startBlogSezon mistrzowski, a może ligowy średniak? Raków wrócił do gry

Sezon mistrzowski, a może ligowy średniak? Raków wrócił do gry

Raków Częstochowa rusza do walki o mistrzostwo, Puchar Polski i europejskie puchary z jasno określoną strategią i wielkimi ambicjami.

Wysłane przez Bartłomiej Zug | lip 26, 2025 | Piłka nożna | 10 min czytania

Zmagania ligowe, Puchar Polski, europejska rywalizacja to oczywiste i niejedyne wyzwania, przed którymi stoi Raków w sezonie 2025/2026. Czy drużyna, którą w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce Marek Papszun poprowadził 170 razy, zrealizuje misję właściciela i zarządu oraz nadzieje swoje i kibiców? Z pewnością są ku temu konkretne przesłanki i argumenty, ale nie brakuje też poważnych zagrożeń.

Nieznośne wyczekiwanie

„Nuda… nic się nie dzieje, proszę Pana… mogli mówić, za jednym z bohaterów kultowego Rejsu piłkarscy kibice w naszym kraju o rzeczywistości poprzednich tygodni. Wakacyjna przerwa od rozgrywek to trudny czas dla sympatyków PKO BP Ekstraklasy. Braku tego, co jest solą piłkarskiej i kibicowskiej ziemi, a więc emocji, nic nie może zrekompensować. Nie pomagały za wiele pierwsze relacje z przygotowań, czy całkiem zręcznie przygotowane vlogi z krajowych i zagranicznych zgrupowań polskich drużyn. I tylko przez chwilę głowę przeciętnego kibica w ojczyźnie miały szansę zająć dwa tematy. Po pierwsze wielotygodniowa saga, czy raczej telenowela związana z wyborem selekcjonera piłkarskiej kadry narodowej w reżyserii prezesa PZPN Cezarego Kuleszy. Nie znam jednak chyba nikogo, kto w pewnym momencie nie miał dosyć ciągłych spekulacji, zwrotów akcji i kolejnych nazwisk potencjalnych trenerów. Dobrze, że te męczarnie już się skończyły!

O wiele wdzięczniejszym tematem, ale takim, którego w Polsce dopiero się uczymy, była gra kobiecej reprezentacji na piłkarskich mistrzostwach Europy. Polki w historycznym, pierwszym występie na EURO odebrały solidną lekcję futbolu, ale i pokazały waleczny charakter, o którym zapomnieliśmy już, oglądając na przykład mężczyzn w reprezentacji. Przez chwilę paniom kibicowała duża część społeczeństwa. Pospiesznie uczyliśmy się imion i nazwisk zawodniczek, a wielu dziennikarzy próbowało doszkolić się z tematyki piłki kobiecej.

W końcu jednak, po 55 dniach, wróciła ona – PKO BP Ekstraklasa. Przez wielu nazywana „najlepszą ligą świata”, bo jest nasza, rodzima, budząca lokalne sympatie i antagonizmy, rozgrzewająca serca. I chociaż daleko jej do lig TOP 5 w Europie, to wiadomo, że „koszula bliższa ciału”. Patrząc na historię ostatnich lat spójrzmy, czego może się spodziewać Raków Częstochowa, a więc drużyna najregularniej stająca na podium w minionych sezonach ligowych. W ciągu sześciu ostatnich kampanii (czyli od powrotu do Ekstraklasy) Medaliki trzykrotnie zdobyły srebrne medale, a raz w sezonie 2022/2023 częstochowianie zostali mistrzami Polski. Do klubowej gabloty piłkarze wstawili też po dwa Puchary i Superpuchary Polski. Czy zatem są podstawy, żeby myśleć o kolejnych sportowych zdobyczach? A może nowe okoliczności sugerują, że powtórzyć tamte osiągnięcia będzie ciężko?

Ruszyła maszyna – „nowe – stare” klubowe priorytety

Tegoroczną rywalizację w lidze Raków Częstochowa rozpoczął spokojnie od skromnego zwycięstwa 0:1 z GKS-em Katowice. Najważniejsze dla sztabu szkoleniowego i trenera Marka Papszuna było dobre rozpoczęcie nowych rozgrywek. Szkoleniowiec mówił między innymi na pomeczowej konferencji: „Zależało nam, aby dobrze zacząć i dobrze wejść w sezon. I to zrobiliśmy. Wymagający przeciwnik. W zeszłym sezonie z GKS-em mieliśmy dwa trudne spotkania. Pierwsze jeszcze na tej starej Bukowej wygraliśmy, ale nie byliśmy lepsi w tym spotkaniu. Drugie spotkanie już lepsze, ale przegrane u nas. Więc te mecze z GKS-em były trudne. Dzisiaj spotkanie było również wymagające, ale myślę, że pokazaliśmy już na starcie taką dojrzałość, taką dobrą organizację i dyscyplinę. I biorąc pod uwagę moment, w którym jesteśmy, to jestem zadowolony. Oczywiście z optymizmem patrzymy w przyszłość”.

Raków zrealizował plan minimum na pierwszą kolejkę sezonu, a więc wygrał swój mecz. A mógł też przecież podzielić los obecnego i poprzedniego mistrza Polski, a więc Lecha Poznań i Jagiellonii Białystok, które dostały srogie lanie w swoich pierwszych meczach, tracąc po cztery gole. Można powiedzieć, parafrazując wielokrotną narrację różnych sportowców o najbliższym meczu, biegu czy skoku, że pierwszy z 34 celów (kolejek ligowych) został osiągnięty.

Celem w Rakowie jest mistrzostwo Polski, bo choć w klubie dominuje pokora i koncentracja na tym co tu i teraz, to czego oczekiwać po świeżo zdobytym wicemistrzostwie. Czasem zresztą taką oczywistość uda się gdzieś usłyszeć między wierszami, jak na przykład w wypowiedzi dla TVP Sport, którą Artur Płatek, Doradca Zarządu ds. Sportowych zakończył stwierdzeniem: „Zawsze Raków będzie grał o mistrzostwo Polski”.

Jonatan Brunes

Największe niebezpieczeństwo

A co to za „moment”, w którym jest drużyna spod Jasnej Góry, o którym wspomniał trener po pierwszym ligowym meczu sezonu? Bez wątpienia jest to moment przebudowy i zgrywania zespołu. Czas wymagający, w którym nie ma wielkiego marginesu błędu. Przed pierwszym meczem, zaledwie kilka dni temu Marek Papszun jasno komunikował, że: „Na dzisiaj mamy gotowych dwunastu – trzynastu graczy z pola. Ci zawodnicy w tych pierwszych spotkaniach będą musieli ten ciężar i odpowiedzialność za grę wziąć. Wierzę, że szybko dołączą kolejni gracze, którzy byli niedysponowani”.

Kontuzje to jeden z najpoważniejszych problemów częstochowian na początku rozgrywek. Na pewno przez całą rundę jesienną, a w wielu prognozach o wiele dłużej, nie zagra Vladyslav Kochergin. Jeszcze jakiś czas trzeba poczekać na przechodzącego rehabilitację po zabiegu Iviego Lopeza. Być może jeszcze w sierpniu wróci także Jean Carlos Silva. Po ponad rocznej przerwie treningi rozpoczął Bogdan Racovitan, a dodatkowo niedysponowany jest Erick Otieno. Jeśli dołączyć do tego planowane „wietrzenie szatni”, czy odejścia kluczowych graczy, jak podstawowego środkowego pomocnika Gustava Berggrena, to sytuacja wydaje się trudna. Na szczęście paniki nie ma, bo sprowadzeni do klubu Karol Struski i Oskar Repka, przechodzą szybki kurs założeń trenera Papszuna i zasad panujących w Rakowie. Jak na razie dają radę. W Częstochowie trwa zatem intensywna praca przede wszystkim na boisku – zgrywanie nowych i starych zawodników, ale też w gabinetach. Chyba nikt nie wątpi w to, że w najbliższych tygodniach pod Jasną Górę przybędą jeszcze nowi piłkarze. Już dokonane zakupy, możliwe nowe nabytki i pewnego rodzaju transfery wewnętrzne (a więc powroty do zdrowia i formy, jak w przypadku Michaela Ameyawa) pozwolą spokojnie pracować i myśleć o sportowych podbojach… no właśnie, na trzech frontach!

Sentymentalny cel

Tradycyjnie już Raków celuje w Puchar Polski. To rozgrywki, które częstochowski klub ceni szczególnie. Zwyciężył w nich dwukrotnie w swojej najnowszej historii. Tak naprawdę, to od sezonu 2019/2020, kiedy jeszcze jako pierwszoligowiec stoczył zwycięskie boje przy Limanowskiego 83 z Lechem Poznań i Legią Warszawa, można mówić, że wszyscy w Częstochowie uwielbiają ten turniejowy charakter rozgrywek. Mam wrażenie, że do tej pory na częstochowskim obiekcie sportowym słychać tumult rozemocjonowanych trybun po strzelonej w 112 minucie bramce przez Andrzeja Niewulisa w starciu z Legią w ćwierćfinale. I oczywiście trzeba pamiętać o lekcji pokory, którą Medaliki otrzymały w ubiegłym sezonie, kiedy sensacyjnie przegrały z pierwszoligową Miedzią Legnica już w pierwszej rundzie zmagań. Nie zmienia to jednak faktu, że Puchar Polski traktowany jest w mieście Świętej Wieży ze szczególnym sentymentem – to pierwsze trofeum Rakowa w historii. A poza tym, co widzą najpewniej wszyscy zarządzający klubami piłkarskimi w Polsce, to najkrótsza droga do europejskich rozgrywek. Jak będzie w Częstochowie w tym sezonie? Zapewne bez zmian, czyli koncentracja i próba zwycięstwa w kolejnej edycji „Pucharu Tysiąca Drużyn”.

