Udany początek eliminacji. Raków zwyciężył, choć było nerwowo
Kibice, którzy zgromadzili się w czwartkowy wieczór przy Limanowskiego 83, mogą mieć powody do zadowolenia.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lip 25, 2025 | Piłka nożna | 6 min czytania

Spis treści:
Raków Częstochowa wygrał w pierwszym meczu na własnym stadionie z MSK Žilina 3:0 w II rundzie eliminacji do UEFA Conference League. To był przyzwoity powrót do
domu, choć nie brakowało nerwowych momentów.
Pucharowy wieczór polskich ekip
Po efektownym zwycięstwie Lecha w eliminacjach do Ligi Mistrzów nad islandzkim Breidablikiem, czwartek należał do pozostałych polskich drużyn w europejskich pucharach. Legia już miała swoje przetarcie z kazachskim Aktobe, a Jagiellonia i Raków rozpoczynały swoją tegoroczną przygodę w drodze na europejskie salony. Najbardziej wymagającego przeciwnika z naszych drużyn miała Legia, która pojechała do Czech, gdzie mierzyła się z Baníkiem Ostrawa. Po wyrównanym spotkaniu Legioniści zremisowali 2:2, choć w ostatnich minutach Czesi zdobyli gola. Po interwencji VAR-u bramka została anulowana. Dzięki temu można było doliczyć kolejne punkty do naszego rankingu krajowego. Jagiellonia natomiast udała się do Serbii na pojedynek z miejscowym Novi Pazarem. Duma Podlasia zaczęła szybko, strzelając gola już w 9. minucie, ale odpowiedź gospodarzy przyszła błyskawicznie – Serbowie wyrównali po 10 minutach. Remis utrzymywał się bardzo długo i jak w przypadku Legii, szczęście znów uśmiechnęło się do polskiej ekipy. Tym razem nie VAR, a gol Afimico Pululu. Białostoczanie wracali więc z tarczą do Polski.
Kiedy Jagiellonia kończyła swoje spotkanie, Raków dopiero rozpoczynał batalię o Europę. Był to pierwszy domowy mecz w nowym sezonie dla podopiecznych trenera Marka Papszuna. Atmosfera na Limanowskiego od samego początku była wyczuwalna w powietrzu. Będąc na miejscu, można było zaczerpnąć tych pucharowych emocji. Świetne warunki do gry, pełny stadion i kibice, których przepełniała nadzieja. Częstochowa stała się małą mekką futbolowej gorączki.
Walenie głową w mur – czyli Raków w swoim stylu
Nie ma co ukrywać – to był mecz z kategorii „zwycięstwo jest obowiązkiem”. I nie piszemy tu o meczu wyrównanym, gdzie decydują detale czy indywidualne błyski. Nie – to było spotkanie, które miało pokazać miejsce w szeregu słabszej drużynie. Co prawda, był to pojedynek dwóch wicemistrzów swoich krajów, jednak to Raków był murowanym faworytem. MSK Žilina znana jest częstochowskim (i nie tylko) kibicom głównie z dwóch nazwisk – Pavla Staňo, byłego trenera Wisły Płock, i Martina Kuciaka – brata Dusana, byłego golkipera Rakowa. Zawodnicy czerwono-niebieskich, jak i widownia zgromadzona na zondacrypto Arenie, mogli być pewni jednego – to piłkarze Marka Papszuna mają być stroną dominującą, zespołem, który będzie prowadził grę. A jak wiemy, czasem takie granie może być dla Rakowa problematyczne. I dokładnie to widzieliśmy w pierwszej połowie. Trener po meczu przyznał, że ta część nie była najlepsza w wykonaniu jego drużyny. Trudno się z tym nie zgodzić.
Początek był bez polotu, bez finezji. Obserwowaliśmy wymiany podań między zawodnikami Rakowa, które nie były w stanie w żaden sposób nadszarpnąć obrony Słowaków. Od czasu do czasu grane były długie, wysokie piłki przez środek pola w poszukiwaniu Jonatana Brauta Brunesa, które w lwiej części kończyły interwencjami bramkarza Žiliny na przedpolu. Aktywnie było za to na lewej stronie. Erick Otieno często dopadał do piłki i wrzucał w pole karne, ale większość dośrodkowań była niecelna. Trzeba jednak przyznać, że to właśnie Kenijczyk sprawiał najwięcej problemów defensywie gości.
