut po wejściu z ławki. Zawodnicy z Częstochowy nauczeni niedawnym doświadczeniem z Niepołomic wiedzieli, że jednobramkowa przewaga to może być zbyt mało, aby dowieźć trzy punkty. Atakowali dalej i Jonatan Brunes kilka minut później po znakomitym wykończeniu głową podwyższył prowadzenie na 2:0. Mimo ciężkiego obrazu gry szczególnie w pierwszej połowie, Raków zwyciężył i to jest najważniejsze w kontekście rywalizacji z Lechem Poznań o mistrzostwo.

Jakub Mądrzyk następcą Trelowskiego?

Golkiper Stali Mielec – Jakub Mądrzyk, który jest wypożyczony z Rakowa pozytywnie zareagował na zeszłotygodniowe wydarzenia z Lubina, gdzie popełnił fatalny błąd, skutkujący stratą bramki. Z pewnością zależało mu na tym, aby dobrze zaprezentować się przed macierzystym klubem i można powiedzieć, że zdał egzamin. Bramkarza docenił po meczu sam Marek Papszun, który powiedział o Kubie, że podszedł do spotkania jako profesjonalista i zagrał na najwyższym poziomie. Patrząc na całokształt to kolejny udany występ 21-letniego bramkarza, który być może już wkrótce będzie jedynką w Rakowie. Nie wiadomo, czy w przyszłym oknie transferowym Raków nie pożegna się z Kacprem Trelowskim, za którego w każdej chwili może spłynąć interesująca oferta. Jeśli tak się stanie, to Mądrzyk być może po przebyciu drogi szkoleniowej na wypożyczeniach kolejno w Stomilu Olsztyn, Miedzi Legnica i Stali Mielec będzie gotowy do wejścia w buty „Trela”.

Amorim na wahadle – to ma rację bytu

Adriano Amorim to zawodnik, który w tym sezonie uzbierał jedną z największych liczb minut na boisku, jednak przez większość sezonu był krytykowany. Marek Papszun ceni sobie tego zawodnika i docenia w nim jego pracowitość. Wszyscy jednak dostrzegali, że jako dziesiątka brakowało mu czegoś „wow”. Od piłkarzy na pozycji numer „10” oczekuje się błyskotliwości, nieszablonowości i pewnego drygu do realizowania niekonwencjonalnych rozwiązań. Tego wszystkiego brakowało Brazylijczykowi. Natomiast w meczu ze Śląskiem został on wystawiony na wahadle i spisywał się na tyle dobrze, że w meczu ze Stalą trener Medalików ponownie zdecydował się na takie rozwiązanie i ponownie się ono sprawdziło. To właśnie jako wahadłowy Amorim może w pełni wykorzystywać swoją motorykę z pożytkiem dla zespołu. Wydaje się, że to jest ta właściwa dla niego pozycja.

Brunes – napastnik wysokiej klasy

Nie ulega to wątpliwościom, że na koniec rozgrywek Jonatan Brunes będzie wymieniany jako kluczowa postać Rakowa Częstochowa w tym sezonie. Norweg jest typem napastnika, jakiego Raków poszukiwał latami. To snajper, który wie w jakim miejscu ma się znaleźć, w jaki sposób dołożyć głowę lub nogę. Wykończenie, jakie posiada Brunes czyni go napastnikiem naprawdę wysokiej klasy i z kolejną bramką dodaje kolejny argument za tym, aby latem Raków zdecydował się na wykorzystanie opcji wykupu. Trafienie przeciwko Stali jest już dwunastą bramką Norwega w barwach Medalików, a mógłby ich mieć jeszcze więcej, bowiem nie raz w tym sezonie VAR cofał zdobytego przez niego gola.

Raków na ostatniej prostej

Przed Rakowem Częstochowa ostatnie trzy mecze sezonu 2024/25. W przyszłym tygodniu czerwono-niebiescy podejmą Jagiellonię na własnym stadionie. Mimo gorszego finiszu sezonu w wykonaniu ekipy Adriana Siemieńca, przed Rakowem będzie zdecydowanie cięższe zadanie, niż w sobotę w Mielcu. W tym momencie Medaliki muszą już tylko wygrywać. Tymbardziej w obliczu spotkania Lecha z Legią w Warszawie, bowiem tam Lech może stracić punkty i zakładając taki scenariusz, Raków mógłby w przyszłym tygodniu stworzyć sobie bardzo komfortowy bufor punktowy przed wyjazdem do Kielc. Kto wie, czy historia się nie powtórzy i czy właśnie przeciwko Koronie, podobnie jak przed dwoma laty, Raków będzie grać o przypieczętowanie mistrzostwa? Warto jednak pamiętać o tym jednym podstawowym zdaniu – w tym momencie Raków musi wygrywać i to też uczynił przeciwko Stali Mielec.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo