Grudziądz postraszył, ale Sparta pewnie zwycięża
GKM pokazał dziś potencjał, a wrocławianie musieli wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lip 14, 2025 | Żużel | 3 min czytania

Spis treści:
Betard Sparta Wrocław na własnym torze podejmowała Bayersystem GKM Grudziądz w ramach 11. kolejki PGE Ekstraligi. Podopieczni Dariusza Śledzia zwyciężyli 51:39.
Szybkie zawody
W dzisiejsze popołudnie we Wrocławiu sędzia zawodów, Bartosz Ignaszewski, narzucił wysokie tempo spotkania, mimo że nie zapowiadało się na opady na Dolnym Śląsku. Warto wspomnieć, że od czwartku na wrocławskim owalu była rozłożona plandeka na wypadek gorszej pogody.
Już pierwsza seria startów przyniosła intensywne ściganie i kilka naprawdę efektownych mijanek na dystansie. Tor był bardzo przyczepny, a jazda przy bandzie premiowała
zawodników. Jedną z najlepszych akcji popisał się Wadim Tarasienko, który w swoim biegu stoczył zaciętą walkę z Bartłomiejem Kowalskim i na ostatnim łuku czwartego okrążenia, po szerokiej, wyprzedził Polaka, inkasując trzy punkty. Kibice zgromadzeni na Stadionie Olimpijskim mogli się spodziewać widowiskowego meczu.
Szarpana Sparta
Trzy biegi w drugiej serii i dwa ostrzeżenia dla zawodników Sparty. Najpierw Artiom Łaguta, który sam „ukarał się” za ruch na starcie i stracił pozycję. Dzięki swojej szybkości zdołał jednak dopędzić rywali na przeciwległej prostej i wspólnie z Danielem Bewleyem dowieźć podwójne zwycięstwo.
W siódmej gonitwie Brady Kurtz „turlał się” pod taśmą, ale sędzia zwlekał z przerwaniem biegu aż do końca pierwszego okrążenia. Po wznowieniu Spartanie przywieźli cztery punkty. Grudziądz jednak nie przyjechał jedynie w roli statysty. Para Lindbäck–Fricke odgryzła się wrocławianom, wygrywając podwójnie bieg szósty. Nie było w nim jednak większej historii – jak wystartowali, tak dojechali do mety.
GKM w natarciu
Mogła to być rewelacyjna seria dla grudziądzan, a była tylko (i aż) dobra. Goście postawili gospodarzom twarde warunki, czego najlepszym przykładem były biegi 8–10. W tej serii Gołębie zdobyły łącznie dziesięć punktów, a Sparta osiem. Kluczowym momentem było wykluczenie Brady’ego Kurtza po ataku na Maxa Fricke’a. Australijczyk z Wrocławia poszerzył tor jazdy i zepchnął rywala, co zakończyło się upadkiem. W powtórce, rozegranej w trzyosobowym składzie, GKM wygrał podwójnie z Bartłomiejem Kowalskim.
Na chwilę Grudziądz wyszedł na prowadzenie (+2), ale w dziesiątym biegu para Bewley–Łaguta znów zwyciężyła 5:1 i przewaga wróciła na stronę Sparty.
Dwa uderzenia i Sparta pozamiatała
W przedostatniej serii wyjaśniło się wszystko – zarówno kwestia bonusu, jak i samego zwycięstwa w meczu. Sparta uderzyła jak grom z jasnego nieba. Dwa podwójne zwycięstwa gospodarzy mocno podcięły skrzydła grudziądzanom. Teoretycznie GKM mógł jeszcze odwrócić losy spotkania, ale potrzebowaliby trzech podwójnych zwycięstw – co było niemal nierealne. Marzenia zostały pogrzebane jeszcze przed biegami nominowanymi. Świetnie dysponowany Wadim Tarasienko wygrał trzynasty wyścig, ale lider GKM-u, Michael Jepsen Jensen, był dziś cieniem samego siebie i nie dorzucił żadnego punktu.
Bewley i Łaguta – duet idealny
Nic dodać, nic ująć. Kiedy Daniel Bewley i Artiom Łaguta jechali razem, efekt był zawsze ten sam – trzy biegi, trzy razy 5:1. Sparta zagrała jako zespół, i choć GKM postawił twarde warunki, końcówka spotkania zadecydowała o ostatecznym wyniku.
Obaj bohaterowie dnia zdobyli razem aż 24 punkty – Łaguta 13+2, a Bewley 11+3. Najlepszy w ekipie z Grudziądza był niespodziewanie Wadim Tarasienko, który zakończył mecz z dorobkiem jedenastu punktów.



