Wojtysiak-Kowalik: Zaufanie w polityce to towar deficytowy [WYWIAD]
Radna Koalicji Obywatelskiej o sytuacji w mieście.
Wysłane przez Kamil Bednarski | maj 22, 2026 | Częstochowa | 13 min czytania
![Wojtysiak-Kowalik: Zaufanie w polityce to towar deficytowy [WYWIAD] 1 Wojtysiak-Kowalik: Zaufanie w polityce to towar deficytowy [WYWIAD]](https://nawylot.tv/wp-content/uploads/2026/05/wojtysiak-kowalik-1.png)
Poszczególni działacze częstochowskiej Koalicji Obywatelskiej od pewnego czasu starają się dystansować się od lokalnych partnerów z Lewicy i nie firmować każdego postępowania włodarzy miasta. Zaczęło się od Łukasza Banasia, który w trakcie kampanii wyborczej chciał „sprzątać po prezydencie Matyjaszczyku„. Słowa jednak dotychczas rzadko znajdywały odzwierciedlenia w czynach. Na nieoczywisty ruch, jakim było poparcie wniosku radnych PiS o przeprowadzeniu referendum odwoławczego zdecydowała się ostatnio jedna z reprezentantek KO. W wywiadzie naszym portalem Zofia Wojtysiak-Kowalik odpowiada na pytania o sytuację w Częstochowie, absolutorium i wotum zaufania dla prezydenta, a także o swoją działalność i przynależność polityczną.
Poczuła Pani, że głosowaniem z ostatniej nadzwyczajnej sesji rady miasta zwróciła Pani na siebie większą uwagę i ten telefon rozgrzał się troszeczkę mocniej?
Jestem w ciągłym kontakcie z mieszkańcami, więc trudno mówić o tym, żeby telefon bardziej się rozgrzał niż zwykle. Na pewno moim celem podczas tego głosowania nie było robienie wokół siebie rozgłosu. Zagłosowałam po prostu tak, jak zawsze staram się głosować — żeby było jak najlepiej dla mieszkańców.
Uważam, że samorząd powinien opierać się na czymś innym niż wojna PO–PiS. Powinniśmy być jak najbliżej mieszkańców. I uznałam, że kwestia referendum rzeczywiście powinna zostać poddana ocenie mieszkańców. Bo trzeba pamiętać, że o referendum mówi się dziś tak, jakby było przesądzeniem, że nie chcemy, żeby prezydent Matyjaszczyk dalej sprawował władzę. Ja patrzę na to trochę inaczej. Nikt z wyborców nie głosował przecież na prezydenta z zarzutami. Dlatego dajmy mieszkańcom możliwość wypowiedzenia się, czy nadal chcą, żeby pełnił tę funkcję. To mieszkańcy dali mu władzę, więc to mieszkańcy powinni decydować.
Decyzję podjęła Pani już wcześniej, czy miały tu wpływ jakieś drobne apele lub namowy?
Miałam dużą nadzieję, że większość radnych będzie chciała podejść do tej sprawy z pełną świadomością i zagłosować zgodnie z własnym sumieniem. Nasz klub złożył wniosek o tygodniową przerwę. Nie rozumiem, dlaczego radni Prawa i Sprawiedliwości nie chcieli poczekać tego tygodnia z głosowaniem nad referendum — zwłaszcza że po takim głosowaniu przez rok nie można wrócić do tej samej procedury. Bo tutaj głosowanie Lewicy było bardzo przewidywalne.
A w drugą stronę – nie próbowało prób przekonania kogoś z klubu, by mimo braku tej przerwy poprzeć wniosek?
Wie Pan, wydawało nam się mało prawdopodobne, żeby ten wniosek o przerwę nie został poparty. Bo skoro klub Prawa i Sprawiedliwości wyszedł z wnioskiem o uruchomienie procedury referendalnej, to powinno im zależeć na tym, aby to referendum się odbyło, i w konsekwencji czeka się ten tydzień. A jeśli robi się to dla PR-u, to się nie czeka. Miałam zdanie, że radnym PiS rzeczywiście na tym referendum zależy, ale moje przekonania się zmieniły.
Nie dziwię się też moim kolegom i koleżankom, którzy argumentowali na naszych spotkaniach wewnętrznych, że skoro sesja była w czwartek, a w poniedziałek było to posiedzenie sądu, to chcą się po prostu z tym głosowaniem wstrzymać.
Sama podejmując decyzje, lubię opierać się na możliwie największej liczbie faktów. Mieszkańcy — także patrząc po komentarzach w internecie — wydawali się rozumieć sens tego wniosku.
Deklaruje Pani, że partyjne wojenki i podziały Pani nie dotyczą. Natomiast fakt przynależności do KO zapewne zobowiązuje do działania z linią tego ugrupowania. Mimo złamania dyscypliny w tak ważnej sprawie, obyło się bez konsekwencji?
Jestem w klubie Koalicji Obywatelskiej i startowałam z tych list dlatego, że bliskie są mi poglądy, które KO reprezentuje w polityce ogólnopolskiej czy międzynarodowej. Natomiast polityka samorządowa powinna bardzo mocno różnić się od tej krajowej. W samorządzie nie rozstrzygamy kwestii światopoglądowych, takich jak aborcja czy eutanazja. Tutaj najważniejsze są sprawy mieszkańców. Nie było żadnych konsekwencji. Mieliśmy swoje ustalenia, nie została wprowadzona dyscyplina.
Niektórzy uważają, że Pani odważne głosowanie było podyktowane tezą, że bez polityki i tak sobie Pani poradzi. Między innymi publicznie powiedziała tak ostatnio Przewodnicząca Monika Pohorecka.
Nie wiem, skąd takie przekonanie. Na pewno nic takiego pani Monice Pohoreckiej nie powiedziałam. Jestem radną pierwszą kadencję, mam 34 lata, rodzinę, dom i swoje życie zawodowe. Jestem prawniczką z wykształcenia, a sektor prywatny nie jest mi obcy.
Nie jestem radną po to, żeby odcinać od tego kupony. Zresztą z diety radnej wspieram różne działania społeczne, konkursy, pikniki czy inicjatywy charytatywne. Uważam, że dieta radnego to przede wszystkim zwrot kosztów działalności.
W tej samej wypowiedzi Pani Przewodnicząca trochę wypomniała Pani wiek. Tylko czy to w naszym mieście wada?
To ani zaleta, ani wada — to po prostu fakt. Uważam jednak, że wytykanie komuś wieku, orientacji seksualnej czy koloru skóry jest bardzo nieeleganckie. Jeśli ktoś sięga po takie argumenty, to znaczy, że zabrakło mu argumentów merytorycznych.
A mój wiek traktuję wyłącznie jako zaletę. Mam siłę i energię do działania.
A wracając jeszcze do referendum. Słyszymy właściwie od każdego polityka koalicji, że ta przerwa powinna zaistnieć. Natomiast brakuje konkretu i słów: „Tak, wobec tej decyzji sądu zagłosowalibyśmy z całą pewnością za referendum”. Zatem, jak Pani czuje, czy rzeczywiście byłaby taka chęć?
Takie było moje przekonanie — zarówno wynikające z rozmów z koleżankami i kolegami z klubu, jak i z własnych odczuć. Chcieliśmy, żeby jeszcze jeden sąd zweryfikował, czy zarzuty wobec prezydenta są na tyle poważne, by utrzymać zakaz wykonywania funkcji. Po decyzji sądu sytuacja wyglądała już inaczej.
Uważam, że gdyby radni PiS zgodzili się na tygodniową przerwę, radni Koalicji Obywatelskiej zagłosowaliby za referendum.
Czyli zza kulisowych rozmów też może Pani to śmiało przyznać?
Trudno dawać pewność, bo zawsze łatwo mówić, co by było gdyby. Ja mam takie przekonanie, które wynika zarówno z moich przeczuć, jak i rozmów.
Trafiła Pani do rady miasta po mianowaniu Łukasza Pabisia zastępcą prezydenta. Teraz mogłaby się Pani przyczynić do utraty przez niego stanowiska, co też byłoby nietypowym zwrotem akcji.
Nie weszłam do rady dlatego, że Łukasz Pabiś został wiceprezydentem, tylko dlatego, że uzyskałam drugi wynik na swojej liście. Gdyby ktoś inny miał ten wynik, to właśnie ta osoba weszłaby do rady.
Poza tym referendum dotyczy osoby wybranej bezpośrednio przez mieszkańców. Wiceprezydenci są powoływani przez prezydenta. Pytanie referendalne dotyczyło wyłącznie Krzysztofa Matyjaszczyka.
A czy sam Pan Łukasz może po ewentualnym utracie Częstochowy przez Lewicę zostać nowym prezydentem? Media podawały informacje o takich zamiarach Koalicji Obywatelskiej.
To pytanie bardziej do niego. Na pewno ma wiele pozytywnych cech i dobrze radzi sobie jako wiceprezydent, także przy trudnych decyzjach, choćby w kontekście tworzenia zespołów szkolno-przedszkolnych. Jeśli taka będzie decyzja Łukasz i zarządu partii, na pewno świetnie się sprawdzi.
Ale w Koalicji Obywatelskiej jest kilka mocnych osobowości i mądrych osób, które mogłyby pełnić rolę lidera. Do 2029 roku jeszcze bardzo dużo może się wydarzyć.
Od początku Pani drogi politycznej takim bliskim partnerem był jednak Krzysztof Świerczyński. Nawet po jego odejściu z klubu KO współpracujecie nad rozwojem dzielnicy Raków, z której pochodzicie i zostaliście wybrani, oraz nad różnymi lokalnymi projektami. Dlatego nie dowierzałem Pani Rekwirewicz, że usunięcie go z klubu było jednomyślną decyzją i Pani za nim nie stanęła.
Tak, głosowałam za jego usunięciem, bo w klubie radnych KO obowiązuje regulamin, a za jego złamanie przewidziane są konsekwencje.
Bardzo cenię Krzysztofa Świerczyńskiego jako człowieka, kolegę i radnego. W naszym okręgu nadal współpracujemy dla dobra mieszkańców. Ale tak — głosowałam za usunięciem go z klubu.
Umawiacie się w ramach klubu na pewne rzeczy, ale to może się gdzieś kłócić z Pani zdaniem, że jednocześnie trzeba być głosem mieszkańców. Pewne sprawy niekoniecznie mogą iść zgodnie z linią partii – np. w kwestii Pani głosowania przeciwko podwyżce wynagrodzenia Prezydenta.
Uważałam, że to nie była kwestia sympatii czy antypatii wobec konkretnej osoby. Miasto było zadłużone, na tej samej sesji podnosiliśmy mieszkańcom podatki, a jednocześnie mieliśmy podnosić pensję prezydentowi. Uważałam, że to nie jest właściwy kierunek.
Przejdźmy zatem do tego, co przed nami. Radni PiS po wniosku o referendum wywierają dużą presję w kwestii nadchodzącego absolutorium i wotum zaufania. A to, w odróżnieniu od poprzednich lat, nie jest przewidziane na majowej sesji. Rada Miasta ma oczywiście termin do końca czerwca, ale czy to nie jest znów gra na czas?
Jestem członkinią trzech komisji i dopiero w poprzednim tygodniu w celu przegłosowania opinii, co do realizacji budżetu zebrała się komisja klimatu, w której przewodniczącym jest Pan Radny Wrona. Po osiągnięciu wszystkich opinii od komisji, ta uchwała wraz z opiniami jest wysyłana do Regionalnej Izby Obrachunkowej. Czy to jest gra na czas? Trudno mi powiedzieć. Raczej nie sądzę, bo wydaje mi się, że w tym mieście dużo się dzieje na dobre i na złe. Najbardziej odpowiednią osobą do zabrania głosu byłby Pan Przewodniczący Biernat, bo on odpowiada za porządek sesji.
Pamiętamy, że jest to de facto ocena wykonania budżetu,, ale czy byłoby uzasadniające poparcie realizacji tego budżetu, w którym pewne przetargi z ostatnich lat budziły wątpliwości?
Sytuacja wygląda tak: przed nowelizacją ustawy o samorządzie absolutorium i wotum zaufania były rozpatrywane w jednym głosowaniu. Wówczas głosowanie nad absolutorium miało znacznie szerszy charakter, ponieważ ocenialiśmy całość działań prezydenta. Obecnie te dwa głosowania są rozdzielone. Głosowanie nad absolutorium nie jest oceną sympatii wobec prezydenta, lecz oceną realizacji uchwały budżetowej.
Decyzję w sprawie głosowania nad absolutorium podejmę po zapoznaniu się z opinią Regionalnej Izby Obrachunkowej. Musimy pamiętać, że mimo poważnych zarzutów wobec prezydenta i tego, że sąd nie przychylił się do jego zażalenia, nie możemy wchodzić w rolę sądu. Nadal obowiązuje domniemanie niewinności. Dlatego w przypadku absolutorium kluczowe będą dla mnie dokumenty finansowe — mamy już raport i sprawozdanie finansowe — z którymi będę się szczegółowo zapoznawać. Przeanalizuję również opinię Regionalnej Izby Obrachunkowej i dopiero wtedy podejmę decyzję.
Zatem także nie zgadza się zapewne z tymi zapowiedziami radnych PiS, którzy wprowadzają narrację, że będzie to drugi sprawdzian dla rady po wniosku o referendum.
Musimy jeszcze podkreślić jedną rzecz, o której nikt w mediach nie mówi. Radni PiS twierdzą, że gdyby większość Rady Miasta nie poparła absolutorium dla prezydenta, można byłoby na tej podstawie wszcząć procedurę referendalną. To nie jest prawda. Komisja rewizyjna przygotowuje opinię w sprawie absolutorium i przedstawia Radzie projekt uchwały — albo o udzieleniu absolutorium Krzysztofowi Matyjaszczykowi, albo o jego nieudzieleniu.
Jeżeli uchwała o udzieleniu absolutorium nie uzyska większości głosów, nie oznacza to automatycznie, że absolutorium nie zostało udzielone. Oznacza jedynie, że konkretna uchwała nie zdobyła większości. Aby radni PiS mieli rację i aby można było na tej podstawie wszcząć procedurę referendalną, komisja rewizyjna musiałaby przygotować uchwałę o nieudzieleniu absolutorium Krzysztofowi Matyjaszczykowi. Dopiero gdyby taka uchwała uzyskała większość w Radzie Miasta, mogłoby to stanowić podstawę do rozpoczęcia procedury referendalnej.
Nie boi się Pani, że teraz w razie korzystnego głosowania dla prezydenta, trudniej będzie wytłumaczyć swoje stanowisko mieszkańcom?
Wie pan, tak jak mówiłam — najważniejszy jest dla mnie głos mieszkańców, ale taki głos, który jest oparty na merytorycznych argumentach. Być może wynika to również z mojego zawodu, ale lubię opierać się na faktach, a nie na domysłach. Dlatego podkreślam, że głosowanie nad absolutorium dotyczy budżetu, natomiast głosowanie nad wotum zaufania jest zupełnie inną kwestią. Myślę, że mieszkańcy często to mylą, ponieważ kiedyś oba głosowania były połączone. Obecnie mieszkańcy i grupy, z którymi rozmawiam, rozumieją już, czym różnią się te głosowania i jakimi przesłankami kieruję się przy podejmowaniu decyzji dotyczących mojego głosu.
Czego Pani zdaniem możemy się więc spodziewać?
Tego nie wiem. Zaufanie w polityce to towar mocno deficytowy.
Dwa miesiące temu u nas w studiu każdemu trudno było ocenić i prognozować następne ruchy zarówno rady miasta, jak i prezydenta, który teraz mimo nieustającej presji i już po podtrzymaniu środków zapobiegawczych przez sąd, nie decyduje się podać do dymisji. Przez wielu ten okres jest określany jako kryzys częstochowskiego samorządu i widać zmęczenie mieszkańców całą sytuacją. Powinno być Pani zdaniem to wywieszenie białej flagi?
To prawda. Ja przypominam, że Łukasz Banaś sam zrezygnował z posady przewodniczącego Rady Miasta. I uważam, że jest to zachowanie uczciwe w stosunku do mieszkańców. Dlatego, że każda osoba ma prawo bronić swojej niewinności, wskazywać na błędy w postępowaniu prokuratorskim, co miejmy nadzieję będzie nas kierować do uniewinnienia tych wszystkich osób. Tego bym sobie życzyła, ale trzeba pamiętać, że pełniąc funkcję publiczną trzeba tych mieszkańców po prostu szanować.
Skoro zaufanie jest nadszarpnięte, a ta inicjatywa referendalna mieszkańców wydaje się być za rogiem, czy taki obywatelski projekt cieszyłby się Pani bezwzględnym poparciem, czy musiałby spełnić konkretne czynniki?
Uważam, że każda aktywność obywatelska jest super. Naprawdę wszystkie popieram, ale uważam, że poparcie przez jakiegokolwiek samorządowca referendum mieszkańców siłą rzeczy mu nie sprzyja. Uważam więc, że jeżeli chcemy oddać głos mieszkańcom, to rzeczywiście oddajemy głos im, a nie politykom.






