startBlogRaków zrobił krok, ale w tył. Porażka na własnym stadionie

Raków zrobił krok, ale w tył. Porażka na własnym stadionie

Raków Częstochowa przegrał pierwszy mecz III rundy eliminacji do Ligi Konferencji UEFA z izraelskim Maccabi Haifa 1:0.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | sie 8, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Nie tego spodziewali się kibice zgromadzeni na zondacrypto Arenie w czwartkowy wieczór. Trener Marek Papszun może mieć powody do niepokoju przed rewanżowym spotkaniem na Węgrzech. Raków Częstochowa nie sprostał wyzwaniu i przegrał bardzo ważny mecz.

Europa jednak nie da się lubić

Krótko, ale konkretnie. W środę Crvena Zvezda nie pozostawiła złudzeń Lechowi Poznań w walce o Ligę Mistrzów, pokonując Kolejorza aż 3:1 na Bułgarskiej i tym samym stawiając mistrza Polski w arcytrudnym położeniu przed rewanżem. Legia Warszawa udała się na Cypr, gdzie rywalizowała z AEK-iem Larnaka. Początek meczu był obiecujący w wykonaniu warszawiaków i do przerwy Legioniści remisowali na bardzo trudnym terenie. Jednak po przerwie wszystko się posypało i ekipa ze stolicy w końcowym rozrachunku schodziła pokonana aż 1:4. Jedynie Jagiellonia dopisała punkty do ligowego rankingu. W wyjazdowym spotkaniu w Danii zwyciężyła z Silkeborgiem 1:0 i jest blisko awansu do rundy play-off eliminacji Ligi Konferencji UEFA. Tym optymistycznym akcentem możemy przejść do clue całego tekstu, czyli meczu Rakowa. Niestety, ale nie było to najlepsze widowisko tego sezonu. Medaliki zagrali strasznie nierówno – początek był obiecujący, ale z obiecującym graniem nie ma się co pchać na europejskie salony. 

Kolejne zmiany w składzie 

Marek Papszun znów namieszał. W porównaniu do ostatniego spotkania pucharowego doszło do trzech zmian. W pierwszym składzie nie wystąpił przede wszystkim Jonatan Brunes, który – jak wynika z informacji przekazanych przez klub – doznał urazu i nie był w stanie przystąpić do dzisiejszego meczu. W jego miejsce wskoczył Patryk Makuch, przesunięty z pozycji numer dziesięć. Od pierwszej minuty zagrali również Tomasz Pieńko, Péter Baráth, a także Bogdan Racovițan – wracający po kontuzji. Kolejne zmiany, które mogły spowodować brak zrozumienia między zawodnikami. W takim meczu nie ma miejsca na eksperymenty, które zdecydowanie, chcąc nie chcąc, się pojawiły. Niezrozumiałe jest wystawienie Tomka Pieńki, który zagrał do tej pory 45 minut w meczu z Radomiakiem i przy tym nie pokazał wyraźnie jakości w swojej grze. 

Dobry kwadrans, niezła połowa

Pierwszy kwadrans pokazał, że Medaliki chciały kontrolować mecz i kreować grę pod swoje dyktando. Narzucili wysoki pressing na przeciwnika, do czego już nas zdążyli przyzwyczaić. Bardzo aktywnie było z prawej strony, gdzie szalał Fran Tudor – dobre dośrodkowania, intensywność, a także okazja na zdobycie gola, ale w ostatnim momencie jego strzał zablokował obrońca drużyny z Izraela. Przez te 15 minut było widać, kto jest faworytem w tym spotkaniu, a także możliwe, że w całym dwumeczu. Niestety, ale mecz gra się przez 90 minut – o tym czerwono-niebiescy zdecydowanie zapomnieli. Kolejne 30 minut to głównie walka w środku pola, mniejsze zaangażowanie w mecz, a także momentami oddawanie inicjatywy przeciwnikowi. Nie takiego widowiska spodziewali się kibice zgromadzeni przy Limanowskiego 83. 

Druga połowa bez efektu

Po przerwie Raków nadal miał optyczną przewagę, ale brakowało mu tempa, świeżości i przede wszystkim skuteczności. Próby konstruowania akcji kończyły się na dobrze zorganizowanej obronie Maccabi, a schematyczne rozegranie nie pozwalało wprowadzić elementu zaskoczenia. Najlepszą okazję miał Peter Barath, ale jego mocny strzał zza pola karnego świetnie obronił Heorhij Jermakow. Świetną sytuację miał również Oskar Repka, ale jego strzał głową poleciał prosto w ręce bramkarza Maccabi.

Izraelczycy grali cierpliwie, czekając na moment, by zadać decydujący cios. Ten nadszedł w 61. minucie – Ethan Azoulay, pozostawiony zbyt daleko od kryjącego go Ericka Otieno, obrócił się z piłką w polu karnym i precyzyjnym strzałem przy dalszym słupku pokonał Kacpra Trelowskiego. Po stracie gola Raków próbował odrabiać straty, jednak ataki kończyły się na szesnastce przeciwnika. Zmiany wprowadzone przez Marka Papszuna nie odmieniły obrazu gry, a brak konkretów w ofensywie sprawił, że drużyna nie zdołała wyrównać i skomplikowała sobie sytuację przed rewanżem.

Głowy w dół, ale to jeszcze nie koniec

Po ostatnim gwizdku było cicho. Z trybun nie poleciały brawa, ale też nie było gwizdów. Kibice z młyna pokrzepili jedynie zawodników, krzycząc „za tydzień tylko zwycięstwo”. Raków miał wygrać ten mecz, miał wrócić na właściwe tory po porażce z Radomiakiem. A tymczasem – znów krok w tył. Ale sytuacja nie jest jeszcze przesądzona. Rewanż odbędzie się na stadionie w Debreczynie, a Raków pokazywał już nie raz, że potrafi grać pod presją. Jednak żeby marzyć o fazie ligowej, trzeba zagrać na znacznie wyższym poziomie. I przede wszystkim uwierzyć, że się jeszcze da. 

Po spotkaniu przeprowadziliśmy studio pomeczowe, w którym szerzej omówiliśmy czwartkowe wydarzenia boiskowe na zondacrypto Arenie. Zachęcamy do obejrzenia.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo