Metamorfoza Drabika – jak kapitan ROW-u wrócił do formy?
Maksym Drabik zaliczył diametralną zmianę, która przywróciła go do formy. Wychowanek Włókniarza jest znów na fali.
Wysłane przez Oskar Foltyński | cze 28, 2025 | Żużel | 3 min czytania

Spis treści:
Lata pełne problemów
Historia Maksyma Drabika jest pełna wzlotów i upadków. Polak który zapowiadał się na jeden z największych talentów swojej dekady, przez lata zmagał się z problemami, które wydaje się, że znów ustają. Najdłużej za zawodnikiem ciągnęła się otwarta kłótnia z ojcem, po której obaj zaprzestali utrzymywać relacje. Wychowanek Włókniarza mimo, że ma w swoim dorobku dwa tytuły Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów (2017 i 2019), to przechodził przez roczne zawieszenie.
Miało to miejsce po tym, kiedy to w 2020 roku przekroczył dozwolony limit kroplówki, podając jednorazowo 500 ml płynu zamiast dozwolonych 100 ml. Mimo bycia sporą niewiadomą, otrzymał szansę pozostania w najlepszej żużlowej lidze świata. Postawił na niego prezes Rybnickiego ROW-u – Krzysztof Mrozek. Musiał on zaryzykować, chcąc utrzymać się w PGE Ekstralidze. Do Drabika przez ostatnie lata przylgnęła łatka mocno kontrowersyjnego zawodnika – po pobycie w Częstochowie oraz Lublinie. Żużlowiec rozstał się z klubami w chłodnych relacjach, a kibice zarzucali mu brak jakichkolwiek więzi z klubem czy drużyną. Nie dziwi więc fakt, że do transferu tego podchodzono z lekką dozą niepewności.
Ciężki rok w Częstochowie
Chociaż powrót do macierzystego klubu na początku dla żużlowca był udany, tak kompletnie pogubił się on sezon później. Po kiepskim drugim roku w Częstochowie, w trakcie którego przerzucił ogrom sprzętu i notował przeciętne wyniki (średnia 1,42 pkt/bieg), we Włókniarzu który miał walczyć o medale, a do samego końca drżał o utrzymanie, zdecydowano się na roszady. W zimę, Drabik trafił do Rybnika, gdzie nie próżnował. Rozstał się ze swoim długoletnim mechanikiem – Wojciechem Plutą, zmieniając cały swój team. Postawił również na nowego menadżera, aby sam mógł skupić się tylko na jeździe. Poza zmianami w środowisku, żużlowiec zapowiadał duże inwestycje sprzętowe, aby móc wnieść jak najwięcej do swojej nowej drużyny. Rybniczanie zastali obraz Drabika zupełnie innego, niż opisywano go do tej pory – Drabika w pełni zaangażowanego w drużynę oraz przygotowania do sezonu. Mówiło się o diametralnej metamorfozie zawodnika. Niespodziewanie dla środowiska kibicowskiego wychowanek Włókniarza został wybrany kapitanem zespołu.
Kluczowe ogniwo zespołu
I chociaż postawy Drabika obawiano się w Rybniku, to teraz kibice mogą mieć powody do radości. Kapitan zespołu jest aktualnie motorem napędowym zespołu i najjaśniejszą postacią na torze. Mimo, że „Rekiny” są aktualnie „czerwoną latarnią” ligi, tak z wychowankiem Włókniarza klub chciałby związać się na dłużej. Chociaż cała drużyna ROW-u nie broni się w żadnym stopniu sportowo, to 27-latkowi nie można nic zarzucić. Po problemach z ostatnich lat nie pozostał żaden ślad, a żużlowiec notuje swój najlepszy sezon od powrotu na ligowe tory. Wydawać się może, że dla Drabika był to ostatni moment, aby pokazać, że stać go na rywalizację w najlepszej żużlowej lidze świata. Aktualnie może się on popisać średnią bliską 2.0 punktów na bieg, co plasuje go na 14. lokacie na listach klasyfikacyjnych.



