6 wniosków po przegranym sparingu Rakowa z Termalicą
Częstochowianie wrócili do gry. Na razie podczas przygotowań.
Wysłane przez Kamil Bednarski | cze 29, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Spis treści:
Raków Częstochowa sobotniego przedpołudnia rozegrał pierwszy mecz kontrolny przed nadchodzącym sezonem i rozpoczął sparingowe granie od porażki 1:3 z beniaminkiem rozgrywek PKO Ekstraklasy – Bruk-Betem Termalicą Nieciecza. Na stadionie w Sosnowcu szansę otrzymało łącznie 22 piłkarzy czerwono-niebieskich, swój nieoficjalny debiut zaliczył Karol Struski, a po wypożyczeniach powrócili Jakub Mądrzyk, Antoni Burkiewicz, Kacper Nowakowski oraz Jakub Myszor. Nie popisał się Michael Ameyaw, który po nierozważnym zachowaniu zakończył swój występ po dziesięciu minutach z czerwoną kartką. Pierwszy test-mecz to oczywiście pierwsze uwagi w notesie trenera Marka Papszuna, który będzie powoli modelował wyjściowy skład na spotkanie pierwszej kolejki ligi w Katowicach z Gieksą.
Sahinović sobie nie pomógł
Między słupkami po odejściu doświadczonego Dusana Kuciaka znajdują się obecnie trzy młode wilki. Niekwestionowaną pozycję ma Kacper Trelowski, a walka dotyczy się o miano drugiego wyboru. Wydaje się, że bliżej tego statusu jest Mądrzyk, który rozegrał pierwszą połowę wczorajszego pojedynku. Nie wpuścił gola, chociaż nie miał wielu szans się wykazać. Obronił jeden strzał z ostrego kąta, lecz nie najpewniej. Raczej dobrze spisywał się na przedpolu, a nogami zdarzały mu się lepsze i gorsze zagrania. Drugie 45 minut rozegrał Muhammed Sahinović, który ten występ będzie chciał jak najszybciej wymazać z pamięci. Bośniak fatalnie zachował się przy pierwszym i drugim trafieniu Słoni, kiedy najpierw wypuścił futbolówkę pod nogi napastnika, a potem nie wybronił uderzenia głową po rzucie rożnym, gdy piłka leciała i płakała. Rywalizacja bramkarzy nadal zapowiada się jednak obiecująco, a na jej kolejną odsłonę czekamy po wyłonieniu nowego trenera golkiperów częstochowian.
Amorim kontynuuje obrany kurs
Pomimo obecności na murawie Jeana Carlosa Silvy i Frana Tudora, trener Papszun zdecydował się nadal rozwijać Brazylijczyka na pozycji wahadłowego, przy przesunięciu wyżej jego bardziej doświadczonego rodaka. Adriano Amorim uspokoił nasze obawy, jakoby jego niezła forma wiosną była tylko jednorazowym wystrzałem, kiedy stwierdziliśmy, że postępy 23-latka wreszcie przyspieszyły. Długo był największym kamyczkiem do ogrodu drużyny, która źle spisywała się w ofensywie. Teraz ma lekkość w pojedynkach, jest zaprogramowany nie tylko na bieganie i potrafi wywierać korzystny wpływ na kolegów. Bardzo równy we wszystkich strefach boiska i z nutą błysku na skrzydle.
Niewykorzystana szansa Zielińskiego
Kapitan zespołu U-19 pojawił się na boisku przed ostatnim kwadransem wraz z Filipem Hermanem przy niekorzystnym wyniku. Był wobec tego nastawiony na grę do przodu, ale nie może to zasłonić ogromnej winy naszego młodego stopera przy stracie trzeciej bramki. Kiedy wydawało się, że 18-latek zdążył odbudować ustawienie w kontrze niecieczan, wtedy karygodnie odpuścił lub zlekceważył Morgana Fassbendera, który widząc że przeciwnik nie idzie w kontakt jednym przyspieszeniem wypracował sobie dogodną sytuację i pozostało mu trafić do siatki uderzeniem przy dalszym słupku. Przy zdrowym Mosórze i wracającym Racovitanie Zieliński oczywiście był daleko od występów w pierwszej drużynie, a tą sytuację tej drogi sobie nie skrócił.
Struski z Seckiem będą rosnąć
Nowy nabytek Medalików był po tym starciu prawdopodobnie najbardziej chwalonym punktem przez kibiców. Wracający po cypryjskich wojażach Karol Struski po kontuzji Vladyslava Kochergina i urazie Iviego Lopeza musi wziąć na siebie kawał sporej odpowiedzialności za kreację, ale w sobotę wysłał sygnał że jest na to przygotowany. 24-latek bardzo dużo widzi, potrafi zagrywać piłki na nos i umiejętnie zamaskować swoje braki fizyczne na tej pozycji. Przyzwoicie wyglądał także wprowadzany stopniowo Ibrahima Seck, który zdobył jedyną tego dnia bramkę dla wicemistrzów Polski. Senegalczyk znakomicie przymierzył zza pola karnego po podaniu Myszora. Być może czerwono-niebiescy będą zmuszeni coraz częściej eksponować Senegalczyka, bo ogniwo łączące i płynnie przechodzące z linii defensywnej do ataku jest chyba najbardziej pożądanym środkiem w misji poprawy stylu.
Plavsiciowi zależy
Pogłoski o pożegnaniu serbskiego pomocnika podparte niskim kredytem zaufania od trenera po powrocie 29-latka po strasznej kontuzji zaniepokoiły część fanów klubu z Limanowskiego 83. Biorąc pod uwagę uniwersalność, technikę i dynamikę Srdjana Plavsicia, można wysnuć wniosek, że nawet jeśli nie wróciłby on do swojej dawnej dyspozycji i nie był wiodącą postacią drużyny, to nadal bardzo przydatną. Tę przydatność za wszelką cenę chce udowodnić. To właśnie zawodnik z Nowego Sadu był w gronie graczy, którzy podeszli do meczu z beniaminkiem najbardziej ambicjonalnie. Lewonożny wahadłowy pojawił się na dziesiątce, ale często pomagał partnerom niżej. Zasuwał do każdej piłki, nie brał jeńców i momentami pokazał sporo piłkarskiej jakości. Tak się walczy o uznanie trenera.
Raków potrzebuje Brunesa
Pod nieobecność Lopeza, Norweg to najcięższe działo w arsenale sztabu częstochowskiego zespołu i mówimy tu nie tylko o liczbach. Kiedy Hiszpan nie pomoże, to od najlepszego strzelca Rakowa w ubiegłym sezonie będziemy oczekiwali magicznego dotknięcia, obrotu z piłką i różnych niekonwencjonalnych pomysłów, niezależnie od tego czy zostanie wystawiony na dziewiątce czy dziesiątce. Przynajmniej do końca eliminacji częstochowianie nie mogą sobie pozwolić na jego stratę. Każda akcja po przejściu przez Jonatana Brauta Brunesa może nabrać tempa i otworzyć drogę do wypracowania sytuacji bramkowej. Napastnik kompletny radzący sobie w zmiennych warunkach i wypełniający zadania z najwyższą dokładnością. Mają od kogo się uczyć Leonardo Rocha, Patryk Makuch, Adam Basse, Tomasz Walczak i Lamine Diaby-Fadiga.
W drugim letnim sparingu Raków Częstochowa zmierzy się w Arłamowie z FK Železiarne Podbrezová.




