Talent, który wyhamował. Jakub Myszor na piłkarskim rozdrożu
Jakub Myszor po powrocie z wypożyczenia do Ruchu Chorzów z jednej strony trenuje z Rakowem, ale z drugiej strony jest pomijany w piłkarskim mainstreamie.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lip 9, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Spis treści:
Już niebawem, bo 19 lipca, Raków Częstochowa rozpocznie sezon 2025/26. Pierwszym rywalem Medalików będzie GKS Katowice. Aktualnie klub spod Jasnej Góry przygotowuje się do sezonu w holenderskim Roosendaal. Jak na dziś wygląda kadra Częstochowian? Sezon jeszcze się nie zaczął, a w klubie już pojawiły się kłopoty. Najpierw kontuzja Vladislava Kochergina, potem zabieg Iviego Lopeza i uraz Jeana Carlosa podczas zgrupowania w Arłamowie. Piotr Obidziński w programie „Tylko Sport” na Kanale Sportowym przyznał, że Raków prowadzi kilkadziesiąt negocjacji transferowych. Wzmocnienia – zwłaszcza na pozycji numer 10 – są niezbędne. Natomiast w tym wszystkim pojawia się również nazwisko Jakuba Myszora, o którym zbyt wiele się nie mówi.
Jakub Myszor – transfer nie z przypadku
Jakub Myszor to nie jest temat znikąd. Raków doskonale wiedział, po co sięga. Gdy podpisywał kontrakt w styczniu 2023 roku, był obserwowany i monitorowany już od dłuższego czasu. W Ekstraklasie występował w barwach Cracovii, ale jego rozwój wyraźnie zwolnił. Wtedy Raków postanowił dać mu szansę, widząc w nim zawodnika, którego można na nowo zaprogramować. Podkreślmy to jasno – to nie był transfer z przypadku.
Jeszcze zanim wszedł do wielkiej piłki, jego historia była pełna znaków zapytania. Przeszedł przez GTS Bojszowy, MOSM Tychy, Stadion Śląski Chorzów – był chłopakiem, który nadrabiał brak warunków fizycznych złością, dynamiką i przewagą w pojedynkach jeden na jeden. Mimo, że nie był prototypem ofensywnego pomocnika, zawsze znajdował sposób, by się wyróżnić. Bywało, że zapominał własnych korków, a nawet… nie pojechał na obóz do Turcji z Cracovią, bo miał nieważny paszport. Te niedopatrzenia były zapowiedzią jego późniejszych problemów – wielki talent z łatką nie do końca poukładanego zawodnika.
Problemem głowa
To właśnie mentalność była dla Myszora największym wyzwaniem. W Krakowie mówiło się o jego imprezowym stylu życia – dyskoteki, brak koncentracji, luz za duży jak na młodego piłkarza. Do tego doszło poważniejsze zachowanie – w meczu Ruchu z Pogonią Siedlce w 1. lidze (2023) dostał drugą żółtą kartkę za obsceniczny gest w kierunku kibiców, łapiąc się za genitalia. Głupota i dziecinada, które zostały surowo ukarane. Klub oficjalnie wyraził rozczarowanie, a Jakub Myszor zamiast grać, wylądował na trybunach. I właśnie tu leży jego problem – talent piłkarski jest niezaprzeczalny, ale mentalność i decyzje już nie do końca.
Przebłyski i frustracja w Chorzowie
Wypożyczenie do Chorzowa miało być resetem i miało gwarantować mu grać regularną grę, w celu złapania rytmu i powrotu do formy, którą kiedyś zapowiadał. Sezon gry dla Niebieskich był jednak jak sinusoida – momenty, gdy dostawał szanse i miał asysty oraz ciągnął grę, przeplatały się z okresami poza kadrą meczową. Trener Kamil Kopeć jasno mówił: „Od Jakuba oczekujemy więcej, bo stać go na więcej”.
Pod względem sportowym to nie był sezon, po którym można by powiedzieć, że jest gościem, który lada moment wskoczy do topowej drużyny Ekstraklasy i będzie robić różnicę. Ale też nie był to czas zmarnowany – zagrał w trudnych warunkach, pod presją, zdobył doświadczenie, które zostawia blizny, ale i uczy.
Szansa czy ostatni dzwonek?
Raków ma dziś poważne problemy w ofensywie. Myszor wraca do klubu, który w niego zainwestował i który szuka opcji w ataku. Marek Papszun zna jego ograniczenia, ale też jego atuty – balans, przyspieszenie, umiejętność gry między liniami. Jeśli Myszor chce się odbić, to właśnie teraz. Nie za miesiąc, nie za pół roku, a teraz, gdy Raków potrzebuje świeżej krwi i przebojowości. Zaznaczmy jednak, że to już nie tylko kwestia tego, czy potrafi zagrać dobrą piłkę. Pokazał to nie raz. Chodzi o to, czy w końcu nauczy się grać mądrze, dojrzale i odpowiedzialnie. Bo jeśli znów przegra sam ze sobą, nikt nie będzie czekać na kolejne szanse.
W drużynie Marka Papszuna – realia i wyzwania
Marek Papszun to trener, który nie rozdaje minut na prawo i lewo. Raków to drużyna oparta na żelaznych zasadach taktycznych, dyscyplinie i walce o każdą piłkę – zarówno na treningach, jak i w meczach. To miejsce dla zawodników, którzy oprócz talentu mają także rozumieć grę, trzymać się zespołowego planu i mieć mentalność zwycięzcy. Myszor, wracając do Rakowa, stoi przed podwójnym zadaniem. Z jednej strony Papszun widzi w nim potencjał – szybkość, kreatywność i przebojowość, które mogą wprowadzić potrzebną świeżość i dynamikę, szczególnie na dziesiątce, czy skrzydłach. W czasach, gdy kadra często się zmienia przez kontuzje lub transfery, takie atuty są na wagę złota.
Z drugiej strony szkoleniowiec wymaga profesjonalizmu i odpowiedzialności. Talent to jedno, ale kluczowa jest mentalna dojrzałość i zdolność do gry zespołowej. Trener Papszun nie da szans tylko za błysk – liczy na konsekwencję, zaangażowanie i naukę na błędach. Ostatnie miesiące w Ruchu pokazały, że Myszor potrafi grać solidnie i ma papiery na ligę, ale zdarzają mu się momenty rozluźnienia, które trenerzy zwykle surowo oceniają. Jeśli chce zrobić krok do przodu, musi pokazać, że potrafi łączyć talent z profesjonalizmem i stabilnością.