Niebezpieczna kontrola meczu
Częstochowianie szanowali piłkę, wymieniali podania, mieli wszystko pod kontrolą. No właśnie, ale czy na pewno? Nie do końca. Raków miał jedną bardzo dobrą sytuację na gola. Fran Tudor posłał niskie, przeszywające dośrodkowanie w pole karne, ale nikt nie zamknął akcji. I to była najlepsza okazja. Tymczasem Žilina mogła otworzyć wynik już w szóstej minucie, lecz Michal Faško na szczęście minimalnie chybił. Kolejna groźna sytuacja to 35. minuta – fatalne interwencje Tudora i Arsenicia, sytuacja dwa na jeden i… skończyło się na strachu. Teoretycznie Raków kontrolował mecz, ale kto wie, co by było, gdyby to goście wyszli na prowadzenie.
Otwarcie worka z bramkami
W końcu się udało, ale w jakim stylu! Gdyby pokazać „typowego gola Rakowa”, to właśnie tak – walka, chaos, przypadek i… kolano. Na portalu X jeden z użytkowników napisał: „Typowy Raków, jak nie idzie, to kolanem wcisną”. Ale jak się to mówi, nieważne jak, ważne że wpadło. Po tym golu mur Žiliny się posypał. Karny po ręce, druga żółta i w konsekwencji czerwona. Było po meczu.
W 70. minucie trener Papszun wpuścił na boisko Lamine Diaby-Fadigę, Jesúsa Díaza i Leonardo Rochę. I były to świetne wejścia. Wszyscy aktywni, agresywni, napędzający grę. Diaby-Fadiga potrzebował tylko trzech minut, by strzelić gola i zaliczyć idealny debiut na Limanowskiego. Dobrze pokazał się też Adriano Amorim, który pojawił się na murawie nieco później. Jego dryblingi mocno irytowały obrońców gości.
Stratos “The Incredible” Svarnas
Co za ściana! Grek był absolutnie bezbłędny. Pewny w obronie, dobrze wyprowadzał piłkę, bez zbędnych strat. W pierwszej połowie nawet mógł zdobyć gola, ale uderzył minimalnie nad poprzeczką. Jeśli Svarnas utrzyma tę formę, to rywale będą mieć z nim duży problem, aby go przejść.
Żółta kartka dla Struskiego
Skoro chwalimy, to i trzeba czasem zganić. To nie był ten sam Karol Struski, którego widzieliśmy w sparingach, czy w meczu z GKS-em Katowice. Wolny, przewidywalny, niedokładny – cień samego siebie. Wszyscy liczą na to, że będzie nowym dyrygentem środka pola, ale dziś nie udźwignął roli. Miejmy nadzieję, że to tylko wypadek przy pracy.
Dobre nastroje przed rewanżem
Raków, mimo początkowych trudności, zrobił swoje. Wygrał, strzelił trzy gole i dorzucił punkty do rankingu UEFA. To cieszy i daje nadzieję przed rewanżem na Słowacji. Jeśli Medaliki zagrają tam z podobnym zaangażowaniem, można być spokojnym jeśli chodzi o awans do kolejnej rundy eliminacji do Ligi Konferencji Europy. Ale zanim rewanż, najpierw mecz z Wisłą Płock w ramach 2. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Raków znów zagra u siebie – w niedzielę o 14:45 na zondacrypto Arenie. Pozostaje trzymać kciuki za szybką regenerację i komplet punktów.
Po zakończeniu spotkania Rakowa z Żiliną na naszym kanale NA WYLOT przeprowadziliśmy studio pomeczowe, w którym swoimi opiniami na temat meczu wymieniali się Igor Grzesiak, Maksymilian Kokott i Artur Kita, a także ze stadionu połączyli się Kamil Głębocki i Jarosław Kłak. Zachęcamy do obejrzenia.