„Wierzę, że pokonamy te trzy przeszkody…”

Najszybciej weryfikacja celów sportowych i organizacyjnych przyjdzie w przypadku wspomnianego „trzeciego frontu” – eliminacji do UEFA Conference League, które w Częstochowie właśnie się rozpoczynają. Na początek w pierwszym starciu z MSK Żiliną Medaliki wygrały 3:0. Chociaż drużyna z Limanowskiego jest faworytem w rewanżu, to etap sezonu, przygotowania, a przede wszystkim bolesna historia starć polskich drużyn, także ze Słowakami, karzą tonować nastroje i spokojnie pracować. Dla Medalików to czwarte eliminacje w europejskich pucharach. Dwa razy pod wodzą Marka Papszuna częstochowianie odpadali na ostatnim etapie play-offów kwalifikacji. Nie da się ukryć, że przede wszystkim zbierali wtedy cenne doświadczenie – jak gra się co trzy dni i jaki jest poziom piłki na europejskich salonach. Przygodą największą, jak dotąd, była oczywiście kwalifikacja i gra Rakowa pod wodzą Dawida Szwargi w Lidze Europy w sezonie 2023/2024. A teraz kiedy „the King is back” w klubie dość wyraźne są nadzieje na przedłużenie europejskiej przygody przynajmniej do wiosny. Według komentatorów piłkarskich Raków może realnie patrzeć znów w kierunku czwartej rundy kwalifikacji Ligi Konferencji. Los skojarzył bowiem częstochowian w ewentualnej III rundzie ze zwycięzcą pary Torpedo Żodzino z Białorusi albo z izraelskim Maccabi Haifa. I chociaż zwłaszcza ten drugi przeciwnik jest wyżej notowany od częstochowian w europejskim rankingu, jest rywalem bardziej utytułowanym i bogatszym, to zdecydowanie wydaje się być w zasięgu sportowym wicemistrza Polski. Prosto o marzeniach, czy bardziej założeniach powiedział zresztą trener na konferencji przed przed startem kwalifikacji: „Chcemy wejść do grupy. Oczywiście ten cel jest. To zostało powiedziane w szatni i zespół zna ten cel. Nie zmienia to faktu, że trzeba przejść trzy rundy. Dlatego bardzo ważne jest skupienie na tu i teraz”.

Co zatem dalej?

W piłkarskiej Częstochowie na myśl o nowym sezonie wyczuwalne jest delikatne podniecenie. Sztab szkoleniowy intensyfikuje działania, aby drużyna stawiała kolejne kroki sportowe. A zarząd stara się między innymi wzmocnić i zwiększyć kadrę jeszcze na pierwsze mecze nowego sezonu. To sporo, ale to też tylko tyle, ile da się przewidzieć i zaplanować. Oczywiście konkurencja nie śpi. Jest to sezon w polskiej piłce z imponującą ilością i jakością transferów. Rywalizacja zapowiada się pasjonująco.

To także kolejna odsłona grania co trzy dni. Jeśli chcemy się liczyć na świecie, to ten wymóg trzeba po prostu spełnić. I w końcu w kolejnym sezonie Medaliki będą znowu mierzyć się z okolicznościami, na które mają niewielki wpływ. Pierwsze to zdarzenia losowe – kontuzje. Oby było ich jak najmniej. Drugie to brak infrastruktury sportowej, odpowiedniej dla wieloletniego medalisty piłkarskiej Ekstraklasy. Wstyd powinno być władzom miasta Częstochowy, które od lat obiecują, „przepychają się” z konserwatorem zabytków, pozorują działania. A wicemistrz Polski na arenie międzynarodowej będzie grać znów w Sosnowcu.

Pomimo tych przeciwności projekt Raków Częstochowa ma szansę pójść do przodu. Nad niektórymi przeszkodami warto by może pomodlić się na Jasnej Górze o cud, ale wiele zostanie też pewnie rozwiązanych metodyczną pracą. W kontekście Medalików na filmowe pytanie Czy leci z nami pilot?” odpowiedź wydaje się być oczywista… przynajmniej dwóch.

Jutro kolejne wyzwanie przed czerwono-niebieskimi w 2. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Raków na zondacrypto Arenie zmierzy się z Wisłą Płock. Zachęcamy do obejrzenia naszego studia przedmeczowego.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo